piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział 24

DRACO
-Tu masz racje- westchnęła- Chodźmy. Stanie nic  tu nie da.
-Masz racje- burknął Snape.
Gdy odeszli, chłopak najciszej jak tylko mógł wyszedł z dziury. Rozciągnął się.  Długie kucanie nie służyło wysokiemu chłopakowi zwłaszcza, że tunel  było w wysokości skrzata. Przymknął wieczko Usiadł na łóżku dziewczyny. Cała złość wyparowała został tylko smutek. Prychnął.
Draco Malfoy zakochał się w Potterze. Gdyby ktoś powiedziałby mu to dwa miesiące wcześniej zaśmiał by się i rzucił zaklęcie Avade Kedavra. Przeczesał włosy.
Będę musiał porozmawiać z Blaise, natychmiast.
Miał racje. A ja mu nie wierzyłem, należy mu się butelka ognistej
Miał w planach siedzenie u Laury do późna ale to nie miałby to sensu. Dostała zaklęciem niewerbalnych od razu się nie obudzi. Nawet nie wiadomo czy się obudzi…
ONA SIĘ OBUDZI, WIERZE W NIĄ.
Nie zważając na zdziwione spojrzenie pielęgniarki, która weszła aby zmierzyć temperaturę. Rzucił jej cyniczny uśmiech i ruszył na spotkanie z przyjacielem.
ERYK
Jestem w niebie?
Wątpię.
Mordercy tacy jak ja nie trafią do nieba, piekło im jest przeznaczone.
Jeśli umarłem to czemu czuje zapach starych książek?
Czyja żyje?
To czemu nie widzę, nie słyszę, nie potrafię ruszyć żadną kończyną?
Widzę ciemność.
Jestem ciemnością.
UCZNIOWIE HOGWARTU

Lekcje zakończyły się dzwonkiem, który był najbardziej wyczekiwanym. Dziś zaczynał się weekend. Chociaż były wakacje uczniowie chodzili dalej do szkoły. Ucząc się zaklęć obronnych, jak przygotować eliksir w ciągu pięciu minut, lecząc rannych itp.  Jedyny plus był taki, że nauczyciele przestali zadawać referaty, które zajmowały połowę wolnego dnia. Bliźniaczki rzuciły rzeczy na łóżku i wyszły zastawiając współlokatorki  zaskoczone, które  wymieniły pomiędzy sobą spojrzenia. Po drodze spotkali swój chłopaków. Mieli bardzo zadowolone miny.
-Czemu jesteście tacy hm… radośni?- spytała podejrzliwie Sandra, George uśmiechnął się jeszcze szerzej i objął ramieniem.
-A chcecie wiedzieć…?- Fred pocałował dziewczynę we włosy, zarumieniła się po samego uszy, Sandr widząc to parsknęła śmiechem.
-Po to się pytami co nie?- Ola kiwnęła głową.
-Ej, Fred. Twoja pani powinna być milsza dla przyszłego szwagra.
-Ej, George. Moja pani może robić to co się jej żywnie podoba.
-Tak traktujesz własnego brata? Foch z przytupem…
-…Forever!- dokończył za niego.
Reszta wybuchnęła śmiechem.


-Jesteś tego pewna?- spytał Allan.
-We mnie nie wierzysz?- spytała oburzona dziewczyna.
Stali przed malutką sówką, która miała mieć swój pierwszy lot była z tego powodu podekscytowana. Pohukiwała radośnie i przekręcała swój łepek.
-No wierzę ale nie powinien zrobić tego dyrektor?
-Allan ten nasz stary bryk nie umie rozmawiać z młodziaki chyba, że ma przed sobą szarlotkę, wracając. Mam wtyki w szkole w Polskiej i Rosyjskiej. Wiesz dobrze jaki jest nacisk w Rosji na czarną magię u na tylko ćwiartka czego oni mam się uczą. Oni t a m potrafią odbić Avade tak aby trafiła przeciwnika, która rzucił te zaklęcie.
-Szacun na dzielni- uśmiechnęła się, zawiązała list do nóżki sówki.
-Do rosyjskiej szkoły magii- sowa odleciała zostawiając parę samą.- Dam ci pewną radę nigdy przenigdy nie zakładaj się nimi. Gdy wybiorą sobie już cel to nie odpuszczą. Zazwyczaj kończy się złamaną kończy a najgorzej samobójstwem.
-A nie zabójstwem?- spytał zaskoczony, pokręciła smutno głową.
-Zawsze zacierają  ślady tak aby wyszło samobójstwo.
-Musisz z takim przekonaniem jakbyś.. jakbyś…- zająknął się
-Przeżyła?- dokończyła- Ja nie… ale mój najlepszy przyjaciel- uśmiechnęła się na myśl o dawnych przyjacielu, lecz po chwili jej uśmiech zanikł-  Założył się o głupotę, którą zapłacił życie.


-To jest bezpieczne?- spytała krukonka, Daria.
-Oczywiście, że nie- prychnęła, Galia- Ale wiadomo, że będzie skuteczne.
-A powiesz mi wreszcie to czego to służy?
-Bomby zanim je przerobiłam były nie szkodliwe, wydzielały brzydki zapach a te- wskazała na swoje dzieło- będą powodowały utracę przytomności wroga na długi czas.
-Ale jak je wrzucimy to wszyscy wokół mogę oberwać- szepnęła z przerażeniem.
-Brałam to pod uwagę ale dzięki Fredowi, który pod sunął mi pewien pomysł.
-Jaki?- zniecierpliwiła się młodsza siostra.
-Trujący zapach można kierować przez magią ale będzie jeden problem.- przegryzła nerwowa wargę
-Galia, jaki problem…?- spytała gdy dłuższa czas krukonka nie odpowiedziała.
-Jeśli osoba, która będzie kierowała bombami, zginie pod czas wojny to osoby otumanione budzą się natychmiast jakby niby nic.  Wtedy nasi mogą zostać zabici.
 

-Jestem już zmęczona!- jęknęła puchonka Olka.
-Nie marudź- warknęła Weronika.
-Czemu my mamy układać księgi?- dalej jęczała mała puchonka.
-Ile razy mam ci tłumaczyć? Krukoni szukają zaklęć,  Ślizgoni szukają jakiś artefaktów, gryfoni  tacy jak bliźniaczki i bliźniaczy robią swoje bomby nie bomby albo eliksiry, a reszta przeszukuje zamek. A puchoni mają zadanie poukrywać księgi bo pokój życzeń jest odpowiednim miejscem.  Każdy ma jakieś zadanie. Nie moja wina, że zostałaś tutaj. Miałaś wybór. Teraz zamknij się. Jak skończymy to mamy iść do Zabiniego. Jakbyś młoda panno słuchała to być wiedziała.
-A po co?
-Mają parę rzeczy, które mogą się przydać ale nie chcą ich sprawdzać więc proszą puchonów aby przenieśli im krukoną, którzy akurat są wolni.
-A nauczyciele?! Oni nic nie robią!!
Weronika wzięła głęboki oddech miała ochotę na tą małą rzucić Avade Kedavra. Czasem nie miała do niej siły. Albo tam walnąć aby poryczała się i wybiegła z pomieszczenia i była do końca życia obrażona na nią. Weronika jest dziewczyną, którą ciężko wkurzyć. Trzeba być naprawdę wkurzającym  człowiekiem aby wyprowadzić z równowagi niebieskooką. Odłożyła z hukiem księgę. Nie mogły się posługiwać magią bo książki by tego nie wytrzymały. Musiały się z nimi obchodzić ostrożnie.
-Wszyscy coś robią- zaczęła spokojnie- Nauczyciele nie śpią po nocach, aby stworzyć nam schronienie. Jakbyś dobrze się przyjrzała cały Hogwart jest objęty tarczą, która ma nas zabezpieczać przed złem. Dyrektor kontaktuje się z innymi szkołami prosząc  o pomoc. Ola- spojrzała na nią z wyższością- To wojna. Tu każdy będzie chciał przeżyć. Wiesz dobrze jaką mamy zasadę gdy chodzi o naszych bliskich. Czy możesz nam przypomnieć?
-Zginę z tobą.
-Krukoni?
-Znajdę sposób, byśmy mogli oboje przeżyć.
-Ślizgoni?
Zabije dla ciebie bracie. Powiedz tylko słowo a będzie martwy.
-Umrę dla ciebie.
W ciszy odłożyły wszystkie księgi.  Weronika spojrzała na Olkę, którą dręczyło pytanie.
-Mów.
-Chodźmy j..już…- przewróciła oczami.
-Dobra.
DRACO
-Zabini śmieciu!- krzyknął chłopak, gdy zobaczył przyjaciela jak leży w butach na jego łóżku.
-Tak witasz swojego najlepszego i jedynego przyjaciela?
-Po pierwsze miałeś racje. Po drugie zabieraj te bity cwelu. Po trzecie nie dziwi cie, że nie dostali od kręgu żadnej wiadomości- powiedział radośnie Draco.
-Muszę ostudzić twój entuzjazm.  Gdy byłeś u swojej dziewczyny to przyszedł list, który po dłuższym czasie udało mi się rozszyfrować. Spotkanie jest dziś 22 zakazany las. Tam gdzie zawsze.
-Kurwa- mruknął- Gdzie idziesz?- spytał gdy Blaise wstał i zaczął kierować do wyjścia.
-Puchoni zaraz przyjdą po przedmioty a ja miałem im pomóc. Idziesz moja kluseczko?- spojrzał na niego dziwnie.
-Dobra tylko masz do mnie nie mówić „kluseczko”.
-Słoneczko?- podsunął pomysł Blaisie .
-Nie- poprawił szatę i ruszył za przyjacielem.
-A smok…?
-A może Draco? To jest to samo- wzruszył ramionami.
-Nigdy nie drażnij śpiącego smoka.
-A jak jest na nogach to tym bardziej- ostrzegł go.

------------------------
Co ja mogę wam powiedzieć?
Hm... Mam nadzieje, że rozdział was się spodobał :D
Teraz biorę się " Czy to koniec Maleca?"
Jedna osoba pytała się mnie na asku czemu jest tyle katalogów na blogu już tłumaczę. Gdy jakaś osoba, chciałaby poczytać blog o nowym pokoleniu i zobaczy mój, (według mnie opis, który podaje do zgłoszeń jest krótki i zachęcający. Przez co przybyło kilka czytelników <3), to wtedy zachęcona zacznie go czytać i komentować. 
Ogólnie (na wszystkich 4 blogach) podniosła się liczba wyświetleń a dzięki bloggerowi  mogę zobaczyć ile weszło na dany rozdział   i widzę, że (znów użyje tego słowa) podniosła trzykrotnie!!  Rozdział 21 kliknęła/zobaczyło 486 osób wow.
Życzę miłego wieczoru <3
Albo
Dnia zależy jak widzicie ten post xD

sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 23

 LAURA
Cały świat zatrzymał się.
 Każdy ruch mógł spowodować nie pożądane konsekwencje.
 Bała się oddychać. Chociaż płuca się do tego domagały ona robiła na przekór. Otwarte szeroko oczy patrzyły w zdziwione oczy chłopaka, którego kochała. Zmuszała się do utrzymania kontaktu rzeczywistości.  Lecz jej organizm wygrał z nią. Powieki stawały się coraz cięższe, cięższe aż opadły.
                                      * * *
DRACO
Zeskoczył z miotły, miał jeden cel. Zabić Eryka. Nigdy nie czuł takiej złości nawet gdy jego ojciec uderzył matkę prosto w twarz za nie posłuszeństwo. Wyciągnął różdżkę i skierował na otumanionego chłopaka. Na końcu języka miał zaklęcie niewerbalne.
 Wystarczy wypowiedzieć te dwa magiczne słowa. A Eryk Filch zostałby unicestwiony.  Już otwierał usta ale ktoś lub coś złapała go za ręce. Wrzasnął zaskoczony.
-Holibka! Nie kręć się!-  chłopak odwrócił głowę,  broda Hagrida delikatnie łaskotała Dracona.
-Puść mnie wielkoludzie!- wrzasnął.
-Holibka! Spokojnie tam!- spojrzał na niego z góry.
-Jak to spokojnie?! Muszę zabić tego skurwysyna!- warknął, próbował wyrwać się z żelaznego uchwytu.
-Uważajta na słówka! Koleszko. 
-Puść do jasnej cholery!- wrzasnął.
Nauczyciele zebrali się wokół dziewczyny.  Dyrektor osobiście zabrał Eryka, która był pod wpływem zaklęcia Imperio Uczniowie (a zwłaszcza przyjaciółki Laury) płakali nad ciałem dziewczyny.
Nauczycielka od historii Magii zaprowadziła roztrzęsionych uczniów do dormitorium. Tylko na błonach został Draco, Hagrid i kilku nauczycieli.  Severus podszedł do dziewczyny i sprawdził puls, zmarszczył brwi.
Szepnął coś Minerwie i kiwnęła głową do Hagrida, który zrozumiał aluzje. Podszedł do ciała dziewczyny, Draco zacisnął powieki nie chciał widzieć tego widoku. Zbierało mu się na wymioty. Po Laurze została tylko pusta skorupa.
-Holibka. Co teraz?- spytał Hagrid.
-Nie rozumiem tego- mamrotał pod nosem nauczyciel od eliksirów.
-To jest nie możliwie- powiedziała zdziwiona Minerwa.
-Musimy ją stąd zabrać. Nie jest tu bezpiecznie. Hagrid puść go –warknął Snape.
Wielkolud opuścił chłopaka. Wtedy chłopak o platynowych włosach pozwolił sobie na otworzenie oczu. Widział jak nietoperz podnosi ciało dziewczyny i wraz z Minerwą kierują się do Hogwartu. Uniósł głowę i wzrokiem odszukał Patronusy, która bacznie go obserwowały.
-To nie możliwe- szepnął, Hagrid potruchtał do Albusa.
Patronus umiera wraz z czarodziejem nigdy nie było przypadku, aby on zastawał nawet na minutę po śmierci. Zamarł. Czuł się jakby ktoś go walnął patelnią i drzwiczkami od lodówkami.
-Laura!- wrzasnął i pobiegł do Hogwartu.
ERYK
Wiesz jakie to uczucie gdy jesteś uwięziony własnym ciele?
Nie potrafisz bez własnej woli ruszyć palcami albo zawołać pomoc.
Twoje myśli nie są twoimi myślami są iluzją. Wyżera cie od środka nie zostawiając tylko nicość. Bliscy nie widzą ukrytej pod skorupą cierpienia, które idealnie łapią cie w swoje sidła.
Nic nie czujesz…
Radość?
Smutek?
Ból?
A może głód?
Bardzo zabawne.
Tego tutaj nie ma.
Jest tylko cel.
A moim celem jest: Zabić Pottera.
Laura Potter nie żyje.
 Jestem mordercą. 
Jestem nikim.
Jestem Eryk Filch.
DRACO
Serce dudniło w piersi, wiatr smagał  włosy, nogi biegły prosto do zamku. Otworzył wrota nie zwracając na woźnego, który łypał na  niego groźnie za przyniesienie błota z dworu, chociaż nic takiego nie było. 
W ostatniej chwili wskoczył na ruchome schody, które jak na złość zaprowadziły go na trzecie piętro. Warknął wkurzony.  Spojrzał w dół. Pod ni uczniowie szli na piętro na które bardzo chciał się znaleźć. Zrobił czego nigdy by się nie spodziewał. Zawiesił nogi na krawędzi i odepchnął się rękami. Zaskoczona gryfonka wrzasnęła.
-Draco ty tleniono fretko wystraszyłeś mnie- wrzasnęła Kinga.
-Jak mi przykro- warknął.
-Dupek- mruknęła.
-Słuchaj, nie mam ochoty na rozmowy. Śpieszę się- burknął.
-Skrzydło jest zamknięte znam jedno wejście gdzie możesz wejść niespostrzeżenie.
-Skąd wiesz?- weszli na korytarz.
-Allan był chory a mnie nie chcieli wpuścić i jakaś pijana puchonki mi o nim powiedziała.
-Pokaż mi je- kiwnęła głową i skierowała się w stronę „szpitala”
Stali nie całe 10 metrów od wejścia. Odsunęła obraz, który  był na szczęście pusty. Wiele duchów nie życzyło sobie aby ktoś ruszył ich własność zwłaszcza kobiety uwielbiają dramatyzować. Przez co ulubieni nauczycieli przez duchy muszą ich schlebiać.
 Przed chłopakiem ukazały się drzwi, które ciężko było zauważyć. Gdyby nie brunetka chłopak nigdy by ich zauważył. A stał nie cały metr od niego. Delikatnie otworzyło drzwi.
-Tylko masz być cicho dalej oni tam są. Wyjdziesz za kotarą- kiwnął głową.
-Dzięki.
-Luzik arbuzik- zamknęła za nim drzwi i odstawiła obraz na miejsce.
Duch, który wrócił na miejsce spojrzał się na nią podejrzliwie, lecz nic nie powiedział. Wzruszyła ramionami i skierowała się do biblioteki.
Draco musiał się schylać bo przejście była wąskie i do tego niskie. Gdy dotarł do końca tunelu. Zarzucił na siebie zaklęcia kameleona i przez dziurki, które wygląda (z widoku pielęgniarki i pacjenta) jak w… Chłopak nie mógł przypomnieć sobie tego słowa. We… Wentylacja ? Przyłożył ucho próbując wyłapać rozmowę Sewerusa i Minerwy.
-To nie po prostu nie możliwe! Nikt nie przeżył tego zaklęcia..
-Droga Minerwo nie zapomniała pani o sławny Harrym Potterze?- mruknął Snape.
-Wiesz dobrze jaka była  jego historia, Sewerusie- przejechała dłonią po twarzy.
-Zadziwia mnie jedna rzecz.
-Jaka Sewerusie?

-Potterowie jako jedyni potrafią oszukać śmierć.
--------------------------------------------------------
Wiem, wiem krótki rozdział... Ale tak szczerze? Żyłam jeszcze urodzinami. Było po prostu wspaniale. Nie cały dzień później sylwek xD Kilka nocy, gdzie oglądaliśmy filmy. Od komedii do komedii xD Nie chciało mi się pisać. Ale gdy zerknęła do bloga i zobaczyłam kiedy wstawiałam ostatnio. Hu hu! Ogarnęłam sie i zaczęłam pisać. Przepraszam ;-;

piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział 22

Miałam dać go wam po świętach, ale anonim na asku prosił mnie aby go dała.
 Dziwnie się czuje dając wam rozdział nie sprawdzony (tym się zajmuje Alexi, bo ja nie widzę błędów, chyba, że długo bym się przyglądała xD. Wolnym czasie sprawdzi mi wszystkie blogi. WSPÓŁCZUJE) . To zapraszam! A chcę podziękować za przeczytanie ostatniego rozdziału ponad 450 osób przeczytało bądź go zobaczyło *0* Wow <3


Fred, George, Ola, Sandra, Laura wyszli z pomieszczenia.  Dziewczyna cała w skowronkach kręciła się wokół idących przyjaciół. Nie mogła ukryć szczęścia jakie ją otaczało. Fred z George potajemnie chichrali przez co dostali kuksańce od bliźniaczek. Bawiło ich zachowanie Pottera.
-Co mamy pierwsze?- spytała Sandra.
-Lekcje latania- westchnęła Ola- Nie chcę mi się.
-Przestańcie! Będzie fajnie- uśmiechnęła się Laura.
-Fajnie?- spytała idiotycznie Ola- Dziewczyno! My tam nie łapiemy piłek bądź zniczy pokonujemy różne tory przeszkód! Nauczyciele tak uwzięli się po ostatni ataku sam-wiesz-kogo, że trenują nas jak żołnierzy! Z jednej strony to dobrze bo mam teraz świetne ciało- siostra prychnęła.
-Jak zwykle skromna- Sandra przewróciła oczami.
-Aż tak źle?- spytała zaciekawiona.
-Wybaczcie drogie panie ale my mamy WOLNĄ godzinę więc idziemy….- Fred ściszył głos do szeptu- Dokończył mordeczce bomby.
Bliźniaczki pożegnały się pocałunkami w policzek i wraz z Laura wyszły na boisko szkolne gdzie mieli mieć teraz 4/5 klasiści, którzy za miesiąc będą w piątej klasie. Lekcje jak zwykle mieli z śliz gonami. Albus z nauczycielami ułożył tak zajęcia aby gryfoni i Ślizgoni mieli ich ze sobą najwięcej aby zaczęli się lubić. Plan nauczycieli szedł dobrą stronę bo żaden ślizgon i gryfon nie kłócił się, nie dogryzał sobie ani nie z prorokował do walki. Laura na widok Draco i Zabini (ale najbardziej Draco) uśmiechnęła się. Odwzajemnili uśmiech. Zanim dziewczyna dotarła do przyjaciół musiała się przedrzeć przez tłum uczniów, którzy gratowali jej stanięcia na nogi. Gdy dotarła była cała obcałowana i poprzytulana.
-A ja też dostanę całusa?- spytał kusząco Zabini.
Laura prychnęła i pocałowała czarnoskórego przyjaciela w policzek.
-Laura to my pójdziemy do Kingi-powiedziała Ola, wskazując głowę na gryfonka rozmawiającą z szóstoklasistą, kiwnęła głową.
-Czuje się zazdrosny!- oburzył się blondyn.
-Zazdrosny?- Zabini prychnął- Ty śpisz z nią!- Laura strzeliła buraka tak samo jak Draco- A nie mówiłem? Miałem rację- powiedział z dumną chłopak.
-Zabini… jesteś idiotą- powiedzieli jednocześnie.
-Nawet gadacie tak samo! Na Merlina! To trzeba leczyć. Znam..
-Dobra koniec gadania!- przerwała im nauczycielka- Brać miotły i jazda na boisko!
Boisko już nie było jakie Laura widziała. Nie było już sześciu wielkich poręczy, tylko jakieś wymyślne przeszkody. Przełknęła ślinę. Ola miała racje tor przeszkód był straszny.
 Dziewczyna już brała do miotłę do ręki ale nauczyciela ją wyprzedziła.
-Nie możesz wsiąść na miotłę.
-Ale czemu?- spytała żałośnie.
-Pielęgniarka zabroniła, tak samo jak dyrektor- westchnęła z oburzenia i skierowała  na trybuny, które po części jeszcze zostały.
Poprawiła bandaż i rozsiadła się wygodnie. Draco wzrokiem odnalazł dziewczynę, która wyciągnęła różdżkę. Podleciał mimo zakazów nauczycieli miał ją głęboko gdzieś.
-Wracaj na trening- warknęła gdy zbliżył się.
-Czemu moja księżniczka jest wściekła?- przysiadł się do niej.
-Domyśl się. Nie jestem twoją księżniczką.-burknęła.
-Księżniczko- powiedział błagalnie, wtedy na niego spojrzała w jego smutne niebieskie oczy- Gdy ściągniesz bandaże będziesz latała! Teraz musisz odpoczywać.
-Jesteś pewny?- kiwnął głową- Dziękuje- przytuliła się od niego, chłopak odwzajemnił uścisk.
-Gołąbeczki!- podleciał do nich Zabini.
Laura niezauważalnie wyciągnęła różdżkę tak samo jak Draco a także w tym samie czasie skierowali  różdżki i wyszeptali  znane im zaklęcie, które z ich różdżek wytrysnęła woda prosto na chłopaka. Wrzasnął zaskoczony. Po niecałej minucie był cały mokry. Ubranie lepiło mu się do ciało. Rzucił ich głupkowate spojrzenie. Uśmiechnął i powiedział:
-Taka kąpiel była mi potrzebna! Zaraz będzie w kij gorąco a wy mnie schłodziliście- wkurzony Draco zacisnął palce na tali dziewczyny, Laura kompletnie zapomniała, że chłopak jeszcze przytula, na jej policzkach pojawiły się nie proszone rumieńce, które nie uszły uwadze chłopaki o platynowych włosach.
-Dobra to ja będę lecieć bo znów ta stara wiedźma się będzie mi kazała robić nienormalne rzecz- złapał trzonek miotły, przełożył nogę i kiwnął na pożegnanie. Zabini i Draco skierowali się do wkurzonej nauczycieli.
Laura widziała z daleka, że nauczycielka prawiła im kazanie. Po paru minutach mogli wrócić na miotły i z innymi uczniami przelatywać różne przeszkody.  Dziewczyna z zachwytem patrzyła jak radzili sobie uczniowie. Inni lepiej inni gorzej. Ale jej przyjaciela bardzo dobrze sobie radzili.
Znikąd zerwał się potężny wiatr, mocniej zacisnęła ręce na różdżce.
-Lauro!- usłyszała wołanie nauczycieli- Wyczaruj Patronusy!- kiwnęła głową.
Wycelowała na sam środek boiska, pomyślała o miłym wspomnieniu, które związane było z jej przyjaciółmi.
- EXPECTO PATRONUM- z jej różdżki wyleciały Patronus Salazara Slytherin (wąż), Helgi Hufflepuff (borsuk) i jej patronus, koń.
Nie wiedziała jak to jest ale Patronusy same ustawiały się na pozycjach, zazwyczaj lewitowały ale teraz „biegały” wokół boiska zostawiając niebieski ślad, który zaczął znikać dopóki nie przebiegł kolejny. Dziewczyna była zauroczona. Wszyscy na moment się zatrzymali  i podziwiali piękno, które ich zaczęło otaczać.
-Wracać na miejsca!- wrzasnęła nauczycielka.
Uczniowie niechętnie powrócili do zajęć. Laura rozejrzała się wokół coś jej nie pasowała. Czuła, że zaraz się coś się stanie. Serce zaczęło jej szybciej bić. Postanowiła pobiec do nauczycielki. Zdziwiona podniosła jedną brew lecz nic nie powiedziała. Dziewczyna rozejrzała się wokół. Wytężyła wzrok w kierunku zakazanego lasu.  Gdy przyjrzała się myślała, że tam ktoś tam stoi, okazało się to tylko liście. Laura, ogarnij się!- skarciła się.  Przegryzła nerwowa wargę. Próbowała się skupić na latających na miotle uczniów lecz coś jej nie dawało spokoju. Do tego zadręczała się ucieczką Eryka. Gdzie jest? Jest bezpieczny? Jest ranny? Czy… żyje?
Zranił ją ale i tak czuła, że musi się nim opiekować.
Jest coraz mnie czasu, Lauro (r)
Zamrugała kilkakrotnie. Czyżby Rowena się odezwała? A może jej się wydawało?  Dłuższy czas nie słyszała głosów stworzycieli Hogwartu.
Laura musiała przyznać, że zaniedbała zadanie. Nie odnalazła różdżki Ravenclaw i Gryffindor. Miała oczywiście wymówkę. Nie mogła chodzić. A teraz stała na nogach i patrzyła tępo na uczniów. Musi zacząć poszukiwania. Westchnęła w duchu. Musi wszystko zacząć od początku.  Czyli musi znów siedzieć  przy książkach i szukać jakiekolwiek informacji. Po prostu świetnie.
-Pomocy!- znała ten głos, aż za bardzo.
Odwróciła się. Zobaczyła ca Eryka skapanego w krwi. Wrzasnęła zaskoczona. Wszyscy uczniowie spojrzeli w tą stronę. Chłopak runął na ziemie. Pobiegła ile sił w nogach. Nauczycielka zamarła. Złapała go za twarz.
-Ty żyjesz- szepnęła uradowana.
Spojrzał się na nią złowrogo.  Laura dopiero po chwili zrozumiała, że coś jest nie tak.  Chłopak niepostrzeżenie wyciągnął różdżkę. Otworzyła usta aby coś powiedzieć ale jej przerwał.
-Avade Kedavra- szepnął.
Gdzieś daleko za murami Hogwartu. Lord Voldemort wybuchnął śmiechem a z nim śmierciożercy…
-------------------------------------------------- 

  

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rozdział 21

Nie otwierając oczu , próbowała zgadnąć na czym leży. Zaczęła ręką jeździć po czymś ciepłym. To „coś” było przyjemne w dotyku i nierówne.  Mimowolnie się uśmiechnęła.
-Możesz mnie nie obmacywać?- usłyszała głos Draco.
Otworzyła gwałtownie oczy. Draco wybuchnął śmiechem na reakcje Laury. Odsunęła się  i strzeliła buraka.
-To nie jest śmieszne- usiadła prosto.
-Dla mnie jest. – rozciągnął się.
-Która jest godzina?- spytała.
-Przed piątą- zerknął na zegarek.
-Tyle przespałam?- spytała zaskoczona.
-Przespaliśmy- poprawił ją, przewróciła oczami.-Masz bardzo wygodne łóżko  będę częściej wpadał.
-Zapomnij.
Złapał za nogawkę i położyła nogę na krawędzi łóżka, tak samo z drugą nogą.
-Czekaj! Pomogę ci- Złapał ją w tali i pomógł usiądź jej na krześle.-Podać ci ubrania?
-Nie!- krzyknęła, gdy zaczął się zbliżać do szafki z bielizną-Ty woń. Zaraz przyjdzie Mrużka i mi pomoże.
-Jesteś pewna? – kiwnęła głową- Ale punkt siódma dziesięć zabieram cię na śniadanie. Nie obchodzi mnie, że będzie ubrania tylko samą bieliznę zabieram cie i koniec- pokazała mu język.-Nie pokazuj języka bo ci krowa nasika- powiedział i wyszedł z dormitorium dziewczyny.
Westchnęła. Dalej czuła palce chłopaka na talii. Pierwszy raz coś takie czuła, nawet Eryk… Przegryzła wargę. Zawiodła się na nim. Był osobą, którą uważała za przyjaciela ,brata, chłopak. Musi o nim zapomnieć. Tu i teraz. Strzeliła palcami. W ciągu minuty pojawiła się Mrużka. Bez słowa wyciągnęła ubrania z szafy i położyła w łazience (krótkie spodenki, bieliznę, biały podkoszulek, krawat, cienki sweter i skarpety.) . Swoją mocą przeniosła Laurę do łazienki. Nalała gorącej wody wanny. Przyniosła bliżej ręczniki aby dziewczyna mogła się wytrzeć. Laura podziękowała  i zaczęła ściągać ubrania. Po paru minutach udało się jej ściągnąć ciuchy i zanurzyć w wodzie. Wyszorowała ciało kładąc nacisk na zadanie ból nieczynny nogom. Wychodząc z wanny starała się nie pośliznąć. Musiała wszystko robić rękami. Wytarła się dokładnie do sucha, ubrała rzeczy przygotowane przez skrzatkę i zaczęła czołgać się do sypialni. Musiało to zabawnie wyglądać bo tylko górna cześć pracowała a dolna była bez ruchu. Gdy udało się jej dość do łóżka. Na jej spodenkach była plama od wody. Warknęła.  Wysuszyła zaklęciem mokre rzeczy i położyła się na boku. Miała jeszcze godzinę więc postanowiła pospać ale za nim usnęła nastawiła sobie budzić.
* * *
Obudziła się gwałtownie. Budzik zaczął  z siebie wydawać okropne dźwięki. Wyłączyła go i zaczęła się usuwać z siebie resztki snu. Rozczesała włosy, które dziś się buntowały. Westchnęła z bezradności. Sięgnęła po różdżkę i użyła kilka znanych jej zaklęć. Jej włosy zrobiły się proste jak drut. Uśmiechnęła się. Usłyszała pukanie od okna.
-Alohomora!- Draco wleciał do pomieszczenia.-Wcześnie jesteś- zdziwiła się.
-Pani Pomfrey prosi cie do gabinetu. Pozwoliła mi, żeby cie przywiózł miotło. Ma dla ciebie dobrą nowinę. A ja wiem jaką!- powiedział dumnie.
-Powiedz jaką!- zażądała.
-N-i-e m-o-g-ę- wydukał.
-Dracusiu!- powiedział słodkim głosikiem.
-Nie marudź. Zaraz sama się dowiesz. Zwiąż włosy nie chcę obrywać w czasie lotu- związała włosy w luźnego kucyka.
Draco tak jak wczoraj pomógł jej wsiąść na miotłę i objął dziewczynę. Po policzkach dziewczyny  wpełzły rumieńce. Włożyła różdżkę do kieszeni i poprosiła aby jeszcze nie ruszał. Chłopak o platynowych włosach   mimo prośby koleżanki odepchnął się nogami. Laura w ostatniej chwili udało się jej złapać trzonka miotły. Obiecała sobie, że Draco zabije za  napędzenie jej  stracha. Szybko okrążył zamek i dotarł do właściwego okna. Wleciał i skierował się najbliższego łóżka. Pielęgniarka  już czekała. Położył ją na łóżku. Bez słowa poprawił jej poduszki. Dziewczyna była zaskoczona czynem chłopaka lecz nic nie powiedziała. Ale przez jego bliskość ciała dostała zdradliwych rumieńców.
-Draco możesz już iść- kiwnął i odleciał.
-Czego pani ode mnie chciała?- przybliżyła szafeczkę gdzie leżało dużo maści i bandaży.
-Lauro mam pewną teorię, która może uleczyć twoje nogi. Jest ponad pięćdziesiąt procent szans, że się uda. Ale jest mały problem- pielęgniarka zagryzła nerwowa wargę. – Może być to bolesny proces.  Chcesz się tego podjąć?
-Jeśli temu mam chodzić to tak.
-To dobrze.- odetchnęła z ulgą.
Pielęgniarka ubrała rękawice ze smoczej skóry. Podeszła do bandaży, które były posmarowane jakąś mazią, które według Laury ładnie pachniały.
-Podwiń jeszcze trochę spodenki- poinstruowała ją.
Dziewczyna posłuchała ją. Wyciągnęła różdżkę i położyła na szafce.
  Pani Pomfrey z przerażeniem nakłada bandaże z syreniej skóry (przetarte z krwią smoka i liścami kwiatu śmierci koloru różowego* ) na nogi dziewczyny. Laura na samym początku nic nie poczuła ale gdy siostra przycisnęła bandaże. Dziewczyna krzyknęła z nagłego bólu.
-Wytrzymaj! Zaraz ci dam lek przeciwbólowy.
Pacjentka starała się nie krzyczeć ale gdy siostra mocniej zaciskała bandaże z maścią, które wywoływała ból, musiała dać upust emocjom. Do tego łzy rozmazywały jej obrazy. Zagryzła wargę do krwi.
-Już kończę- pani Pomfrey starała się jak najszybciej skończyć dotkliwy zabieg.
Po paru minutach męczarni Laura utrzymała lek przeciwbólowy, które tylko przykrył część bólu. Nie wiele ale lepsze niż nic.
-Dzielna dziewczyna- pogadała dziewczynie chusteczkę, podziękowała, wytarła niepotrzebne łzy i wysmarkała nos.
Siostra przykryła ją ciepłym kocem i dała gorącą czekoladę. Ciepłym napój rozbudził żołądek do pracy.
-Zaraz przyjdę.- wyszła z skrzydła szpitalnego, zostawiając pacjentkę sam.
Laura westchnęła. Uwolniła włosy z rozwalonego kucyka. Od razu poczuła ulgę. Ciągnięcie włosów było złym pomysłem. Teraz cebulki ją bolały.
-Gdzie jest nasza pacjentka?- w drzwiach pojawiły się głowy bliźniaczek i bliźniaczek, którzy zaczęli gadać jednocześnie.
-Leże- powiedział zmęczonym głosem.
-Widzę!
-Czemu gadacie j e d n o c z e ś n i e?
-Nie wiemy!
-Przestańcie.- odłożyła parujących kubek na szafce, gdzie znajdowała się jej różdżka
-No dobra- usiedli wokół łóżka cierpiącej.
-Co ci pani-która-nie-zna-się-na-żartach ?- spytał George.
-Nałożyła mi bandaże z jakąś maścią- odkryła koc aby przyjaciele mogli zobaczyć ale po chwili znów zakryła się kocem.
-To dlatego wrzeszczałaś?- spytała Ola.
-Aż tak to było słychać?- odpowiedziała pytaniem.
-Aż z boiska- przez te słowa dostała kuksańca od swojej dziewczyny- Auć.
-Bez przesady. U puchonów byłaś na sto procent słyszana. Biedna Olka popłakała się myślała, że zaczęła się walka.
-Skąd wiesz?- spytał się podejrzliwie Fred.
-Weronika z puchonów mi powiedziała. Ta co ma burze kręconych włosów. Mieszka z nią. Niestety.
Ponad godzinę przyjaciele opowiadali co się działo w Hogwarcie gdy ta wrzeszczała jak opętana. Jednak Laura czuła, że czegoś jej przyjaciele nie mówili.
-A co robi Eryk?- odpowiedziała jej cisza.- Co robi Eryk…?
-On…- George zabrakło tchu.
-Gdzie Eryk?!- zażądała. 
-On…- zaczęła Sandra.
-On…- zaczęła Ola.
-On…- zaczął Fred.
-On…- zaczął  znów George.
-Co on!?- dziewczyna zaczęła się pomału denerwować.
-Wyjechał- rzekł po dłuższej chwili Fred.
-Jak to wyjechał? Gdzie?- dopytywała się.
-Domu. Nie będzie brał udziału w walce.
-CO?!-Laura wrzasnęła.
Wyskoczyła z łóżka i zaczęła chodzić w tą i z powrotem.
-Ale z niego tchórz. Jak ja dorwę. To zabije.
-Lauro- zaczęła niepewnie Ola.
-Jaki z niego tchórz… On mnie popamięta.
-Lauro.
-Nie wierzę…
-Lauro do jasne cholery!- wrzasnęła Ola
-Co?
-Ty chodzisz!
Osłupiała. Spojrzała w dół. Stała na nogach. Ona chodziła naprawdę. Poruszyła palcem u nogi. Czuła go. Może chodzić.
-Ja..
-Chodzę- dokończyli za nią przyjaciele.
-Jak się cieszę!- rzuciła się w objęcia przyjaciół.
-Bo nas udusisz!
-Przepraszam. Ale mogę chodzić – zapiszczała.
-Udało się! Potter możesz chodzisz- obróciła i zobaczyła pielęgniarkę, która miała łzy w oczach.
-Zawsze w ciebie wierzyłem Anno- w drzwiach pojawił się Albus Dumbledore.
-Dziękuje dyrektorze.
-Mogę to ściągnąć?- wskazała na bandaże.
-Jutro je ściągniesz. Na razie zostań. Nie będą ci przeszkadzały?- pokręciła głową.- To możesz iść.- machnęła ręką.
ERYK
Chciał  dotrzeć do domu. Miał wszystko gdzieś. A zwłaszcza Pottera. Nienawidził ją. Serce miał napojone nienawiścią. Jak ona śmiała ze mną zerwać? Idiotka, szmata, idiotka.
Usiadł na nagrobku. Znajdował się cmentarzu. Nie wiedział dlaczego tutaj się znalazł. Pomyślał o jakiś mało używanym miejscu i „puf!”. Jest tutaj. Nie wiele widział. Jedynie lampa dodała światła w mroku.
-Lumos!- szepnął.
Nieznaczne światło pojawiło się na końcu różdżki. Skierował światło na nagrobek na, którym siedział. Otrzepał kurz z nazwy. Gdy odczytał napis zachłysnął się powietrzem. Lili Potter i James Potter.
-Miło cię widzieć Eryku- usłyszał znajomy głos.
-Kto tu jest?- zerwał się równe nogi.
-To ja twój przyjaciel, Lord Voldemort- z cienia wyłonił się żywy Tomy Riddle.
-Nie jesteś moim przyjacielem- warknął.
-Spokojnie Eryku, przychodzę tutaj w dobrym zamiarach.
-Niby jakich?
Nie spuszczał wroga z oka. Jeden niewłaściwy ruch i będzie martwy. Lord schował różdżkę, którą bawił się jakiś czas. Szedł wolnym pewnym siebie krokiem do chłopaka, który miał wszystkie napięte mięśnie do ataku. Wróg zrobił coś czegoś chłopak się nie spodziewał. Złapał go za głowę swoimi długimi palcami i zaczął coś szeptać. Na samym początku próbował uciec… zrobić cokolwiek. Do jego umysłu wpadł Lord i zaczął wpajać nienawiść do Laury. Pokazywał wszystko z najgorszej strony.
Widział Laurę bawiącą się z nim, mówiąca magiczne dwa słowa a potem gdy chłopak nie widział jej zabawiała się Draco Malfoy.  Tom po paru minutach puścił chłopca i spytał:
-Jakie jest twoje zadanie?
-Zabić Pottera, panie.


*kwiat normalnie jest niebieskiego ale na potrzebę opowiadania dostał kolor różowy, albowiem ten kolor bardzo jest rzadki i trudny do zdobycia* 

===============================================
Przepraszam za mało akcji ;-; 
Za błędy też xD

środa, 9 grudnia 2015

Rozdział 20

 Dziewczyna otworzyła oczy.  Znajdowała się w swoim dormitorium. Niechętnie przekręciła głowę i zerknęła na zegarek. Za pięć siódma.
-No świetnie!- odrzuciła kołdrę i syknęła, widok jej nóg był okropny.
Westchnęła. Obróciła się na brzuch i sięgnęła po ubrania, które leżały na ziemi przygotowane przez skrzaty. Ubrała się najszybciej jak mogła, pidżamę schowała po poduszkę. Rozczesała swoje długie włosy, zaplątała warkocza, ubrała okulary i odnalazła różdżkę. Położyła się na plecy i czekała na Eryka, który punkt siódma dziesięć przyjdzie po nią.
Czekała, czekała. Zerknęła na budzić. Zaczął się spóźniać.
Pewnie zasnął, znów.   
Zawołała skrzaty, które przyniosły jej śniadanie.  Podziękowała i zaczęła jeść przygotowane przez Mrużkę i Zgredka jedzenie. Pustą tacę odłożyła na szafkę.
No świetnie! Spóźnię się na letnie zajęcia.
Usłyszała pukanie od strony okna. Przekręciła głowę w tą stronę. Na jej szczęście  przybył Draco, który po zajęciach z śliz gonami niósł ją do innych klas.
-Alohomora!- okno z jękiem otworzyło się na rozcież.
Chłopak o platynowych włosach wleciał do pomieszczenia, wpuszczając od razu gorące powietrze. Było lato, które dawało po kościach. Zszedł z nimbusa 2005 i usiadł na łóżku.
-Gotowa?- sapnął ze zmęczenia.
-Czekam na Eryka- usiadła prosto.
-Eryk jest nawalony w trzy dupy i leczy teraz kaca. Więc ci nie pomoże.- wzruszył ramionami.
-Skąd wiesz?- spytała przerażona.
-Była wczoraj u nas impreza i gryfon ma słabą głowę. Nie tak jak- uderzył się w pierś.
Laura miała ochotę wypytać Drakona co robił tam Eryk, z kim tańczył, czy z kimś się… całował? Bez jej własnej woli poleciały jej gorące łzy. Czuła się bez silna, do tego jest kaleką. Draco objął w pasie dziewczynie pozwalając jej się wypłakać. Czuł wielką ochotę mordu. Ta niewinna dziewczyna płakała przez tego durnia, który na nią nie zasługiwał.  Przyczepiła się do jego koszulki.
-Cii… Już maleńka… Spokojnie- pocałował ją we włosy.- Jestem tu… Zawsze będę…
-Wiem- odpowiedź zaskoczyła chłopaka.
-Laura musimy iść na zajęcia- powiedział niechętnie.
Kiwnęła głową. Kilkoma zaklęcia doprowadziła się do porządku, dziękowała za magię, która ratowała ją.
-Co ty na to aby polecieć miotłą?- zasugerował.
-Ale…
-Będę cie trzymał spokojnie- uspokoił ją.
Odsunęła się. Złapał miotłę  i przerzucił nogę przez trzon. Złapał dziewczynę w tali i pomógł jej usiąść. Oparła się klatkę chłopaka, drżała ze strachu i podekscytowania. Bez problemu położył dłonie na końcu miotły. Laura była niska i drobna więc chłopak ją objął. Dziewczyna czuła na sobie oddech chłopaka.
-Gotowa?- szepnął, kiwnęła głową- 3..2…1…
Wrzasnęła zaskoczona. Trzymała się mocno na miotłę, chociaż zdawała sobie sprawę, że nic się jej nie stanie, ale trzymanie różdżki i miotły było złym pomysłem. Z zaciekawieniem oglądała Hogwart z lotu ptaka.
Jak tu jest pięknie!
Przymknęła powieki, czuła się błogo. Do tego towarzystwo Drakona. Co trzeba więcej do szczęścia? Przypominając sobie o Eryku przyglądywała się okiennicom zamku z nadzieją, że go ujrzy.
-Uwaga dolatujemy!- chłopak próbował przekrzyczeć wiatr.
-Dobra!- dostała ataku kaszlu jakaś muszka wpadła jej do gardła, czuła, że chłopak się śmieje bo klatka piersiowa drżała.
Delikatnie zatrzymał się przed szklarniami. Mieli mieć teraz zielarstwo. Zeskoczył z miotły i złapał Laurę. Trzymał jak żonę, która ma zaraz wejść do swojego nowego domu. Dziewczyna wzrokiem odnalazła przyjaciół, rozmawiali z Zabini, chłopak też dostrzegł przyjaciela. Odłożył miotłę i  ruszył w tym kierunku.
-Kogo moje oczy widzą?- spytali Zabini, Draco uśmiechnął się.
-Zabini pożyczyć ci okulary?- reszta wybuchnęła śmiechem.
-Jak wam idziecie przygotowanie?- skierował pytanie to bliźniaczek.
-Bardzo dobrze…
Podróbkę Wielkiej Sali uczniowie użyli jako magazynu. Trzymali tam gotowe fiołki, księgi i tym podobne. Nauczyciele nie zdają sobie sprawy co uczniowie robią w wolnych chwilach. Ciężko byłoby przejść do lochów niezauważanie więc prefekci użyczyli swoich pokojów do przenoszenia się z jednego miejsca na drugie.
-No i fajnie- stwierdziła Laura.
-Laura!- spojrzała na ramię chłopaka.
Bieg do niej Eryk, wyglądał komicznie. Niezawiązane buty, źle zawiązany krawat, krzywo zapięty sweterek.
-Słucham?- starała się mówić obojętnych głosem, miała wielka ochotę się rozpłakać.
-Szukałem cię wszędzie…
-Byłam w dormitorium.- przerwała mu- Zapomniałeś, że nigdzie nie mogę się ruszyć? –warknęła.
-Draco możesz łaskawie oddać mi Laurę?- spojrzał złowrogo na chłopaka.
-Zostaje u Drakona- blondyn uśmiechnął w wyższo.
-Dobra- warknął.
-Do klasy!- zagoniła ich nauczycielka.
                                                                    * * *
Dziewczyna siedziała w Wielkiej Sali i zajadała obiad. Atmosfera w pomieszczeniu od jakiegoś czasu rozluźniła się. Było o wiele mniej osób (młodsze klasy pojechały do domu ).
-Możemy porozmawiać po obiedzie? –spytał Eryk, przeczesał nerwowo włosy.
-Oczywiście- odpowiedziała kwaśno.
Gdy skończyli jeść, Eryk skierował ich do dziewczyny dormitorium. Rycerz w srebrnej zbroi ukłonił się ukazując wejście. Położył ją na łóżku i usiadł koło niech.
-Słucham.
-Chciałem cie przeprosić- westchnął.
-Za co?- spytała tępo.
-Za to, że nie przyszedłem do ciebie rano.
-Eryku nie jesteś moich niewolnikiem. Kocham cię ale nie chcę, żebyś musiał przeze mnie zarywać się wcześniej- spojrzała na swojego spodnie.
-Ja też cie kocham- schylił głowę aby usta dzieli tylko milimetry.-Mogę?
-Jeszcze się pytasz?- objęła jego szyje.
 Pocałował ją delikatnie, delektując się. Położył dłonie na jej tali. Pogłębił pocałunek chcąc jeszcze więcej. Odsunęli się po dłuższej chwili gdy zabrakło dwójce tchu.  Dziewczyna skierowała wzrok na szyje. Zmarszczyła brwi.
-Coś się stało?
Odchyliła rąbek koszulki. Widok malinki rozbił jej serce w drobny mak.
-Lauro co się stało?- odsunęła się gwałtownie.-Powiedz co się stało- próbował ją nadgarstki złapał lecz ona się odsuwała.
Gorące łzy zaczęły spływać po policzkach.
-Zdradziłeś mnie-wydusiła z siebie.
-To nie tak…- załamał mu się głos.
-Ufałam ci.
-Lauro proszę daj mi wytłumaczyć…!
-To koniec z nami.
-Skarbie…- w oczach chłopaka też pojawił łzy.
-Eryku to koniec z nami. Proszę cie abyś z stąd wyszedł.
-Lauro…
-Proszę, wyjdź- chłopak zerwał się i wybiegł z pomieszczenia.
Laura została sama ze sobą. Pozwoliła sobie wybuchnąć płaczem. Krzycząc do poduszki, bić ją, winiąc się.  Teraz przez jej głowę przechodziły myśli samobójcze. Strzeliła palcami (tak zwoływała skrzaty). Zasłoniła twarz włosami.
-Tak panienko?- spytała Mrużka w swojej czerwonej sukience.
-Przyprowadź Drakona, natychmiast- skrzatce nie trzeba było dwa razy powtarzać.
DRACO
  Leżał rozwalony na kanapie i słuchał monologu Zabiniego od czasu do czasu odpowiadał mu pól sylabami. Przeczesał swoje gęste blond włosy. Jego myśli skierowały były wokół jednej dziewczyny. Laura Potter. Parsknął. Zakochał się w dziewczynie, którą musi zabić. Po Prostu świetnie!
-I jak ci podoba? –spytał przyjaciel.
-Jest… ok.
-Drakonie- Mrużka pojawiła się przed chłopakiem- Laura pana prosi.
-A co się stało?- usiadł prosto, skrzatka spojrzała na niego smutno.-Dobrze- złapał skrzatkę, poczuł w okolicach znajome szarpnięcie.
Po chwili znalazł się w pokoju dziewczyny. Od razu zobaczył ją w łóżku zapłakaną. Przytulił ją i szeptał, że wszystko będzie dobrze.
-Co się stało?- spytał.
-Zerwałam z Erykiem.- wytarła łzy.
Chłopak nie wiedział czy się cieszyć, czy się smucić. Wreszcie chłopak mu nie będzie przeszkadzał. Teraz nic mu nie stało aby  Laura była jego dziewczyną, a może nawet przyszłą żoną?
-Dlaczego?- starał się mówić smutnych głosem.
-Zdradził mnie- szepnęła po dłuższej chwili, pogłaskał ją po plecach.
-Będzie dobrze- pocałował ją we włosy.
-Wiem, jesteś tu- chłopak poczuł palące poczucie winy.
-Zawsze będę.
-Zawsze?- spytała z nadzieją.
Oparł się o jej czoło i spojrzał w zielone oczy.
-Dopóki mną się nie  z nudzić- wybuchnęła śmiechem, odepchnęła chłopaka.
-Zostaniesz ze mną? –spytała.
-Jasne. – położył się koło dziewczyny, która  ręką układała nogi do wygodniejszej pozycji.- Ciężko jest?
-Z czym?- chłopak skierował wzrok na nogi.-Trochę. Najgorsze jest utrata stabilności. Musisz czekać aż ktoś do ciebie przyjdzie, podniesie i zabierze w odpowiednie miejsce. Nie mogę iść nawet do łazienki, muszą mi pomagać. Po wielu ćwiczeniach udało mi się usiąść prosto.
-A mul gole nie mają jakiś wynalazków do poruszania?- spytał zaciekawiony chłopak, objął w pasie dziewczynę.
Położyła głowę mu na ramieniu i zamyśliła się. Zmarszczyła zabawnie nosek.
-Są kule, ale ciężko byłoby z nimi chodzić podobno są strasznie ciężkie a wózek inwalidzki nie był dobrym pomysłem, wjechaniem na schody byłoby niemożliwe.
-Masz jeszcze dziś jakieś zajęcia?
-Nie, a ty?
-Też nie. To dobrze.
-Czemu?
-Bo mogę pospać i ty też. Dobranoc- zamknął oczy.
-Ty tak serio?- nie odpowiedział.
Wygodniej ułożyła się na ramieniu i zasnęła. Miała bardzo przyjemny dzień. Tak samo jak Draco…

===================================================
Nie sprawdziłam go, więc błędy są na 100 % ale cii ;-; Ach ta nauka XDD
Jeśli mi sie uda to będzie w tą sobotę :) Nie wiadomo:D Zależy jak z tym nowym blogiem <3

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozdział 19

LAURA
W ciszy szli do gabinetu dyrektora. Laura miała dużo pytań.
Po co chcę mnie widzieć dyrektor?
To było jedno z nich. Nagle starsza kobieta skręciła w nieznany jej kierunek i machnęła ręką w jej stronę. Zaskoczona dziewczyna cofnęła się o krok.
-No dalej Laura- powiedziała zniecierpliwiona Minerwa- Dyrektor czeka w tej klasie
-Czemu nie w gabi...
-Bo musi coś ci pokazać- przerwała jej.
Dziewczyna czuła, że zaraz coś się stanie złego. Dla pewności wyciągnęła różdżkę z kieszeni. Opiekunka popchnęła ją do środka i zamknęła za sobą drzwi. W klasie panował półmrok. Obróciła się do opiekunki.
-Go tu nie ma- mruknęła.
-Witaj Laura. Miło cie widzieć- włosy stanęły jej dęba.
Ten głos… Bardzo go dobrze znała. Chociaż go nigdy nie słyszała.
-Voldemort- warknęła.
-Tak to ja…- z cienia wyłonił się paskudny gat.
Nagle Minerwa rozpłynęła się. Laura wskoczyła za biurko. Teraz wszystko zrozumiała. Te wszystkie zachowania opiekunki. To była Iluzja.
-Spokojnie nic ci nie zrobię.
-Ta jasne. A ja jestem księżniczką Slytherinu- warknęła.
-Pasowałabyś tam- wybuchnął śmiechem.
Kątem oka wyjrzała za biurko. Lord Voldemort stał na końcu klasy. Bawił się swoją różdzką, która w niektórych miejscach emitowała blaskiem
-Widzę, że zerkasz na moją nową różdżkę- powiedziała z dumą – Jest ona najpotężniejsza na świecie.
-Kłamiesz- palnęła.
Od razu skarciła się za swój język. Nie chciała go denerwować zwłaszcza, że miała najgorsza pozycje.
-Chcesz się przekonać?- uśmiechnął się.
Dalej dziewczyna nie słyszała bo za drzwiami pojawił się huk, który rozwalił drzwi. Lord Voldemort w jednej chwili znalazł się koło  dziewczyny. Złapał za kark i obrócił w stronę drzwi przez które w biegł Albus z Minerwą.
-Zostaw ją Tomie- dyrektor uniósł różdżkę.
-Albusie kopę lat. Wyładniałeś- wyszczerzył się.
Przycisnął różdżkę to obojczyka dziewczyna, wrzasnęła z bólu.
-To moje ostatnie słowo Tomie. To nasza walka.
-Mylisz się Albusie ta dziewczyna jest moim kluczem do zwycięstwa.
-Albusie… Co  my…- zaczęła Minerwa.
-Cicho- uciszył ją.
-Albusie, przyjacielu.   Jestem ci wdzięczny za tą widzi tę ale muszę…
-Drętwota!- za drzwi wybiegł wściekły Eryk.
Lord Voldemort popchnął dziewczynę z taką siłą, że aż zatrzęsła się klasa. Bez problemu odrzucił zaklęcie. Machnął szatą i zniknął  w mroku. Eryk, Minerwa i Albus rzucili się do dziewczyny. Dyrektor szybko określił jej stan.
-Ma połamane wszystkie kości musimy ją zabrać do skrzydła.. Nie do lochów.- Minerwa kiwnęła.
Użyła zaklęcia  MOBILICORPUS (zaklęcie umożliwiające przenoszenie nieprzytomnej osoby, jakby niewidzialne sznurki pociągały za przeguby, szyję i kolana. ) Podniosła delikatnie różdżkę przez co ciało dziewczyny uniosło się. Minerwa wyszła pierwsza z Laura. Dyrektor zmusił chłopaka na pozostanie w klasie.
-Czego?- warknął- Przepraszam- powiedział gdy ujrzał spojrzenie dyrektora.
-Chcę ci podziękować- oświadczył.
-Dlaczego?- spytał zaskoczony.
-Dzięki tobie mogliśmy uratować Laura.
-Ale… przeze mnie ma w s z y s t k i e kości złamane.- oznajmił ponuro.
-Eryku wolisz, żeby umarła?- zaprzeczył- No widzisz? Nie masz powodu do zmartwień.
-Łatwo powiedzieć- mruknął.-Mogę wrócić do loch?- kiwnął- Dziękuje.
Obrócił się na pięcie i wyszedł.
***
MINERWA
Minerwa ułożyła dziewczynę na łóżku. Poprosiła profesora Snape o przyprowadzenie pielęgniarki.  Znajomi Laury Potter dopytywali się co się działo. Kobieta za wiele nie mogła powiedzieć aby nie powstała nie potrzebna panika.
-Był mały wypadek- jeśli to wypadkiem można nazwać- Ma połamane kości.
-Wyjdzie z tego?- spytała Sandra.
-Tak- powiedziała po dłuższej chwili- Proszę jej nie dotykać.
-Minerwo Albus chcę widzieć wszystkich nauczycieli w swoim gabinecie- do Sali wszedł Snape z pielęgniarką, która od razu zajęła pacjentką.
-Dobrze Sewerusie. A gdzie jest Eryk?- rozejrzała się po Sali.
-Fred, George idźcie go poszukać. Jeśli zajdzie potrzeba użyjcie  swoim wynalazków- kiwnęli głowami i pognali.
-Draco, Zabini, Sandra, Ola, Weronika, Anna, Kinga wyczarujcie Patronusy- kiwnęli głowami.
-Na razie lekcje zostaną odwołane. Ale powinny zaraz powrócić więc proszę się cieszyć- warknął Snape- Prefekci proszę pilnować maluchów.
-Ta jest!- krzyknęli.
BLIZNIACY  
Szli korytarzami Hogwartu w poszukiwaniu Eryka, którego Na złość nie ma. Od czasu do czasu wymieniali się uwagami gdzie może znajdować się znajdować ten pajac.
-Jak go znajdę to zamienię do w skrzata- warknął George.
-Ja też. Gdzie ten pajac może być?
-Biblioteka- powiedziała po chwili, jednocześnie.
Skręcili prawo i biegiem skierowali się do pomieszczenia. Trafili w dziesiątkę. Chłopak był w dziale księg zakazanych. Pod pachą trzymał pelerynę niewidkę.
-Stary wszędzie cie szukamy.
-Wybaczcie. Pomożecie mi?- przeczesał swoje krukoczarne włosy.
-Po co robisz ten stos?- spytał Fred.
-Potrzebujemy zaklęć! A w dziale jest ich najwięcej. A pelerynką niewidką możemy je ukryć.- wskazał palcem na pelerynkę.
-Skąd ją wytrzasnąłeś?- dopytywał się Fred, George zaczął szukać odpowiednich ksiąg
-To Laury- kiwnął, że rozumie.- Pomożecie?
-  Jasne- wzruszył ramionami.
ERYK
Po paru minutach każdy dźwigał stos książek w swoich dłoniach. Książki, które się nie zmieściły zostały przenoszone przez zaklęcie.  Księgi zakazane Eryk zakrył je pelerynką niewidką. Wyszli na korytarz, skierowali się prosto do schronienia.
-To jak z tymi składnikami? Sewerus da nam je? A może sam je wywarzy?- jak zwykle Fred zadał najwięcej pytań.
-Nie wiem czy możemy na niego liczyć- powiedział zgodnie z prawdą chłopak o krukoczarnych włosach- Jedna z gryfonem ma dostarczyć składniki… Jak jej na imię…?
-Kinga- powiedział za stosu George, który wziął najwięcej ze wszystkich książek.
-A Kinga.  No to jej ojciec da jej kilka paczek składników….
-A Sandra wraz z Olką je uwarzą.
-Tak. – otworzyli drzwi.
Wszystkie głowy skierowały się w stronę trójki przyjaciół. Bez słowa położyli księgi na stół. Chłopak złapał pelerynkę niewidkę i odkrył resztę książek.   Kara i Arian (prefekci)  podeszli do chłopaków.
-To możemy je przejrzeć?
-Dacie sobie radę sami?
-Kacper, Adrian, Anna, Staszek, Olka!- zawołał ich Kara- Pomóżcie nam!
-George, Fred ja idę do Laury- obrócił się na pięcie i ruszył do dziewczyny.
 Koło dziewczyny siedzieli Zabini i Draco.  Eryk zdenerwował się ale po sobie tego nie pokazał albo próbował. Nie zauważyli go, Dopiero jak się odezwał.
-Jaki jest stan?- starał się mówić z obojętnością.
-Wszystkie kości oprócz kończyn dolnych  nie zrosły  się- stwierdził smutno Draco.
-Czemu?- spytał zaskoczony Eryk.
-Tego nikt nie wie. Minerwa ma przypuszczenie, że Lord Voldemort maczał w tym palce.
-Czyli…
-Nie może chodzić, ani stać, jedynie leżeć. Chyba, że ma tyle w sobie siły, że będzie potrafiła usiąść.
Chłopak siedział wpatrzony w dziewczynę. Był smutny i wściekły na Sam-wiesz-kogo. Obiecał sobie, że się zemści.
-Lecą!- krzyknęła Kinga.
Spojrzał w tą stronę. Kilkadziesiąt sów leciało to otwartego okna. Trzymając przeróżne wielkości paczki.
-Kinga mówiłaś, że one mogą dopiero jutro przylecieć!- powiedział Allan z śliz gonów.
Wzruszyła jedynie ramionami.
-Córeczka tatusia- posłała mu całusa. – Sandra, Ola!
-Dużo tego- Sandra rozejrzała się wokół.
-Wiem!- powiedziała z dumą- Są tutaj wszystkie sowy z Hogwartu i mojego tatusia. Musimy odebrać paczki bo dopiero to pierwsza partia.
-Na Merlina!- wzniósł ręce do góry.
 Uczniowie zaczęli odwiązywać paczki od nóżek sów, które zaczęły się poważnie niecierpliwić. Parę osób zostało dziobniętych do krwi. Nie obyło się bez śmiechów.
-Nie wiem jak wy ale ja bym to schował wiecie jacy są nauczyciele zwłaszcza tłusto włosy- Zabini zakrył się swoją niewidzialną peleryną i zaczął się wpatrywać złowrogo na ludzi w około.
-A umie ktoś wyczarować dodatkowy pokój?- spytała Ola.
-Ja. To jaki kolor ściany?- spytał Draco.
-Czy to ważne?- burknął Eryk.
-Jako osoba, która ma WYCZAROWAĆ  pokój muszę wiedzieć takie rzeczy, Eryku.
-No dobra!- warknął- Różowy.
-Co?- wybuchnął śmiechem.- Pojebało cie? Może biszkoptowy?
-Też może być –parsknął śmiechem.
Draco stanął przed ścianą, która nie posiadała żadnych obrazów, posągów bądź półek na książek.
-Bibbidi-Bobbidi-Boo!- po paru minutach stania Draco z uniesioną różdzką pojawiły się drzwi przypominające wejście do klasy.- Proszę wchodzić. Zapraszam. Buty proszę zostawiać na wycieraczce bo jak nie to wpierdziel. Ta zasada się dotyczy chłopców, dziewczyny zostaną obrzucone balonami z wodą.
Grupa uczniów (Sandra, Ola, Kinga, Allan, Fred, George, Zabini, Draco, Fred, George, Eryk) weszła do dużego pomieszczenia.
-Brawo ty- zaczął bić brawo Eryk.
-Brawo ja- wypiął dumnie pierś.
-To przenosimy paczki?- spytała Sandra.
-A może tak   Bibbidi-Bobbidi-Boo?- zasugerował Zabini.
-No dobra.
Machnęli różdżkami. Po chwili wszystkie paczki, księgi pojawiły się w tajemniczym pokoju.
-Potrzebujemy jeszcze kociołka i innych rzeczy…- zaczęła Ola.
-Spokojnie tatuś już nam to wysłał powinno być jutro- uspokoiła ich gryfonka.
-Ja bym tu dodał parę sof i stół- rzekł Eryk.
Machnął swoją różdżką. Po chwili z domów (gryfonów, śliz gonów, puchonów, krukonów) pojawiły się sofy, regały i stoliki.
-No i fajnie- powiedział Zabini. 
-Jestem głodny- stwierdził Eryk.
-TY ZAWSZE JESTEŚ GŁODNY- powiedzieli bliźniacy, którzy stali cicho obserwując wszystko.
-Wcale nie!- oburzył się.
-Dam sobie rękę lewą uciąć, że kłamiesz- powiedział George.
-A nie lepiej lewą? Nie musiałbyś pisać.- stwierdził Fred.
-W sumie- wzruszyli ramionami.
                                                * * *
Rok szkolny zakończył się przerażająco szybko. Zaczęły się wakacje. Uczniowie z Hogwartu powinni odpoczywać w swoim bezpiecznych domach lecz siedzieli w szkole, pilnie się ucząc. Siódmo klasiści powinny  wyruszyć w świat w poszukiwaniu pracy, rodziny ale nie chcieli bo zdawali sobie sprawie, ze każda pomoc nadchodzącej wojny będzie potrzebna. Minerwa wraz z Albusem poprosiła o pomoc inne szkoły o pomoc. Dyrektorzy mieli duży dług u Hogwarsistów, więc wysłali swoich uczniów i nauczycieli do Hogwartu. Wszystkie nieużywane klasy zaczęły tętnic życiem. Było tyle uczniów, że Albus Dumbledore musiał powiększyć wielką salę kilkakrotnie.  Laura też „chodziła” na zajęcia.  Kończyny dolne w ogóle się nie chciały zrosnąć. Więc musiała być noszona przez przyjaciół do klas. Mieli szczęście, ze dziewczyna była leciutka jak piórko.
Każdy siedział jak na szpilkach. W każdej chwili spodziewali się ataku ze strony Lorda Voldemorta lecz jego plan szedł zgodnie z planem….

-------------------------------------------------------------------------------
Już niedługo historia dobiegnie końca :P Szybko jakoś 0.0 Ale już dziś (jeśli czas okaże się łaskawy) stworze nowe bloga xD      O Malecu i…. (tajemnica) ^^ Będzie ona dość długa bo już większą cześć mam zaplanowaną :D Będzie dużo kaczek xDD Kto czytał DA i DM będzie wiedział o co chodzi <3