piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział 22

Miałam dać go wam po świętach, ale anonim na asku prosił mnie aby go dała.
 Dziwnie się czuje dając wam rozdział nie sprawdzony (tym się zajmuje Alexi, bo ja nie widzę błędów, chyba, że długo bym się przyglądała xD. Wolnym czasie sprawdzi mi wszystkie blogi. WSPÓŁCZUJE) . To zapraszam! A chcę podziękować za przeczytanie ostatniego rozdziału ponad 450 osób przeczytało bądź go zobaczyło *0* Wow <3


Fred, George, Ola, Sandra, Laura wyszli z pomieszczenia.  Dziewczyna cała w skowronkach kręciła się wokół idących przyjaciół. Nie mogła ukryć szczęścia jakie ją otaczało. Fred z George potajemnie chichrali przez co dostali kuksańce od bliźniaczek. Bawiło ich zachowanie Pottera.
-Co mamy pierwsze?- spytała Sandra.
-Lekcje latania- westchnęła Ola- Nie chcę mi się.
-Przestańcie! Będzie fajnie- uśmiechnęła się Laura.
-Fajnie?- spytała idiotycznie Ola- Dziewczyno! My tam nie łapiemy piłek bądź zniczy pokonujemy różne tory przeszkód! Nauczyciele tak uwzięli się po ostatni ataku sam-wiesz-kogo, że trenują nas jak żołnierzy! Z jednej strony to dobrze bo mam teraz świetne ciało- siostra prychnęła.
-Jak zwykle skromna- Sandra przewróciła oczami.
-Aż tak źle?- spytała zaciekawiona.
-Wybaczcie drogie panie ale my mamy WOLNĄ godzinę więc idziemy….- Fred ściszył głos do szeptu- Dokończył mordeczce bomby.
Bliźniaczki pożegnały się pocałunkami w policzek i wraz z Laura wyszły na boisko szkolne gdzie mieli mieć teraz 4/5 klasiści, którzy za miesiąc będą w piątej klasie. Lekcje jak zwykle mieli z śliz gonami. Albus z nauczycielami ułożył tak zajęcia aby gryfoni i Ślizgoni mieli ich ze sobą najwięcej aby zaczęli się lubić. Plan nauczycieli szedł dobrą stronę bo żaden ślizgon i gryfon nie kłócił się, nie dogryzał sobie ani nie z prorokował do walki. Laura na widok Draco i Zabini (ale najbardziej Draco) uśmiechnęła się. Odwzajemnili uśmiech. Zanim dziewczyna dotarła do przyjaciół musiała się przedrzeć przez tłum uczniów, którzy gratowali jej stanięcia na nogi. Gdy dotarła była cała obcałowana i poprzytulana.
-A ja też dostanę całusa?- spytał kusząco Zabini.
Laura prychnęła i pocałowała czarnoskórego przyjaciela w policzek.
-Laura to my pójdziemy do Kingi-powiedziała Ola, wskazując głowę na gryfonka rozmawiającą z szóstoklasistą, kiwnęła głową.
-Czuje się zazdrosny!- oburzył się blondyn.
-Zazdrosny?- Zabini prychnął- Ty śpisz z nią!- Laura strzeliła buraka tak samo jak Draco- A nie mówiłem? Miałem rację- powiedział z dumną chłopak.
-Zabini… jesteś idiotą- powiedzieli jednocześnie.
-Nawet gadacie tak samo! Na Merlina! To trzeba leczyć. Znam..
-Dobra koniec gadania!- przerwała im nauczycielka- Brać miotły i jazda na boisko!
Boisko już nie było jakie Laura widziała. Nie było już sześciu wielkich poręczy, tylko jakieś wymyślne przeszkody. Przełknęła ślinę. Ola miała racje tor przeszkód był straszny.
 Dziewczyna już brała do miotłę do ręki ale nauczyciela ją wyprzedziła.
-Nie możesz wsiąść na miotłę.
-Ale czemu?- spytała żałośnie.
-Pielęgniarka zabroniła, tak samo jak dyrektor- westchnęła z oburzenia i skierowała  na trybuny, które po części jeszcze zostały.
Poprawiła bandaż i rozsiadła się wygodnie. Draco wzrokiem odnalazł dziewczynę, która wyciągnęła różdżkę. Podleciał mimo zakazów nauczycieli miał ją głęboko gdzieś.
-Wracaj na trening- warknęła gdy zbliżył się.
-Czemu moja księżniczka jest wściekła?- przysiadł się do niej.
-Domyśl się. Nie jestem twoją księżniczką.-burknęła.
-Księżniczko- powiedział błagalnie, wtedy na niego spojrzała w jego smutne niebieskie oczy- Gdy ściągniesz bandaże będziesz latała! Teraz musisz odpoczywać.
-Jesteś pewny?- kiwnął głową- Dziękuje- przytuliła się od niego, chłopak odwzajemnił uścisk.
-Gołąbeczki!- podleciał do nich Zabini.
Laura niezauważalnie wyciągnęła różdżkę tak samo jak Draco a także w tym samie czasie skierowali  różdżki i wyszeptali  znane im zaklęcie, które z ich różdżek wytrysnęła woda prosto na chłopaka. Wrzasnął zaskoczony. Po niecałej minucie był cały mokry. Ubranie lepiło mu się do ciało. Rzucił ich głupkowate spojrzenie. Uśmiechnął i powiedział:
-Taka kąpiel była mi potrzebna! Zaraz będzie w kij gorąco a wy mnie schłodziliście- wkurzony Draco zacisnął palce na tali dziewczyny, Laura kompletnie zapomniała, że chłopak jeszcze przytula, na jej policzkach pojawiły się nie proszone rumieńce, które nie uszły uwadze chłopaki o platynowych włosach.
-Dobra to ja będę lecieć bo znów ta stara wiedźma się będzie mi kazała robić nienormalne rzecz- złapał trzonek miotły, przełożył nogę i kiwnął na pożegnanie. Zabini i Draco skierowali się do wkurzonej nauczycieli.
Laura widziała z daleka, że nauczycielka prawiła im kazanie. Po paru minutach mogli wrócić na miotły i z innymi uczniami przelatywać różne przeszkody.  Dziewczyna z zachwytem patrzyła jak radzili sobie uczniowie. Inni lepiej inni gorzej. Ale jej przyjaciela bardzo dobrze sobie radzili.
Znikąd zerwał się potężny wiatr, mocniej zacisnęła ręce na różdżce.
-Lauro!- usłyszała wołanie nauczycieli- Wyczaruj Patronusy!- kiwnęła głową.
Wycelowała na sam środek boiska, pomyślała o miłym wspomnieniu, które związane było z jej przyjaciółmi.
- EXPECTO PATRONUM- z jej różdżki wyleciały Patronus Salazara Slytherin (wąż), Helgi Hufflepuff (borsuk) i jej patronus, koń.
Nie wiedziała jak to jest ale Patronusy same ustawiały się na pozycjach, zazwyczaj lewitowały ale teraz „biegały” wokół boiska zostawiając niebieski ślad, który zaczął znikać dopóki nie przebiegł kolejny. Dziewczyna była zauroczona. Wszyscy na moment się zatrzymali  i podziwiali piękno, które ich zaczęło otaczać.
-Wracać na miejsca!- wrzasnęła nauczycielka.
Uczniowie niechętnie powrócili do zajęć. Laura rozejrzała się wokół coś jej nie pasowała. Czuła, że zaraz się coś się stanie. Serce zaczęło jej szybciej bić. Postanowiła pobiec do nauczycielki. Zdziwiona podniosła jedną brew lecz nic nie powiedziała. Dziewczyna rozejrzała się wokół. Wytężyła wzrok w kierunku zakazanego lasu.  Gdy przyjrzała się myślała, że tam ktoś tam stoi, okazało się to tylko liście. Laura, ogarnij się!- skarciła się.  Przegryzła nerwowa wargę. Próbowała się skupić na latających na miotle uczniów lecz coś jej nie dawało spokoju. Do tego zadręczała się ucieczką Eryka. Gdzie jest? Jest bezpieczny? Jest ranny? Czy… żyje?
Zranił ją ale i tak czuła, że musi się nim opiekować.
Jest coraz mnie czasu, Lauro (r)
Zamrugała kilkakrotnie. Czyżby Rowena się odezwała? A może jej się wydawało?  Dłuższy czas nie słyszała głosów stworzycieli Hogwartu.
Laura musiała przyznać, że zaniedbała zadanie. Nie odnalazła różdżki Ravenclaw i Gryffindor. Miała oczywiście wymówkę. Nie mogła chodzić. A teraz stała na nogach i patrzyła tępo na uczniów. Musi zacząć poszukiwania. Westchnęła w duchu. Musi wszystko zacząć od początku.  Czyli musi znów siedzieć  przy książkach i szukać jakiekolwiek informacji. Po prostu świetnie.
-Pomocy!- znała ten głos, aż za bardzo.
Odwróciła się. Zobaczyła ca Eryka skapanego w krwi. Wrzasnęła zaskoczona. Wszyscy uczniowie spojrzeli w tą stronę. Chłopak runął na ziemie. Pobiegła ile sił w nogach. Nauczycielka zamarła. Złapała go za twarz.
-Ty żyjesz- szepnęła uradowana.
Spojrzał się na nią złowrogo.  Laura dopiero po chwili zrozumiała, że coś jest nie tak.  Chłopak niepostrzeżenie wyciągnął różdżkę. Otworzyła usta aby coś powiedzieć ale jej przerwał.
-Avade Kedavra- szepnął.
Gdzieś daleko za murami Hogwartu. Lord Voldemort wybuchnął śmiechem a z nim śmierciożercy…
-------------------------------------------------- 

  

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rozdział 21

Nie otwierając oczu , próbowała zgadnąć na czym leży. Zaczęła ręką jeździć po czymś ciepłym. To „coś” było przyjemne w dotyku i nierówne.  Mimowolnie się uśmiechnęła.
-Możesz mnie nie obmacywać?- usłyszała głos Draco.
Otworzyła gwałtownie oczy. Draco wybuchnął śmiechem na reakcje Laury. Odsunęła się  i strzeliła buraka.
-To nie jest śmieszne- usiadła prosto.
-Dla mnie jest. – rozciągnął się.
-Która jest godzina?- spytała.
-Przed piątą- zerknął na zegarek.
-Tyle przespałam?- spytała zaskoczona.
-Przespaliśmy- poprawił ją, przewróciła oczami.-Masz bardzo wygodne łóżko  będę częściej wpadał.
-Zapomnij.
Złapał za nogawkę i położyła nogę na krawędzi łóżka, tak samo z drugą nogą.
-Czekaj! Pomogę ci- Złapał ją w tali i pomógł usiądź jej na krześle.-Podać ci ubrania?
-Nie!- krzyknęła, gdy zaczął się zbliżać do szafki z bielizną-Ty woń. Zaraz przyjdzie Mrużka i mi pomoże.
-Jesteś pewna? – kiwnęła głową- Ale punkt siódma dziesięć zabieram cię na śniadanie. Nie obchodzi mnie, że będzie ubrania tylko samą bieliznę zabieram cie i koniec- pokazała mu język.-Nie pokazuj języka bo ci krowa nasika- powiedział i wyszedł z dormitorium dziewczyny.
Westchnęła. Dalej czuła palce chłopaka na talii. Pierwszy raz coś takie czuła, nawet Eryk… Przegryzła wargę. Zawiodła się na nim. Był osobą, którą uważała za przyjaciela ,brata, chłopak. Musi o nim zapomnieć. Tu i teraz. Strzeliła palcami. W ciągu minuty pojawiła się Mrużka. Bez słowa wyciągnęła ubrania z szafy i położyła w łazience (krótkie spodenki, bieliznę, biały podkoszulek, krawat, cienki sweter i skarpety.) . Swoją mocą przeniosła Laurę do łazienki. Nalała gorącej wody wanny. Przyniosła bliżej ręczniki aby dziewczyna mogła się wytrzeć. Laura podziękowała  i zaczęła ściągać ubrania. Po paru minutach udało się jej ściągnąć ciuchy i zanurzyć w wodzie. Wyszorowała ciało kładąc nacisk na zadanie ból nieczynny nogom. Wychodząc z wanny starała się nie pośliznąć. Musiała wszystko robić rękami. Wytarła się dokładnie do sucha, ubrała rzeczy przygotowane przez skrzatkę i zaczęła czołgać się do sypialni. Musiało to zabawnie wyglądać bo tylko górna cześć pracowała a dolna była bez ruchu. Gdy udało się jej dość do łóżka. Na jej spodenkach była plama od wody. Warknęła.  Wysuszyła zaklęciem mokre rzeczy i położyła się na boku. Miała jeszcze godzinę więc postanowiła pospać ale za nim usnęła nastawiła sobie budzić.
* * *
Obudziła się gwałtownie. Budzik zaczął  z siebie wydawać okropne dźwięki. Wyłączyła go i zaczęła się usuwać z siebie resztki snu. Rozczesała włosy, które dziś się buntowały. Westchnęła z bezradności. Sięgnęła po różdżkę i użyła kilka znanych jej zaklęć. Jej włosy zrobiły się proste jak drut. Uśmiechnęła się. Usłyszała pukanie od okna.
-Alohomora!- Draco wleciał do pomieszczenia.-Wcześnie jesteś- zdziwiła się.
-Pani Pomfrey prosi cie do gabinetu. Pozwoliła mi, żeby cie przywiózł miotło. Ma dla ciebie dobrą nowinę. A ja wiem jaką!- powiedział dumnie.
-Powiedz jaką!- zażądała.
-N-i-e m-o-g-ę- wydukał.
-Dracusiu!- powiedział słodkim głosikiem.
-Nie marudź. Zaraz sama się dowiesz. Zwiąż włosy nie chcę obrywać w czasie lotu- związała włosy w luźnego kucyka.
Draco tak jak wczoraj pomógł jej wsiąść na miotłę i objął dziewczynę. Po policzkach dziewczyny  wpełzły rumieńce. Włożyła różdżkę do kieszeni i poprosiła aby jeszcze nie ruszał. Chłopak o platynowych włosach   mimo prośby koleżanki odepchnął się nogami. Laura w ostatniej chwili udało się jej złapać trzonka miotły. Obiecała sobie, że Draco zabije za  napędzenie jej  stracha. Szybko okrążył zamek i dotarł do właściwego okna. Wleciał i skierował się najbliższego łóżka. Pielęgniarka  już czekała. Położył ją na łóżku. Bez słowa poprawił jej poduszki. Dziewczyna była zaskoczona czynem chłopaka lecz nic nie powiedziała. Ale przez jego bliskość ciała dostała zdradliwych rumieńców.
-Draco możesz już iść- kiwnął i odleciał.
-Czego pani ode mnie chciała?- przybliżyła szafeczkę gdzie leżało dużo maści i bandaży.
-Lauro mam pewną teorię, która może uleczyć twoje nogi. Jest ponad pięćdziesiąt procent szans, że się uda. Ale jest mały problem- pielęgniarka zagryzła nerwowa wargę. – Może być to bolesny proces.  Chcesz się tego podjąć?
-Jeśli temu mam chodzić to tak.
-To dobrze.- odetchnęła z ulgą.
Pielęgniarka ubrała rękawice ze smoczej skóry. Podeszła do bandaży, które były posmarowane jakąś mazią, które według Laury ładnie pachniały.
-Podwiń jeszcze trochę spodenki- poinstruowała ją.
Dziewczyna posłuchała ją. Wyciągnęła różdżkę i położyła na szafce.
  Pani Pomfrey z przerażeniem nakłada bandaże z syreniej skóry (przetarte z krwią smoka i liścami kwiatu śmierci koloru różowego* ) na nogi dziewczyny. Laura na samym początku nic nie poczuła ale gdy siostra przycisnęła bandaże. Dziewczyna krzyknęła z nagłego bólu.
-Wytrzymaj! Zaraz ci dam lek przeciwbólowy.
Pacjentka starała się nie krzyczeć ale gdy siostra mocniej zaciskała bandaże z maścią, które wywoływała ból, musiała dać upust emocjom. Do tego łzy rozmazywały jej obrazy. Zagryzła wargę do krwi.
-Już kończę- pani Pomfrey starała się jak najszybciej skończyć dotkliwy zabieg.
Po paru minutach męczarni Laura utrzymała lek przeciwbólowy, które tylko przykrył część bólu. Nie wiele ale lepsze niż nic.
-Dzielna dziewczyna- pogadała dziewczynie chusteczkę, podziękowała, wytarła niepotrzebne łzy i wysmarkała nos.
Siostra przykryła ją ciepłym kocem i dała gorącą czekoladę. Ciepłym napój rozbudził żołądek do pracy.
-Zaraz przyjdę.- wyszła z skrzydła szpitalnego, zostawiając pacjentkę sam.
Laura westchnęła. Uwolniła włosy z rozwalonego kucyka. Od razu poczuła ulgę. Ciągnięcie włosów było złym pomysłem. Teraz cebulki ją bolały.
-Gdzie jest nasza pacjentka?- w drzwiach pojawiły się głowy bliźniaczek i bliźniaczek, którzy zaczęli gadać jednocześnie.
-Leże- powiedział zmęczonym głosem.
-Widzę!
-Czemu gadacie j e d n o c z e ś n i e?
-Nie wiemy!
-Przestańcie.- odłożyła parujących kubek na szafce, gdzie znajdowała się jej różdżka
-No dobra- usiedli wokół łóżka cierpiącej.
-Co ci pani-która-nie-zna-się-na-żartach ?- spytał George.
-Nałożyła mi bandaże z jakąś maścią- odkryła koc aby przyjaciele mogli zobaczyć ale po chwili znów zakryła się kocem.
-To dlatego wrzeszczałaś?- spytała Ola.
-Aż tak to było słychać?- odpowiedziała pytaniem.
-Aż z boiska- przez te słowa dostała kuksańca od swojej dziewczyny- Auć.
-Bez przesady. U puchonów byłaś na sto procent słyszana. Biedna Olka popłakała się myślała, że zaczęła się walka.
-Skąd wiesz?- spytał się podejrzliwie Fred.
-Weronika z puchonów mi powiedziała. Ta co ma burze kręconych włosów. Mieszka z nią. Niestety.
Ponad godzinę przyjaciele opowiadali co się działo w Hogwarcie gdy ta wrzeszczała jak opętana. Jednak Laura czuła, że czegoś jej przyjaciele nie mówili.
-A co robi Eryk?- odpowiedziała jej cisza.- Co robi Eryk…?
-On…- George zabrakło tchu.
-Gdzie Eryk?!- zażądała. 
-On…- zaczęła Sandra.
-On…- zaczęła Ola.
-On…- zaczął Fred.
-On…- zaczął  znów George.
-Co on!?- dziewczyna zaczęła się pomału denerwować.
-Wyjechał- rzekł po dłuższej chwili Fred.
-Jak to wyjechał? Gdzie?- dopytywała się.
-Domu. Nie będzie brał udziału w walce.
-CO?!-Laura wrzasnęła.
Wyskoczyła z łóżka i zaczęła chodzić w tą i z powrotem.
-Ale z niego tchórz. Jak ja dorwę. To zabije.
-Lauro- zaczęła niepewnie Ola.
-Jaki z niego tchórz… On mnie popamięta.
-Lauro.
-Nie wierzę…
-Lauro do jasne cholery!- wrzasnęła Ola
-Co?
-Ty chodzisz!
Osłupiała. Spojrzała w dół. Stała na nogach. Ona chodziła naprawdę. Poruszyła palcem u nogi. Czuła go. Może chodzić.
-Ja..
-Chodzę- dokończyli za nią przyjaciele.
-Jak się cieszę!- rzuciła się w objęcia przyjaciół.
-Bo nas udusisz!
-Przepraszam. Ale mogę chodzić – zapiszczała.
-Udało się! Potter możesz chodzisz- obróciła i zobaczyła pielęgniarkę, która miała łzy w oczach.
-Zawsze w ciebie wierzyłem Anno- w drzwiach pojawił się Albus Dumbledore.
-Dziękuje dyrektorze.
-Mogę to ściągnąć?- wskazała na bandaże.
-Jutro je ściągniesz. Na razie zostań. Nie będą ci przeszkadzały?- pokręciła głową.- To możesz iść.- machnęła ręką.
ERYK
Chciał  dotrzeć do domu. Miał wszystko gdzieś. A zwłaszcza Pottera. Nienawidził ją. Serce miał napojone nienawiścią. Jak ona śmiała ze mną zerwać? Idiotka, szmata, idiotka.
Usiadł na nagrobku. Znajdował się cmentarzu. Nie wiedział dlaczego tutaj się znalazł. Pomyślał o jakiś mało używanym miejscu i „puf!”. Jest tutaj. Nie wiele widział. Jedynie lampa dodała światła w mroku.
-Lumos!- szepnął.
Nieznaczne światło pojawiło się na końcu różdżki. Skierował światło na nagrobek na, którym siedział. Otrzepał kurz z nazwy. Gdy odczytał napis zachłysnął się powietrzem. Lili Potter i James Potter.
-Miło cię widzieć Eryku- usłyszał znajomy głos.
-Kto tu jest?- zerwał się równe nogi.
-To ja twój przyjaciel, Lord Voldemort- z cienia wyłonił się żywy Tomy Riddle.
-Nie jesteś moim przyjacielem- warknął.
-Spokojnie Eryku, przychodzę tutaj w dobrym zamiarach.
-Niby jakich?
Nie spuszczał wroga z oka. Jeden niewłaściwy ruch i będzie martwy. Lord schował różdżkę, którą bawił się jakiś czas. Szedł wolnym pewnym siebie krokiem do chłopaka, który miał wszystkie napięte mięśnie do ataku. Wróg zrobił coś czegoś chłopak się nie spodziewał. Złapał go za głowę swoimi długimi palcami i zaczął coś szeptać. Na samym początku próbował uciec… zrobić cokolwiek. Do jego umysłu wpadł Lord i zaczął wpajać nienawiść do Laury. Pokazywał wszystko z najgorszej strony.
Widział Laurę bawiącą się z nim, mówiąca magiczne dwa słowa a potem gdy chłopak nie widział jej zabawiała się Draco Malfoy.  Tom po paru minutach puścił chłopca i spytał:
-Jakie jest twoje zadanie?
-Zabić Pottera, panie.


*kwiat normalnie jest niebieskiego ale na potrzebę opowiadania dostał kolor różowy, albowiem ten kolor bardzo jest rzadki i trudny do zdobycia* 

===============================================
Przepraszam za mało akcji ;-; 
Za błędy też xD

środa, 9 grudnia 2015

Rozdział 20

 Dziewczyna otworzyła oczy.  Znajdowała się w swoim dormitorium. Niechętnie przekręciła głowę i zerknęła na zegarek. Za pięć siódma.
-No świetnie!- odrzuciła kołdrę i syknęła, widok jej nóg był okropny.
Westchnęła. Obróciła się na brzuch i sięgnęła po ubrania, które leżały na ziemi przygotowane przez skrzaty. Ubrała się najszybciej jak mogła, pidżamę schowała po poduszkę. Rozczesała swoje długie włosy, zaplątała warkocza, ubrała okulary i odnalazła różdżkę. Położyła się na plecy i czekała na Eryka, który punkt siódma dziesięć przyjdzie po nią.
Czekała, czekała. Zerknęła na budzić. Zaczął się spóźniać.
Pewnie zasnął, znów.   
Zawołała skrzaty, które przyniosły jej śniadanie.  Podziękowała i zaczęła jeść przygotowane przez Mrużkę i Zgredka jedzenie. Pustą tacę odłożyła na szafkę.
No świetnie! Spóźnię się na letnie zajęcia.
Usłyszała pukanie od strony okna. Przekręciła głowę w tą stronę. Na jej szczęście  przybył Draco, który po zajęciach z śliz gonami niósł ją do innych klas.
-Alohomora!- okno z jękiem otworzyło się na rozcież.
Chłopak o platynowych włosach wleciał do pomieszczenia, wpuszczając od razu gorące powietrze. Było lato, które dawało po kościach. Zszedł z nimbusa 2005 i usiadł na łóżku.
-Gotowa?- sapnął ze zmęczenia.
-Czekam na Eryka- usiadła prosto.
-Eryk jest nawalony w trzy dupy i leczy teraz kaca. Więc ci nie pomoże.- wzruszył ramionami.
-Skąd wiesz?- spytała przerażona.
-Była wczoraj u nas impreza i gryfon ma słabą głowę. Nie tak jak- uderzył się w pierś.
Laura miała ochotę wypytać Drakona co robił tam Eryk, z kim tańczył, czy z kimś się… całował? Bez jej własnej woli poleciały jej gorące łzy. Czuła się bez silna, do tego jest kaleką. Draco objął w pasie dziewczynie pozwalając jej się wypłakać. Czuł wielką ochotę mordu. Ta niewinna dziewczyna płakała przez tego durnia, który na nią nie zasługiwał.  Przyczepiła się do jego koszulki.
-Cii… Już maleńka… Spokojnie- pocałował ją we włosy.- Jestem tu… Zawsze będę…
-Wiem- odpowiedź zaskoczyła chłopaka.
-Laura musimy iść na zajęcia- powiedział niechętnie.
Kiwnęła głową. Kilkoma zaklęcia doprowadziła się do porządku, dziękowała za magię, która ratowała ją.
-Co ty na to aby polecieć miotłą?- zasugerował.
-Ale…
-Będę cie trzymał spokojnie- uspokoił ją.
Odsunęła się. Złapał miotłę  i przerzucił nogę przez trzon. Złapał dziewczynę w tali i pomógł jej usiąść. Oparła się klatkę chłopaka, drżała ze strachu i podekscytowania. Bez problemu położył dłonie na końcu miotły. Laura była niska i drobna więc chłopak ją objął. Dziewczyna czuła na sobie oddech chłopaka.
-Gotowa?- szepnął, kiwnęła głową- 3..2…1…
Wrzasnęła zaskoczona. Trzymała się mocno na miotłę, chociaż zdawała sobie sprawę, że nic się jej nie stanie, ale trzymanie różdżki i miotły było złym pomysłem. Z zaciekawieniem oglądała Hogwart z lotu ptaka.
Jak tu jest pięknie!
Przymknęła powieki, czuła się błogo. Do tego towarzystwo Drakona. Co trzeba więcej do szczęścia? Przypominając sobie o Eryku przyglądywała się okiennicom zamku z nadzieją, że go ujrzy.
-Uwaga dolatujemy!- chłopak próbował przekrzyczeć wiatr.
-Dobra!- dostała ataku kaszlu jakaś muszka wpadła jej do gardła, czuła, że chłopak się śmieje bo klatka piersiowa drżała.
Delikatnie zatrzymał się przed szklarniami. Mieli mieć teraz zielarstwo. Zeskoczył z miotły i złapał Laurę. Trzymał jak żonę, która ma zaraz wejść do swojego nowego domu. Dziewczyna wzrokiem odnalazła przyjaciół, rozmawiali z Zabini, chłopak też dostrzegł przyjaciela. Odłożył miotłę i  ruszył w tym kierunku.
-Kogo moje oczy widzą?- spytali Zabini, Draco uśmiechnął się.
-Zabini pożyczyć ci okulary?- reszta wybuchnęła śmiechem.
-Jak wam idziecie przygotowanie?- skierował pytanie to bliźniaczek.
-Bardzo dobrze…
Podróbkę Wielkiej Sali uczniowie użyli jako magazynu. Trzymali tam gotowe fiołki, księgi i tym podobne. Nauczyciele nie zdają sobie sprawy co uczniowie robią w wolnych chwilach. Ciężko byłoby przejść do lochów niezauważanie więc prefekci użyczyli swoich pokojów do przenoszenia się z jednego miejsca na drugie.
-No i fajnie- stwierdziła Laura.
-Laura!- spojrzała na ramię chłopaka.
Bieg do niej Eryk, wyglądał komicznie. Niezawiązane buty, źle zawiązany krawat, krzywo zapięty sweterek.
-Słucham?- starała się mówić obojętnych głosem, miała wielka ochotę się rozpłakać.
-Szukałem cię wszędzie…
-Byłam w dormitorium.- przerwała mu- Zapomniałeś, że nigdzie nie mogę się ruszyć? –warknęła.
-Draco możesz łaskawie oddać mi Laurę?- spojrzał złowrogo na chłopaka.
-Zostaje u Drakona- blondyn uśmiechnął w wyższo.
-Dobra- warknął.
-Do klasy!- zagoniła ich nauczycielka.
                                                                    * * *
Dziewczyna siedziała w Wielkiej Sali i zajadała obiad. Atmosfera w pomieszczeniu od jakiegoś czasu rozluźniła się. Było o wiele mniej osób (młodsze klasy pojechały do domu ).
-Możemy porozmawiać po obiedzie? –spytał Eryk, przeczesał nerwowo włosy.
-Oczywiście- odpowiedziała kwaśno.
Gdy skończyli jeść, Eryk skierował ich do dziewczyny dormitorium. Rycerz w srebrnej zbroi ukłonił się ukazując wejście. Położył ją na łóżku i usiadł koło niech.
-Słucham.
-Chciałem cie przeprosić- westchnął.
-Za co?- spytała tępo.
-Za to, że nie przyszedłem do ciebie rano.
-Eryku nie jesteś moich niewolnikiem. Kocham cię ale nie chcę, żebyś musiał przeze mnie zarywać się wcześniej- spojrzała na swojego spodnie.
-Ja też cie kocham- schylił głowę aby usta dzieli tylko milimetry.-Mogę?
-Jeszcze się pytasz?- objęła jego szyje.
 Pocałował ją delikatnie, delektując się. Położył dłonie na jej tali. Pogłębił pocałunek chcąc jeszcze więcej. Odsunęli się po dłuższej chwili gdy zabrakło dwójce tchu.  Dziewczyna skierowała wzrok na szyje. Zmarszczyła brwi.
-Coś się stało?
Odchyliła rąbek koszulki. Widok malinki rozbił jej serce w drobny mak.
-Lauro co się stało?- odsunęła się gwałtownie.-Powiedz co się stało- próbował ją nadgarstki złapał lecz ona się odsuwała.
Gorące łzy zaczęły spływać po policzkach.
-Zdradziłeś mnie-wydusiła z siebie.
-To nie tak…- załamał mu się głos.
-Ufałam ci.
-Lauro proszę daj mi wytłumaczyć…!
-To koniec z nami.
-Skarbie…- w oczach chłopaka też pojawił łzy.
-Eryku to koniec z nami. Proszę cie abyś z stąd wyszedł.
-Lauro…
-Proszę, wyjdź- chłopak zerwał się i wybiegł z pomieszczenia.
Laura została sama ze sobą. Pozwoliła sobie wybuchnąć płaczem. Krzycząc do poduszki, bić ją, winiąc się.  Teraz przez jej głowę przechodziły myśli samobójcze. Strzeliła palcami (tak zwoływała skrzaty). Zasłoniła twarz włosami.
-Tak panienko?- spytała Mrużka w swojej czerwonej sukience.
-Przyprowadź Drakona, natychmiast- skrzatce nie trzeba było dwa razy powtarzać.
DRACO
  Leżał rozwalony na kanapie i słuchał monologu Zabiniego od czasu do czasu odpowiadał mu pól sylabami. Przeczesał swoje gęste blond włosy. Jego myśli skierowały były wokół jednej dziewczyny. Laura Potter. Parsknął. Zakochał się w dziewczynie, którą musi zabić. Po Prostu świetnie!
-I jak ci podoba? –spytał przyjaciel.
-Jest… ok.
-Drakonie- Mrużka pojawiła się przed chłopakiem- Laura pana prosi.
-A co się stało?- usiadł prosto, skrzatka spojrzała na niego smutno.-Dobrze- złapał skrzatkę, poczuł w okolicach znajome szarpnięcie.
Po chwili znalazł się w pokoju dziewczyny. Od razu zobaczył ją w łóżku zapłakaną. Przytulił ją i szeptał, że wszystko będzie dobrze.
-Co się stało?- spytał.
-Zerwałam z Erykiem.- wytarła łzy.
Chłopak nie wiedział czy się cieszyć, czy się smucić. Wreszcie chłopak mu nie będzie przeszkadzał. Teraz nic mu nie stało aby  Laura była jego dziewczyną, a może nawet przyszłą żoną?
-Dlaczego?- starał się mówić smutnych głosem.
-Zdradził mnie- szepnęła po dłuższej chwili, pogłaskał ją po plecach.
-Będzie dobrze- pocałował ją we włosy.
-Wiem, jesteś tu- chłopak poczuł palące poczucie winy.
-Zawsze będę.
-Zawsze?- spytała z nadzieją.
Oparł się o jej czoło i spojrzał w zielone oczy.
-Dopóki mną się nie  z nudzić- wybuchnęła śmiechem, odepchnęła chłopaka.
-Zostaniesz ze mną? –spytała.
-Jasne. – położył się koło dziewczyny, która  ręką układała nogi do wygodniejszej pozycji.- Ciężko jest?
-Z czym?- chłopak skierował wzrok na nogi.-Trochę. Najgorsze jest utrata stabilności. Musisz czekać aż ktoś do ciebie przyjdzie, podniesie i zabierze w odpowiednie miejsce. Nie mogę iść nawet do łazienki, muszą mi pomagać. Po wielu ćwiczeniach udało mi się usiąść prosto.
-A mul gole nie mają jakiś wynalazków do poruszania?- spytał zaciekawiony chłopak, objął w pasie dziewczynę.
Położyła głowę mu na ramieniu i zamyśliła się. Zmarszczyła zabawnie nosek.
-Są kule, ale ciężko byłoby z nimi chodzić podobno są strasznie ciężkie a wózek inwalidzki nie był dobrym pomysłem, wjechaniem na schody byłoby niemożliwe.
-Masz jeszcze dziś jakieś zajęcia?
-Nie, a ty?
-Też nie. To dobrze.
-Czemu?
-Bo mogę pospać i ty też. Dobranoc- zamknął oczy.
-Ty tak serio?- nie odpowiedział.
Wygodniej ułożyła się na ramieniu i zasnęła. Miała bardzo przyjemny dzień. Tak samo jak Draco…

===================================================
Nie sprawdziłam go, więc błędy są na 100 % ale cii ;-; Ach ta nauka XDD
Jeśli mi sie uda to będzie w tą sobotę :) Nie wiadomo:D Zależy jak z tym nowym blogiem <3

wtorek, 8 grudnia 2015

Nowy blog:

http://czy-to-koniec-malecu.blogspot.com/

 Historia opowiada o 18-letniej dziewczynie o imieniu Kin (Kinga), która została wyznaczona do ważnej misji. Ma chronić szóstkę przyjaciół (Aleka, Jace'a, Clary, Isabelle, Maksa i Simona) przed czyhającym złem. Kinna od dziecka była wychowana przez Magnusa Bane’a, który odnalazł ją w ciemnej ulicy Brooklynu, gdy nocny łowca próbował ją zgwałcić. Przez to dziewczyna nienawidzi blondynów i dotyku, jedyną osobą, która może ją dotknąć jest jej przybrany ojciec. Nigdy nie poznała swojej rodziny. Mieszkała w sierocińcu.  Dziewczyna-anielica ma w sobie krew czarownika (dla ułatwienia zadania), lecz nie nosi na sobie żadnych znaków Lilith. Potrafi swoją anielską moc przekształcić na demoniczną, aby była jeszcze bardziej skuteczna.  Kin będzie próbowała się zaprzyjaźnić z mieszkańcami instytutu, nie będzie to łatwe zadanie, zwłaszcza że oni już nie potrafią nikomu zaufać. Isabelle będzie robiła wszystko, aby chronić swojego ośmioletniego brata Maksa. W ostatniej chwili Sebastian wyzwolił się ze szponów demona i uratował chłopca. Jego demoniczna natura niestety wzięła górę i musiał uciekać. Clary po spotkaniu Kin będzie jeszcze bardziej bała się o Jace'a przez to, że Kin może jej go odebrać. Alek stracił sens życia, bez Magnusa był nikim… Dzięki anielicy odnajdzie szansę na normalne życie? Czy zapomni o Magnusie i zacznie życie przy boku kobiety? A może zakocha się w Kin, która nieświadomie będzie go do tego prowokowała?
Czy Magnus powiedział Alekowi o Kin, jej córce?
Czy Kin wiedziała o związku Magnusa i Aleka?
Czy Malec przetrwa?
A może powstanie nowy związek? Aleka i Kin?
Czy Kin ma jakikolwiek związek z Sebastianem?
Tego wszystkie dowiecie się już wkrótce…

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozdział 19

LAURA
W ciszy szli do gabinetu dyrektora. Laura miała dużo pytań.
Po co chcę mnie widzieć dyrektor?
To było jedno z nich. Nagle starsza kobieta skręciła w nieznany jej kierunek i machnęła ręką w jej stronę. Zaskoczona dziewczyna cofnęła się o krok.
-No dalej Laura- powiedziała zniecierpliwiona Minerwa- Dyrektor czeka w tej klasie
-Czemu nie w gabi...
-Bo musi coś ci pokazać- przerwała jej.
Dziewczyna czuła, że zaraz coś się stanie złego. Dla pewności wyciągnęła różdżkę z kieszeni. Opiekunka popchnęła ją do środka i zamknęła za sobą drzwi. W klasie panował półmrok. Obróciła się do opiekunki.
-Go tu nie ma- mruknęła.
-Witaj Laura. Miło cie widzieć- włosy stanęły jej dęba.
Ten głos… Bardzo go dobrze znała. Chociaż go nigdy nie słyszała.
-Voldemort- warknęła.
-Tak to ja…- z cienia wyłonił się paskudny gat.
Nagle Minerwa rozpłynęła się. Laura wskoczyła za biurko. Teraz wszystko zrozumiała. Te wszystkie zachowania opiekunki. To była Iluzja.
-Spokojnie nic ci nie zrobię.
-Ta jasne. A ja jestem księżniczką Slytherinu- warknęła.
-Pasowałabyś tam- wybuchnął śmiechem.
Kątem oka wyjrzała za biurko. Lord Voldemort stał na końcu klasy. Bawił się swoją różdzką, która w niektórych miejscach emitowała blaskiem
-Widzę, że zerkasz na moją nową różdżkę- powiedziała z dumą – Jest ona najpotężniejsza na świecie.
-Kłamiesz- palnęła.
Od razu skarciła się za swój język. Nie chciała go denerwować zwłaszcza, że miała najgorsza pozycje.
-Chcesz się przekonać?- uśmiechnął się.
Dalej dziewczyna nie słyszała bo za drzwiami pojawił się huk, który rozwalił drzwi. Lord Voldemort w jednej chwili znalazł się koło  dziewczyny. Złapał za kark i obrócił w stronę drzwi przez które w biegł Albus z Minerwą.
-Zostaw ją Tomie- dyrektor uniósł różdżkę.
-Albusie kopę lat. Wyładniałeś- wyszczerzył się.
Przycisnął różdżkę to obojczyka dziewczyna, wrzasnęła z bólu.
-To moje ostatnie słowo Tomie. To nasza walka.
-Mylisz się Albusie ta dziewczyna jest moim kluczem do zwycięstwa.
-Albusie… Co  my…- zaczęła Minerwa.
-Cicho- uciszył ją.
-Albusie, przyjacielu.   Jestem ci wdzięczny za tą widzi tę ale muszę…
-Drętwota!- za drzwi wybiegł wściekły Eryk.
Lord Voldemort popchnął dziewczynę z taką siłą, że aż zatrzęsła się klasa. Bez problemu odrzucił zaklęcie. Machnął szatą i zniknął  w mroku. Eryk, Minerwa i Albus rzucili się do dziewczyny. Dyrektor szybko określił jej stan.
-Ma połamane wszystkie kości musimy ją zabrać do skrzydła.. Nie do lochów.- Minerwa kiwnęła.
Użyła zaklęcia  MOBILICORPUS (zaklęcie umożliwiające przenoszenie nieprzytomnej osoby, jakby niewidzialne sznurki pociągały za przeguby, szyję i kolana. ) Podniosła delikatnie różdżkę przez co ciało dziewczyny uniosło się. Minerwa wyszła pierwsza z Laura. Dyrektor zmusił chłopaka na pozostanie w klasie.
-Czego?- warknął- Przepraszam- powiedział gdy ujrzał spojrzenie dyrektora.
-Chcę ci podziękować- oświadczył.
-Dlaczego?- spytał zaskoczony.
-Dzięki tobie mogliśmy uratować Laura.
-Ale… przeze mnie ma w s z y s t k i e kości złamane.- oznajmił ponuro.
-Eryku wolisz, żeby umarła?- zaprzeczył- No widzisz? Nie masz powodu do zmartwień.
-Łatwo powiedzieć- mruknął.-Mogę wrócić do loch?- kiwnął- Dziękuje.
Obrócił się na pięcie i wyszedł.
***
MINERWA
Minerwa ułożyła dziewczynę na łóżku. Poprosiła profesora Snape o przyprowadzenie pielęgniarki.  Znajomi Laury Potter dopytywali się co się działo. Kobieta za wiele nie mogła powiedzieć aby nie powstała nie potrzebna panika.
-Był mały wypadek- jeśli to wypadkiem można nazwać- Ma połamane kości.
-Wyjdzie z tego?- spytała Sandra.
-Tak- powiedziała po dłuższej chwili- Proszę jej nie dotykać.
-Minerwo Albus chcę widzieć wszystkich nauczycieli w swoim gabinecie- do Sali wszedł Snape z pielęgniarką, która od razu zajęła pacjentką.
-Dobrze Sewerusie. A gdzie jest Eryk?- rozejrzała się po Sali.
-Fred, George idźcie go poszukać. Jeśli zajdzie potrzeba użyjcie  swoim wynalazków- kiwnęli głowami i pognali.
-Draco, Zabini, Sandra, Ola, Weronika, Anna, Kinga wyczarujcie Patronusy- kiwnęli głowami.
-Na razie lekcje zostaną odwołane. Ale powinny zaraz powrócić więc proszę się cieszyć- warknął Snape- Prefekci proszę pilnować maluchów.
-Ta jest!- krzyknęli.
BLIZNIACY  
Szli korytarzami Hogwartu w poszukiwaniu Eryka, którego Na złość nie ma. Od czasu do czasu wymieniali się uwagami gdzie może znajdować się znajdować ten pajac.
-Jak go znajdę to zamienię do w skrzata- warknął George.
-Ja też. Gdzie ten pajac może być?
-Biblioteka- powiedziała po chwili, jednocześnie.
Skręcili prawo i biegiem skierowali się do pomieszczenia. Trafili w dziesiątkę. Chłopak był w dziale księg zakazanych. Pod pachą trzymał pelerynę niewidkę.
-Stary wszędzie cie szukamy.
-Wybaczcie. Pomożecie mi?- przeczesał swoje krukoczarne włosy.
-Po co robisz ten stos?- spytał Fred.
-Potrzebujemy zaklęć! A w dziale jest ich najwięcej. A pelerynką niewidką możemy je ukryć.- wskazał palcem na pelerynkę.
-Skąd ją wytrzasnąłeś?- dopytywał się Fred, George zaczął szukać odpowiednich ksiąg
-To Laury- kiwnął, że rozumie.- Pomożecie?
-  Jasne- wzruszył ramionami.
ERYK
Po paru minutach każdy dźwigał stos książek w swoich dłoniach. Książki, które się nie zmieściły zostały przenoszone przez zaklęcie.  Księgi zakazane Eryk zakrył je pelerynką niewidką. Wyszli na korytarz, skierowali się prosto do schronienia.
-To jak z tymi składnikami? Sewerus da nam je? A może sam je wywarzy?- jak zwykle Fred zadał najwięcej pytań.
-Nie wiem czy możemy na niego liczyć- powiedział zgodnie z prawdą chłopak o krukoczarnych włosach- Jedna z gryfonem ma dostarczyć składniki… Jak jej na imię…?
-Kinga- powiedział za stosu George, który wziął najwięcej ze wszystkich książek.
-A Kinga.  No to jej ojciec da jej kilka paczek składników….
-A Sandra wraz z Olką je uwarzą.
-Tak. – otworzyli drzwi.
Wszystkie głowy skierowały się w stronę trójki przyjaciół. Bez słowa położyli księgi na stół. Chłopak złapał pelerynkę niewidkę i odkrył resztę książek.   Kara i Arian (prefekci)  podeszli do chłopaków.
-To możemy je przejrzeć?
-Dacie sobie radę sami?
-Kacper, Adrian, Anna, Staszek, Olka!- zawołał ich Kara- Pomóżcie nam!
-George, Fred ja idę do Laury- obrócił się na pięcie i ruszył do dziewczyny.
 Koło dziewczyny siedzieli Zabini i Draco.  Eryk zdenerwował się ale po sobie tego nie pokazał albo próbował. Nie zauważyli go, Dopiero jak się odezwał.
-Jaki jest stan?- starał się mówić z obojętnością.
-Wszystkie kości oprócz kończyn dolnych  nie zrosły  się- stwierdził smutno Draco.
-Czemu?- spytał zaskoczony Eryk.
-Tego nikt nie wie. Minerwa ma przypuszczenie, że Lord Voldemort maczał w tym palce.
-Czyli…
-Nie może chodzić, ani stać, jedynie leżeć. Chyba, że ma tyle w sobie siły, że będzie potrafiła usiąść.
Chłopak siedział wpatrzony w dziewczynę. Był smutny i wściekły na Sam-wiesz-kogo. Obiecał sobie, że się zemści.
-Lecą!- krzyknęła Kinga.
Spojrzał w tą stronę. Kilkadziesiąt sów leciało to otwartego okna. Trzymając przeróżne wielkości paczki.
-Kinga mówiłaś, że one mogą dopiero jutro przylecieć!- powiedział Allan z śliz gonów.
Wzruszyła jedynie ramionami.
-Córeczka tatusia- posłała mu całusa. – Sandra, Ola!
-Dużo tego- Sandra rozejrzała się wokół.
-Wiem!- powiedziała z dumą- Są tutaj wszystkie sowy z Hogwartu i mojego tatusia. Musimy odebrać paczki bo dopiero to pierwsza partia.
-Na Merlina!- wzniósł ręce do góry.
 Uczniowie zaczęli odwiązywać paczki od nóżek sów, które zaczęły się poważnie niecierpliwić. Parę osób zostało dziobniętych do krwi. Nie obyło się bez śmiechów.
-Nie wiem jak wy ale ja bym to schował wiecie jacy są nauczyciele zwłaszcza tłusto włosy- Zabini zakrył się swoją niewidzialną peleryną i zaczął się wpatrywać złowrogo na ludzi w około.
-A umie ktoś wyczarować dodatkowy pokój?- spytała Ola.
-Ja. To jaki kolor ściany?- spytał Draco.
-Czy to ważne?- burknął Eryk.
-Jako osoba, która ma WYCZAROWAĆ  pokój muszę wiedzieć takie rzeczy, Eryku.
-No dobra!- warknął- Różowy.
-Co?- wybuchnął śmiechem.- Pojebało cie? Może biszkoptowy?
-Też może być –parsknął śmiechem.
Draco stanął przed ścianą, która nie posiadała żadnych obrazów, posągów bądź półek na książek.
-Bibbidi-Bobbidi-Boo!- po paru minutach stania Draco z uniesioną różdzką pojawiły się drzwi przypominające wejście do klasy.- Proszę wchodzić. Zapraszam. Buty proszę zostawiać na wycieraczce bo jak nie to wpierdziel. Ta zasada się dotyczy chłopców, dziewczyny zostaną obrzucone balonami z wodą.
Grupa uczniów (Sandra, Ola, Kinga, Allan, Fred, George, Zabini, Draco, Fred, George, Eryk) weszła do dużego pomieszczenia.
-Brawo ty- zaczął bić brawo Eryk.
-Brawo ja- wypiął dumnie pierś.
-To przenosimy paczki?- spytała Sandra.
-A może tak   Bibbidi-Bobbidi-Boo?- zasugerował Zabini.
-No dobra.
Machnęli różdżkami. Po chwili wszystkie paczki, księgi pojawiły się w tajemniczym pokoju.
-Potrzebujemy jeszcze kociołka i innych rzeczy…- zaczęła Ola.
-Spokojnie tatuś już nam to wysłał powinno być jutro- uspokoiła ich gryfonka.
-Ja bym tu dodał parę sof i stół- rzekł Eryk.
Machnął swoją różdżką. Po chwili z domów (gryfonów, śliz gonów, puchonów, krukonów) pojawiły się sofy, regały i stoliki.
-No i fajnie- powiedział Zabini. 
-Jestem głodny- stwierdził Eryk.
-TY ZAWSZE JESTEŚ GŁODNY- powiedzieli bliźniacy, którzy stali cicho obserwując wszystko.
-Wcale nie!- oburzył się.
-Dam sobie rękę lewą uciąć, że kłamiesz- powiedział George.
-A nie lepiej lewą? Nie musiałbyś pisać.- stwierdził Fred.
-W sumie- wzruszyli ramionami.
                                                * * *
Rok szkolny zakończył się przerażająco szybko. Zaczęły się wakacje. Uczniowie z Hogwartu powinni odpoczywać w swoim bezpiecznych domach lecz siedzieli w szkole, pilnie się ucząc. Siódmo klasiści powinny  wyruszyć w świat w poszukiwaniu pracy, rodziny ale nie chcieli bo zdawali sobie sprawie, ze każda pomoc nadchodzącej wojny będzie potrzebna. Minerwa wraz z Albusem poprosiła o pomoc inne szkoły o pomoc. Dyrektorzy mieli duży dług u Hogwarsistów, więc wysłali swoich uczniów i nauczycieli do Hogwartu. Wszystkie nieużywane klasy zaczęły tętnic życiem. Było tyle uczniów, że Albus Dumbledore musiał powiększyć wielką salę kilkakrotnie.  Laura też „chodziła” na zajęcia.  Kończyny dolne w ogóle się nie chciały zrosnąć. Więc musiała być noszona przez przyjaciół do klas. Mieli szczęście, ze dziewczyna była leciutka jak piórko.
Każdy siedział jak na szpilkach. W każdej chwili spodziewali się ataku ze strony Lorda Voldemorta lecz jego plan szedł zgodnie z planem….

-------------------------------------------------------------------------------
Już niedługo historia dobiegnie końca :P Szybko jakoś 0.0 Ale już dziś (jeśli czas okaże się łaskawy) stworze nowe bloga xD      O Malecu i…. (tajemnica) ^^ Będzie ona dość długa bo już większą cześć mam zaplanowaną :D Będzie dużo kaczek xDD Kto czytał DA i DM będzie wiedział o co chodzi <3














wtorek, 1 grudnia 2015

Rozdział 18




Wojna jest lepsza niż nietrwały pokój. 



Laura niechętnie uchyliła powieki. Wszystko ją bolało zwłaszcza głowa. Pulsowała niemiłosiernie.  Do tego jeszcze te zawroty głowy. Przymknęła powieki.  Odczekała aż wszelkie bóle miną i znów otworzyła oczy. Znajdowała się w podróbce Wielkiej Sali. Rozejrzała się wokół. Wszyscy uczniowie spali. Jedni na łóżkach (dziewczyny) a drudzy na fotelach (chłopcy). Spojrzała w bok. Przed nią spał Eryk. Szturchnęła go palcem.
-Mamo jeszcze 5 minut…- szepnął.
Przewróciła oczami.
-Eryk, Laura jest ranna!- chłopak gwałtownie się obudził i zerwał się miejsca.
Zaczął sprawdzać czy nic nie ma uszkodzone.
-Nic mi nie jest!- warknęła.
-To po co mnie budzisz?- opadł na krzesło.
-Nie będziesz spał na krześle- posunęła się, robiąc mu miejsce.
-Jesteś pewna?- przewróciła oczami.
Chłopak mruknął „kobiety” i położył się koło dziewczyny.
-Co się stało?- szepnęła.
Chłopak przyciszonym głosem wytłumaczył co się stało. Dziewczyna westchnęła bezradnie.
-Idź spać. Nie wiadomo do kiedy tu zostaniemy.
-Czemu?
-Bezpieczeństwo- mruknął i odwrócił się po czym zasnął.
Dziewczyna nie mogła zasnąć. Kto mógł zaatakować Hogwart? Przecież to było głupie i bezsensowne. Albus Dumbledore  pilnował tego wszystkie. Próbowała zasnąć lecz jej mózg przetwarzaj wszystkie informacje. Przewracała się    z boku na bok.
Gdzie są nauczyciele?
 Czy ktoś nas pilnuje?
Jak długo tu będziemy?
Co się dzieje na górze?
Dziewczyna westchnęła zrezygnowana. Poszukała różdżki, która znajdowała się w kieszeni. Zgadywała, ze Eryk włożył jej tam różdżkę. Przyjrzała się magicznemu patykowi, szukała czegoś co jej atrybut zmienił się pod jakimś względem. Dobrze pamiętała jak jej  własna różdżka kopnęła. Nigdy czegoś takie  nie doświadczyła. Znów przymknęła powieki, próbowała zmusić na siebie sen lecz bez żadnych efektów. Westchnęła.
-Expecto  Patronus- szepnęła.
Trzy Patronusy stanęli po różnych kątach podróbki wielkiej Sali.  W pewnej części była spokojniejsza. Przycisnęła różdżkę do piersi i zasnęła. Nie zdawała sobie sprawy, że pewien ślizgon ją obserwował.
Draco
Ślizgoni jako piersi dotarli do loch od razu zajęli fotele bo zdawali sobie sprawę, że dziewczynom odstępuje się łóżka. Każdy głupi wiedział, ze jednym zaklęciem można zmienić fotel na wygodne łóżko. No dobra nie każdy. Draco obudził się o północy dokładnie wtedy kiedy Laura ocknęła się. Miał wielką ochotę pobiegnąć  do niej i ją uściskać. Lecz na przeszkodzie stał mu Eryk Filch. Chłopak, którego nienawidził przez połowę życia to przez jego kochanego ojczulka jego ulubiona ciotka zmarła przez pocałunek de mentora.  Kątem oka zerkał  parze.
Laura stuknęła palcem w Eryka, który coś jej stronę wybełkotał.
Co idiota. Zero szacunku dla kobiety.
Draco bardzo dobrze widział jak dziewczyna przewróciła oczami, poczuł wielką satysfakcje. Znów coś powiedziała stronę chłopaka, który zerwał się gwałtownie. Zaczął sprawdzać czy ma coś uszkodzone. Draco prychnął. Mruknęła coś w jego stronę.  Posunęła się robią miejsce chłopakowi. Odwrócił się w jej stronę. W chłopaku aż wrzało. Miał ochotę użyć zaklęcie niewerbalne i patrzeć jak jego ofiara cierpi. Już kierował swoją dłoń w kieszeń gdzie znajdowała się różdżka.
Spokojnie, Draco.
Jeszcze coś zrobić głupiego.
Nie zapomnij o zadaniu.
Ty nie masz prawa mieć uczuć.
Ty ich nie masz.
Jesteś bez serca.
Ty nie potrafisz kochać.
Ty nie wiesz jak kochać.
Nie wiesz co to miłość.
Miłość nie istnieje.
Nigdy nie istniała.
I nie będzie istniała.
Draco próbował coś zrozumieć co do siebie mówią lecz chrapanie Zabiniego mu to przeszkadzało. Dziewczyna położyła się na plecy i zaczęła spoglądać na sufit. Po jej minie można było stwierdzić, ze o czymś rozmyśla. Marszczy brwi. Chłopak o platynowych włosach zauważył, że dziewczyna robi dużo rzeczy nieświadomie. Na przykład marszczenie brwi, poprawienie okularów, o których cały czas zapomina, że je ma, kręcenie tego samego pasemka.  Nieoczekiwanie   unosi swoją różdżkę i wymawia znane mu przez chłopaka zaklęcia Patronus. Z jej magicznego patyka wybiega najpierw koń potem, wąż a na końcu borsuk.  Rozbiegają się na trzy części podróbki Wielkiej Sali. Były w gotowości. Patrzyły czujnie na każdego ucznia. Uśmiechnął się z powodu stania najbliżej śliz gonów węża.
Laura przekręciła się na bok i zasnęła. Chłopak o platynowych włosach postanowił zrobić tak samo tylko najpierw… Wyciągnął różdżkę i skierował w twarz przyjaciela, który  chrapał.  Wyszeptał zaklęcie, które z różdżki wylatuje woda, prosto w twarz przyjaciela. Draco schował szybko różdżkę  i położył się na boki jakby niby nic. Słyszał przekleństwa ze strony Zabiniego.  Poprawił koc i zasnął.
NASTĘPNEGO DNIA!
Nauczyciele zbudzili ich o wczesnej porze.  Uczniowie niechętni zmusili się do obudzenia.
-Muszę was o czymś powiadomić- powiedziała przerażona opiekunka Gryfonów.
-Co się stało pani profesor?- spytała Laura.
Podeszła do nauczycielki, która była roztrzęsiona. Położyła dłoń na jej ramieniu dając jej trochę otuchy.
-Hogwart jest w poważnym niebezpieczeństwie. Zostaliśmy zmuszeni  do zamknięcia szkoły.
-Co! Tak nie wolno..!- wrzasnęła Laura na całą sale.
Ścisnęła mocniej różdżkę.
-Lauro zrozum jesteście w niebezpieczeństwie. Musimy…
-Nie- warknęła.- Hogwart jest domem dla wielu uczniów. Będziemy walczyć za niego. Jeśli trzeba będzie iść na wojnę to pójdziemy. Zgadzacie się ze mną?- wszyscy kiwnęli głową, machnęła różdżką ukazując schowane w  kątach Patronusy- Możemy użyć patronu sów jako ochronne. Pani musi nas zrozumieć. Hogwart jest naszym domem. Był, jest i będzie.- ostatnie słowa wykrzyczała do Minerwy.
Starsza kobieta westchnęła. Starsi uczniowie stanęli za nią. Nawet młodziaki, które były przestraszone na śmierć.  Czuła bijącą z nich wola walki. Tego czegoś się niespodziewana. Była dumna i przerażona. Nie zdawali sobie jakie niebezpieczeństwo czyhało za rogiem.
-Jeśli Laura będzie walczyła i pani to ja też będę walczył- rzekł Zabini.
- Prawdziwy ślizgon przechytrzy wroga w obronnie innych- powiedział dumnie Draco.
-Prawdziwy gryfon nie ucieka przed walką- powiedział Eryk.
-A puchon nigdy się nie odwróci od przyjaciela w potrzebie- pisnęła Ola z pucho nów.
-A krukon zawsze pomoże swoją wiedzą i umiejętnościami.- powiedziała jakaś nieznana Laurze krukonka
-Widzi pani? Jesteśmy jednością.
-No dobrze! Laura chodź zabierz ze sobą patronus będą nam potrzebne. Czy ktoś oprócz Laury potrafi wyczarować Patronusy?- parę osób podniosło dłonie w tym Eryk, Zabini i Draco.
-Prefekci przypilnujcie resztę. Laura za mną.
Dziewczyna ruszyła za kobieta a za nią dumnie dwa Patronusy właścicieli Hogwartu. Jej własny patronus  został z niewiadomych dla Laury przyczyn. Szyli przez znajomego korytarze, które teraz  zrobiły się zimne. Pomiędzy kobietami była nieprzyjemna cisza. Każda biła się ze swoimi myślami. Laura zastanawiała się co przed chwilą powiedziała. Nigdy by siebie o osądziła o takie słowa.  A Minerwa była zaskoczona buntem o zamknięciem szkoły wręcz jej broniły. Zdawała sobie sprawę, że większość uczniów (klas młodszych) będzie musiała wrócić do domu. Dla bezpieczeństwa.
Wypowiedziała hasło i weszli do gabinetu dyrektora. Laura usiadła na sofie i słuchała relacji, które mówiła opiekunka gryfonów do dyrektora. Słuchaj ją z uwagą od czasu do Czaus zerkał na dziewczynę siedzącą na sofie. Laura rozejrzała się pomieszczeniu. Wszędzie były książki. Przed nią pojawiły się dwa skrzaty przynosząc śniadanie. Podziękowała i zaczęła delektować przyniesionym jedzeniem. Gdy zjadła odstawiła tace na stolik i czekała aż opiekunka, która prowadziła swój monolog w nieskończoność dobiegał do końca.
-Więc co myślisz Albusie?
-Klasy od 1 do 3 odsyłamy do domu. A resztę dalej będzie się uczyła. Z tego słyszałem starsze klasy się zbuntowały aby zostać. Więc niech zostaną.
-Gdzie jest reszta nauczycieli?- wtrąciła się Laura.
-Na patrolu. –powiedziała w wielkim skrócie Minerwa.
-Aha. 
Jaki patrol?
O co tu chodzi do cholery!?
-Więc co robimy Albusie?
-Już jutro pojawią się Aurorzy, którzy będą patrolować szkołę i jej tereny. Z tego co wiem potrafisz Lauro potrafisz wyczarować Patronusy na dłuższą chwile- kiwnęła.- Chciałabym ci prosić, żebyś była przez nie pilnowana.
-Dyrektorze przed kim mamy się chronić?- westchnął.
-Lord Voldemort powrócił, żeby cię zabić.
-Ale on zginął…
-Ja też zginąłem nie pamiętasz? Iluzja.
-Świetnie- uniosła ręce do góry.- Panie dyrektorze musimy nauczyć znaczy… nauczyciele nauczyć obrony przed czarną magią. Ale na zaawansowanej poziomie- kiwnął na zna zrozumienia.
-Co proponujesz?
-Zacząć uczniów szkolić na wojnę. Na uczyć jak leczy się rany i takie rzeczy. Jak odebrać różdżkę wrogowi.
-Lauro zdajesz sobie sprawę, że jesteście tylko dziećmi?- Laura podeszła do dwójki dorosłych.
-Harry Potter też był dzieckiem wciągniętym w sama wojnę. Wie pan jak się czuł gdy stracił po kolei bliskich. Ja do tego nie dopuszczę. Nigdy. Jeśli będę musiała użyć zaklęcia Avade Kedavra, użyje go.
-Lauro kiedy  wyrosłaś na taką wojowniczkę?
-Pani Minerwo ja zawsze nią byłam tylko nie było okazji aby ją przedstawić- obróciła się na pięcie i wyszła z gabinetu.
Za nią szły Patronusy pilnując każdego zakątku. Otworzyła drzwi od podróbki Sali i zwołała wszystkich. Bliźniaczy swoimi sposobami zmienili łóżka na wielkie sofy bez użycia różdżek. Brawo oni.
-Słuchajcie mnie teraz wszyscy.- zadrżała jej szczęka ze strachu.
-Lauro co się stało?- spytał z troską Eryk.
-Lord Voldemort powrócił- wszyscy zamarli- Dobrze słyszycie on powrócił. Chcę się zemścić. Za przegraną. Nie wiem ile mamy czasu ale musimy się nauczyć zaawansowanej obrony przed czarną magią i medycyny . Uczniowie do klasy 3 zostają odesłani do domu.
-Ale ty też wracasz do domu- pisnęła Ola z puchonów.
-Nie- warknęła- Ja zostaje.
-Czemu?! Ja też chcę zostać!
-Olka zamknij się. Laura z porównaniem do ciebie potrafi się bronić i nieuciekanie przy najbliższej okazji- warknął Eryk, miał szczerze dość tej puchonki.
-Ale…
-Zamknij się wreszcie !- wrzasnął Draco.
-Dobra zostawcie ją.
-Mam pytanie!- zgłosiła się krukonka.- Kto oprócz ciebie zostaje?
-Draco, Zabini, Eryk z trzeciej klasy reszta jedzie do domu.  Wybaczcie ale my musimy zostać.
-No dobra. To co konkretnie muszą umieć?- spytał się perfekt z domu Ravenclaw.
-Jak opatrzyć ranę w najszybszy czasie bez użycia eliksirów coś takiego.
-Czaje. Mamy u siebie parę książek.
-Wszyscy powinni się nauczyć paru zaklęć. Musimy też uwarzyć u Snape parę eliksirów ale wątpię czy dam na składniki.
-Mój tata posiada dużo składników na eliksiry- powiedziała Kinga z gryfonów- Już jutro może mi przysłać kilkanaście paczek ale ja nie umiem ich wywarzać.
-My umiemy!- krzyknęły bliźniaczki.
-Ok. Ok. Kinga składniki. Sandra, Ola wywarzają je.- zaczęła w myślach wyliczać.
-My z George parę morderczych sztuczek, które zrobią z naszego wroga kaput- przetarł palce i uśmiechnął się jak psychopata.
-To ja poszukam jakiś zaklęć. – zgłosiła się Laura.- Musimy znaleźć jaki sposób na komunikowanie pomiędzy sobą.
-To ja mogę ci pomóc wraz z ojcem znamy parę takich sztuczek- powiedział Draco.
-Z pewnością- mruknął Eryk.
-No ok.- uśmiechnęła się.
-A co z resztą? Przecież też możemy jakoś pomóc nie będą w Hogwarcie!
-Coś wymyśle. A co z skrzatami?
-One mogą walczyć.- wzruszyła ramionami dziewczyna o twarzy mopsa.
-No nie wiem..- powiedziała Laura.
-Przestań Laura to tylko skrzaty...
Wkurzona Laura zerwał się z miejsca i podeszła do przestraszonej ślizgonki. Zagroziła jej różdżką.
-Nigdy nie waż się tak mówić bo sama cię zmienię w skrzata- Eryk złapał dziewczynę za łokieć.
-Laura.
-No dobra- warknęła i usiadła na swoje miejsce.
-Lauro dyrektor prosi  cie na słówko- z cienia wyłoniła się Minerwa.
-Ale ja już byłam u d y r e k t o r a.
-Ale masz iść jeszcze raz- powiedziała groźnie Minerwa.
-No dobrze- spojrzała na Eryka, który  tylko wzruszył ramionami.

----------------------------------------------------------------------------