piątek, 25 marca 2016

Rozdział 29

Przepraszam za błędy, przepraszam, że to tak długo trwało nie chciałam go pisać, bo za bardzo się z tą historią przywiązałam. ;-; 

============
Obudził ją przeszywający ból. Zamrugała kilkakrotnie. Nie musiała mieć otwartych oczu, aby widzieć ciemność.  Czuła się cholernie źle. Chciało się jej jeść, pić i musiała do toalety. Westchnęła. Wszystko ją bolało. Serce zniszczone pracowało z ledwością. 
Czemu pszczoła użądli i  umiera, a człowiek wiele razy rani i dalej żyje? Jaki jest tego sens? Czasem zwykle słowa ranią bardziej niż czyny. 
Ponownie westchnęła, jej głos odbił się echem po korytarzu. Musiała się ogarnąć. Nie miała zbyt wielkiego pola do popisu.   Kajdanki wżynały się w skórę, zostawiając  krwawe ślady. Wzięła głęboki oddech.
Laura spokojnie. 
 Pomyśl, musisz mieć jakieś szanse.
Jestem zakuta w kajdanki, walka nie popłaca.
Gdyby tak…
Nie po to zostałam wybrana do czterech domów, aby nie skorzystać z ich głównych cech.
Zadrżała. Nie był najmądrzejszy pomysł, ale jest znikoma szansa, że się to uda. Resztkami sił wrzasnęła, ile miała sił w płucach. Nie musiała długo czekać, do pomieszczenia wbiegł jeden z śmierciożerców. Ubrany w służbowe ubranie, które niczym się nie różniło od ciemności.
   Jasne światło rozwarło się po pomieszczeniu. Tak jak dziewczyna zgadywała było zbudowane z  kamienia, wszędzie leżały kajdanki i rozwalone miski.  
Śmierciożerca zmrużył gniewnie powieki. Podszedł do dziewczyny i uderzył ją w policzek.  Zamrugała kilkakrotnie odpychając nieproszone łzy.  Uderzone miejsce paliło się miłosiernie. Na jej skórze został odciski palców mężczyzny. 
-Ty kurwo, nauczysz się porządku! – prychnęła, duma gryfońska nie pozwalało na takie traktowanie.
-Chcę widzieć Voldemorta, śmieciu- kolejne uderzenie, kolejne prychnięcie.
-Pan, będzie widział kiedy on zechcę, a nie ty parszywa smarkulo.- warknął.
Miała wielką ochotę go kopnąć, lecz jej krótkie nogi nie pozwalały na to. W duchu przeklinała swój wzrost.  Napluła mu na twarz.  Spojrzała w jego oczu mordu. Teraz miała pewność, że przesadziła. Przełknęła strach. Wyciągnął w jej stronę różdżkę . Napięła mięśnie, czekając na zaklęcie niewybaczalne. W czasie braku przytomności, wiele razy oberwała zaklęciem niewybaczalnym. Skąd wiedziała? Rany na jej mówiły wszystko.
-Nott, wynoś się- w drzwiach pojawił się Draco, ubrany w strój śmierciożercy.
Czarna, długa szata zakrywająca całe ciało i maskę, którą trzymał akurat w dłoni. Dziewczyna mogła dostrzec delikatnie drżenie dłoni chłopaka. 
-Nie- burknął.
-Jestem od ciebie wyżej w kręgu, jedno słowo, a z ciebie zostanie tylko proch- warknął, Nott,prychnął i wyszedł z pomieszczenia.
Draco machnął różdżką, wszystkie pochodnie zapaliły się dając trochę ciepła. Zamknął za sobą drzwi, wyciszył zaklęcie pomieszczenie i podszedł do dziewczyny. Skuliła się, nie miała ochoty go widzieć. Wyciągnął z szafy małą butelkę wody. Cofnęła się na tyle ile pozwalały jej kajdańki.
-Nic od ciebie nie chcę- warknęła, obróciła głowę na bok, usłyszała westchnięcie.
-Nie dyskutuj- złapał ją za podbródek, zmuszając do wypicie napoju.
Nie chciała się przyznać, ale odczuła ulgę pijąc wodę, jedno pragnie zostało ukojone. Niestety z następnymi musiała poczekać. Schował pustką butelkę do szaty.
-Możesz sobie iść do swoich przyjaciół.- warknęła, uniosła dumnie głowę.
-To nie są moi przyjaciele.
-Ta? Przyznaj się, ile zabiłeś naszych? Błagali się o litość? Co ja gadam, nigdy by tego nie zrobili.  Fred, George,  Ola, Sandra… Jeśli im coś stało to obiecuje na Merlina, że będziesz cierpiał. Nie chcę wiedzieć jak został zniszczony Hogwart. Ty parszywy dupku, mam nadzieje, że zgnijesz w piekle… Ty…
-Hogwartowi nic się nie stało, śmierciożercy chcieli tylko ciebie.  Tylko jedna osoba zginęła.- uciął.
-Kto?!- spytała przerażona.
W myślach błagała, aby to nikt z jej znajomych.
-Albus Dumbledore – westchnął.
-To niemożliwie…
-W ostatnich godzinach swoje życia powiedział „ Lauro twoja odpowiedź jest w sercu”.
-To teraz mi powiedz, co to kurde znaczy!
-Nie wiem. Ty znasz odpowiedź. Laura ja chcę cie przepro…
-Daruj sobie.- warknęła.
-Ale…
-Nie warto…
-Laura…
-Nienawidzę cie.
-Wiem.
-Wyjdź.- wyszedł.
Zamknęła oczy.  Śniła  o wczorajszych wydarzeniach mając nadzieje, że to tylko sen, który okazał się pieprzoną rzeczywistością.
Poczuła szarpanie ramienia. Otworzyła gwałtownie. Przed nią stali mężczyźni. Przerażona próbowała się odsunąć, lecz jeden z nich złapał ją za ramie.  Drugi zaś ściągnął kajdanki, poczuła niewyobrażającą ulgę.  Niestety nie dano jej długo się cieszyć bo złapali ją za łokcie i wyciągnęli ją z pomieszczenia.  Korytarzy były według niej takie same. Otworzyli wrota, która przypominały drzwi od Wielkiej Sali. W środku byli wszyscy śmierciożercy, na samym środku było  pole w które została wrzucona. Na tronie zasiadł Lord Voldemort. Reszta ukłoniła się i wróciła na swoje miejsce.
-Witajcie…- zaczął, przestała go słuchać.
 Wzrokiem odszukała jakiekolwiek ucieczki, lecz szanse były znikome.  Wszędzie byli śmierciożercy, na dodatek była bez różdżki.  Została uderzona brzuch powiedziała zaskoczona „Auć”.
-Słuchaj się pana- mruknął.
-Czy jesteście gotowi na koniec ery Potterów!?- zabrzmiał głos Lorda, wszyscy krzyknęli głośno „Tak panie”.- Powiedz mi Lauro Potter- wysyczał jej nazwisko z nienawiścią- Jakie mas ostatnie życzenie.
Laura teraz aby nigdy!
-Nie jesteś godny tytułu Lorda, Lord stanął by w uczciwej walce a nie zabijał bezbronnej osoby. To takie nie rycerskiej.
-Więc co sugerujesz?- spytał zaciekawiony, kątem oka spojrzała na przerażone Dracona i Zabiniego.
-Ja, ty pojedynek przed Hogwartem.  Jesteś tego godzien Lordzie Voldemorcie? 
-Wiesz,  że mnie ze mną szans?- wybuchnął śmiechem.
-Jak nie mam z tobą szans to czemu nie zawalczysz…?
-Zgadzam się, jest jeden warunek.
- Jaki?- przełknęła strach.
-Pojedynek będzie dział się na oczach uczniów Hogwartu, niech patrzą na twoją porażkę Potter- wysyczał.- Niech się uczą, że ze mną się nie zadziera.
-Dobrze- uniosła dumnie głowę- Daj mi różdżkę.
                          * * *
Poczuła znajome szarpnięcie brzucha. Czarna mgła pomiędzy nimi zabrała ich na znajome tereny dziewczynę. Ciężko opisać to dziewczyna wtedy czuła, radość, radość i radość.  Uczniowie odbudowali mury Hogwartu. Miała ochotę do nich pobiec lecz została zatrzymana.  Pierwszy zobaczył ich Nevil, zaskoczony krzyknął. Wszystkie głowy skierowały się stronę. Uczniowie tak samo jak nauczyciele ruszyli biegiem w stronę dziewczyny. Lord złapał ją za szyje i przyłożył magiczny patyk na obojczyk.
-Stójcie !- wrzasnęła, zaskoczeni zatrzymali się- Nic proszę nie róbcie zaufajcie mi! Proszę.
Rozejrzała się po przyjaciołach, niektórych się   porządnie oberwało. George nie miał jednego ucha, Fred kulał,  bliźniaczki miały rozcięte czoło, które było zabandażowane. Na szczęście nie było więcej poważnych obrażeń.
-Witaj Minerwo- przywitał się Tom Riddle, kobieta wzdrygnęła- Potter wyjaśnij czemu tu jesteśmy.
-Na terenie Hogwartu mamy stoczyć ostateczną walkę, wygrany bierze wszystko. Nikt zewnątrz nie może rzucić żadnego zaklęcia bo ta osoba zginie, oznaczając koniec gry- przełknęła ślinę.
Odepchnął się od siebie, wyciągnął z szaty jej różdżkę i podał jej. Rzuciła ostatniej spojrzenie przyjaciołom.  Odebrała magiczny patyk i cofnęła się o krok.
-Pojedynek czas zacząć- powiedzieli jednocześnie.
Świat stanął w miejscu. Wszyscy wstrzymali oddechy, teraz od niej zależało kto wygra. Nikt nie mógł jej pomóc bo mogła umrzeć. Przed bitwą naciągnął na nią klątwę. Przełknęła ślinę.
-Sectumsempra!- krzyknął.
-Protego!  Perrificus Totalus! – w ostatnim momencie odskoczył.   
Walka trwała w najlepsze. Nikt nie odpuszczał, szanse były wyrównane.  Uczniowie, nauczyciele mogli się tylko przyglądać.  Dziewczyna zaczynała się męczyć, skakanie, odbijanie zaklęć zabierało wszystkie jej siły. Nie była martwą istotą, która urodziła się z kości i krwi innych ludzi. Oddech urywany zamieniał się w parę.   Rozwiązane trampki dały osobie znak. Gdy uciekała przez zaklęciem „Avade Kedavra” upadła. Nastała cisza. Odebrał jej różdżkę. Przełknęła ślinę. Wszyscy wstrzymali oddech.  Wybuchnął śmiechem.  Wypluwała ziemię, która dostała się do jej ust.
-Taka słaba.  Era Potterów od dziś zostanie usunięta z historii. Ava…!
-Avade Kedavra! – z Zakazanego Lasu wybiegł Eryk Filch.
-Nie!- krzyknęła.
Lord Voldemort w ostatniej chwili odbił zaklęcie, lecz jeden ze strumień dotknął. Upadł na ziemie.  Wyglądał na martwego.
-Laura!- wykrzyknął uradowany.
-Uciekaj stąd!- wrzasnęła, zamarł zaskoczony.
Wstała. Mimo prośby dziewczyny podbiegł do niej. Pomógł  jej wstać. Objął ją. Wybuchnął płaczem.
-To nie byłem ja, nigdy bym cie nie skrzywdził- wtuliła się.
-Wiem, tęskniłam.
-Boże, Laura ja cię kocham. Zawsze kochałem, każdy dzień był torturą.
-Ja też cie kocham.
Gdy wszyscy byli zajęci spoglądaniem na dwójkę zakochanych. Lord uniósł się z ziemi i z całą nienawiścią powiedział „ Avade Kedavra”.
-Au- szepnął Eryk.
Spojrzała na niego przerażona. Po  policzku popłynęła samotna łza. Upadł z łomotem na ziemie. 
-Eryk…- wybuchnęła płaczem.
-Miłość to słabość.- podniosła się, wytarła łzy i uniosła głowę.
To właśnie miłość sprawia, że człowiek jest silniejszy.
Pamiętaj Lauro.
Lauro Potter.
Ominęła ciało chłopaka i powolnym krokiem podeszła do przeciwnika.
-Jesteś na przegranej pozycji. Mam twoją różdżkę, ja swoją. Twój chłoptaś nie żyje.
-A właśnie, że nie.- powiedziała z mocą.
Z jej kieszeni wydobył się miecz rycerza z srebrnej zbroi, który zmienił się  w rzeczywisty rozmiar.  Zmrużył oczy.   Poczuła potężną moc przepływającą jej ciało.  Szala zwycięstwa w ostatniej minucie zostanie osądzona przez założycieli Hogwartu.  Drugą ręką przywołała swoją różdżkę.  Przyłożyła do miecza, którą czerwonym strumieniem połączył wszystkie moce w jedności.  Dzierżyła wszystkie magiczne patyki w jednej ręce. Serce szalało jej z radości.  Wkurzony Voldemort rzucał wszystkie znane mu zaklęcie  z łatwością je odbijała.  Była coraz bliżej i bliżej.  Chciała wypowiedzieć mordercze zaklęcie lecz gdy postawiła różdżkę pionowo to zamieniła się w szklany miecz, który przebił  na wylot martwą istotę. Ciała padła z głuchym trzaskiem. Wiatr rozwiał niszczące kawałki ciała Lorda Voldemorta. Nie popłynęła krew, nie wrzasnął, cisza.
Lord Voldemort nie żyje.
Laura Potter jest mordercą.
Powolnym krokiem obróciła się do martwego ciała przyjaciela. Nowa  partia łez wypłynęła na zewnątrz. Odrzuciła magiczny patyk. Upadła na kolana i przytuliła się do Eryka. Jego zimno przenikało ją.
-Czemu to nie byłam ja? – wydusiła w końcu.- Zrobiłam bym wszystko abyś znowu oddychał, powiedział moje imię.
Odrzucony miecz wyłonił swoje prawdziwe postacie.  Założyciele Hogwartu po tylu latach. Wreszcie mogą zaznać spokoju. Żyli w mroku, czekając na Laurę, która uwolni ich z nie woli. Spojrzeli na zniszczony w połowie Hogwart. Do ich dusz powróciły wspomnienia. Wreszcie w domu.
Potem skierowali wzrok na płaczącą osóbkę, przytulającą się do przyjaciela, który ją ochronił. Wiedzieli co zrobić. Unieśli ręce, z pod ich palców wydobyły się strumienie w kolorów domów. Owinęły ciało chłopaka, dając nowe życie. Nowy początek.

Potem zniknęli kłaniając się uczniom i nauczycielom życząc wspaniałego życia, które jest krótkie, i kruche.

sobota, 12 marca 2016

Rozdział 28

Nikt nie lubi poniedziałków, zwłaszcza, że zaczęła się bitwa.
 Zerwała się z łóżka i pobiegła do okna. Tłum śmierciożerców szedł na Hogwart a na czele Lord Voldemort, który podobno umarł.  Nie dajcie się zwieść to tylko Iluzja.   Z prędkością przebrała się, w tym samym czasie alarm nakazał uczniom wstać. Złapała za różdżkę i krzyknęła zaklęcia patronusa. Koń, Borsuk, wąż, kruk zaczęły okrążać tarczę. Chroniąc przed de mentorami. Wybiegła z pomieszczenia. Rycerz, który kłaniał się stał na baczność przed nią. W pokoju wspólnym trwał chaos.  Uczniowie pchali się do wyjścia bądź zabierali coś z pokoju. Ruszyła za pierwszą grupką. Dostrzegła rudzielców wyciągnąć wielki worek z skrytki.
-Zapowiada się niezła zabawa!- krzyknął Fred.
-Zabawa?!- wrzasnęła zaskoczona.
-Fajne masz księcia!- krzyknął zasapany George, mimowolnie odwróciła się i zobaczyła rycerza trzymające dumnie miecz.
Przed nawoływanie uczniów nie słyszała jak biegnie za nią. 
-Laura masz szybko skryć się na najwyższej wieży!- odwróciła się, Draco złapał ją za łokieć.
-Jest walka muszę tam być!- pokój wspólny był pusty, była ich trójka.
-Będziesz rzucała zaklęcia z góry! Twoja kolej wkrótce nadejdzie!- pociągnął ją w stronę schodów.
Tak jak wcześniej w pokoju wspólny panował chaos. Nauczyciele wykrzykiwali rozkazy, uczniowie biegli na swoje stanowiska. Duchy chowały się po kątach, aby zaskoczyć przeciwników. Irytek latał w tą i z powrotem (o dziwo ) słuchając rozkazów Minerwy. Dziewczynie brakowało już tchu, ciężko było się przedzierać przez tłum, pod prąd.  Czuła paniczny lęk, nie udało się jej. Nie odnalazła ostatniej różdżki.  Przegrają. Niech Merlin ma nas w opiece.   Ciężko było dotrzymać kroku blondynowi, musiał kilka razy ją ciągnąć. Przeklinała w duchu swoją kondycje. Znaleźli się na najwyższej wieży z zamku.
-Masz. Tu. Zostać. Nawet nie waż się ruszać na krok.- warknął  i wybiegł.
Podeszła do metalowej rury, która chroniła przed wypadkiem.  Zacisnęła palce na różdżce, gdy zobaczyła najróżniejsze. Wzrok skrzyżował się z NIM.  Wyglądał gorzej nic go sobie wyobrażała. Uśmiechnął się i dłonią pokazał swoją armię.
Era Potterów zostanie dziś ukończona.
Po jej plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz, gdy usłyszała głos Voldemorta. Syknęła z bólu, gdy blizna dawała sobie we znaki.
Mylisz się.
Tylko Potterowie znają sposób, aby uniknąć śmierć.
My jesteśmy panami Śmierci.
Czuła narastający gniew, wroga. Przełknęła ślinę. Spojrzała kątem oka na rycerza w srebrnej broi. Stał niewzruszony. Rycerz dodawał jej pewności, której teraz potrzebowała.
Czekała.
Kto zrobi pierwszy ruch.
Cisza.
Do kogo należy pierwszy ruch?
-Fred!
-Co jest George?
-Jak przeżyjemy to otworzymy razem sklep i się ożenię!
-Dobra ale ja jestem druhną! Zawsze chciałem ubrać sukienkę bez konsekwencji!
-Niebieską czy Zieloną?
-Czerwoną!- Laura parsknęła.
Podziwiała ich styl życia, wszystko na luzie. Nawet w obliczu zagrożenia nie trącą zimnej krwi. Wielki szacunek.
-Laura! Zamierzasz użyć zaklęć niewybaczalnych ?- spytał Fred.
Wzruszyła ramionami.
-Nie ma innego wyboru! Drętwotą ich niepokonany !
-A tak w ogóle to fajne masz księcia!
-George idź do diabła!
-Dobra! Mam go pozdrowić?- przewróciła oczami.
Powróciła do oglądania scenerii za barierą. Jej Patronusy dalej okrążały barierę. Dementorzy nie mogli się zbliżyć, wydawały okropne dźwięki. Po plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
Na co oni tak czekają?!

Niczego nie rozumiała.  Lord Voldemort stał i uśmiechał się jakby niby nic. Ukazując zniszczone zęby, wzdrygnęła. Coś jej tu nie pasowała. Śmierciożercy też wyglądali bardzo pewnie. Zmrużyła oczy. Próbowała dostrzec jakikolwiek szczegół, który pomógł by jej rozwiązać zagadkę.  Po chwili w rękach przeciwnika pojawiła się czarna różdżka.  Wreszcie zrozumiała.
-Padnijcie!- wrzasnęła ile sił w płucach.
Skuliła się.  Rycerz srebrnej zbroi objął dziewczynie chroniąc przez nadchodzącym piekłem. Usłyszała potężny głos Lorda – Avade Kedavra!
Bariera rozbiła się na tysiące części, ostre jak brzytwa raniąc gołą skórę.  Oszołomiona spojrzała na bliźniaków, który otworzyli parasolki i patrzyli się    na spadający na ziemie. Potem cisza. Nikt nie ruszał się. Podniosła się z ziemi. Przełknęła strach. Wiedziała co teraz się wydarzy.
-Ruszajcie- odczytała z jego ust.
Czarna chmura ruszyła na Hogwart.  Na pierwszy atak ruszyły Dementorzy. Uczniowie, nauczyciele wystrzelili swoje Patronusy w tym Laura Potter. 
-Zabawę czas zacząć- krzyknął Fred.
-Tym razem macie racje!- odkrzyknęła.
Nie było sensu rzucać zaklęć oszałamiającym jeśli one powstrzymywały na chwile. Rzucała zaklęcia niewerbalne. Zabiła ludzi, była mordercą. Pewnie ją za to skarzą na dożywocie ale chciała tylko pomóc.  Uczniowie szyli za jej przykładem. Zielony promień  przeszywał człowieka skazując go na błyskawiczną śmierć.  Serce miała ciężkie, każdy oddech sprawiał jej trudność. Jedynie rycerz od czasu do czasu pomagał jej jak leciało zaklęcie w jej stronę.  Odbijał mieczem niepożądane zaklęcia.
Słyszała wrzaski uczniów, mogła tylko zgadywać kto oberwał. Posągi wywołane przed Minerwę ruszyły do ataku. Albus ruszył przodem chroniąc ciałem swoją szkolę. Żyje? Nie wiadomo.  Zaklęcia rozświetlały mrok. Mury  trzęsły się od uderzeń olbrzymów. Zakazany los płonął.  Wielkie pająki pożerały przeciwników, wreszcie się na jedzą.  
Wszystko ją bolało. Ile może takie dziecko jak ona przeżyć na wojnie? Miała dopiero piętnaście lat! Musiała wytrzymać. Wytrzymała by gdyby ktoś nie rąbnął ją w tył głowy. Zamrugała kilkakrotnie. Rycerz włożył jej miecz do kieszeni. Iluzja

Zamrugała kilkakrotnie.  Nawet z otwartymi oczami widziała ciemność. Nie mogła się poruszyć. Kajdanki wrzynały się w skórę.  Zaskrzypiały. Przełknęła ślinę.  Zimno przenikało ją do szpiku kości. Nie  mogła sobie przypomnieć co się stało, gdzie jest, kto ją przyniósł. Jedynie zapamiętała zielony strumień lecący prosto w czarna chmurzę. W głowę miała ciężką, każdy ruch powodował ból. Modliła się, że to zwykły koszmar z którego zaraz się obudzi. Westchnęła.  Poczucie winy nie zbyt jej pomagało. Martwiła się. Czy jej przyjaciele żyją? Czy jeszcze raz ich ujrzy? Cierpieli? W jakim stanie jest Hogwart?  Tyle pytań tak mało odpowiedzi! Drewniane drzwi otworzyły się z jękiem.  Jasne światło oślepiło ją.  W  drzwiach pojawił się Lord Voldemort i Draco Malfoy. Chciała krzyknąć, cokolwiek lecz z gardła wydobył się jęk.  Chłopak o platynowych włosach patrzył na nią obojętnie jakby była zwykłym meblem.
-Jak ci się podoba twój pokój?- Lord Voldemort uśmiechnął się.
-Nie w moim guście ale ujdzie- burknęła, przez moment szarpała się z łańcuchami z marnym skutkiem.
-Draco- Lord położył dłoń na ramieniu chłopca- Miałeś racje jest bardzo uparta ale bardzo głupia.  Bardzo dobrze ją omamiłeś.
-Co- wydusiła zaskoczona.
-O to ty nie wiedziałaś?- udał zaskoczonego-  Nie dziwiło cie, że tak nagle się tobą zainteresował?
-Cóż… Myślałam, że poleciał na mój urok osobisty- przełknęła gorzkie łzy.
Ciężko jest opisać  co w tej chwili czuła. Straciła chęć do życia. Kolejna zaufana osoba ją zawiodła. 
-Chodź Draco.
Gdy byli tuż przed drzwiami, powiedziała najgłośniej jak tylko mogła:

-Draco, jesteś mordercą- po czym utopiła się w łzach. 

sobota, 13 lutego 2016

#2 Miniaturka " Pani Potter"

Za błędy przepraszam! Nie miałam kiedy poprawić, biorę się zapisanie drugiej miniaturki na drugim blogu :3 



Życie Laury Potter było trudne.
Najgorsze wspomnienia wracały w nieodpowiedniej chwili.
Każdy patrzył na nią litościwie.
Okropnie czuła się przy rudowłosy Fredzie.
Siedziała ze swoim rodzeństwem i „przyjaciółmi” w Expresie do Hogwartu, który ruszył. Do nikogo nie odzywała się. Gabriel bez żadnych oporów rozmawiał z Harry’ m, Hermioną, Ron, Ginny, George I Fredem. Czuła na sobie palący wzrok chłopaka.
Miała ochotę zwymiotować, gdy jej głupi mózg odtworzył wspomnienie pocałunku rudowłosego z jakąś blondynką.  Mimo, że nic nie czuła do niego poczuła się zdradzona. Do tego w tłumie zobaczyła Dracona, który zamarł gdy ich oczy się spotkały. Cały świat się zatrzymał. Usta zaczęły ją palić. Gdyby nie Ginny, która złapała ją za rękę aby pociągnąć do pociągu, nie wiadomo co by było dalej.
Wpatrywała się w rozmywające się obrazy za szyby. Zamknęła bezradnie oczy. Czuła beznadziejnie.  Każdy dźwięk ją irytował, każdy oddech. Miała ochotę krzyknąć „ Idźcie wszyscy do diabła!” lecz przez gardło nie przechodziło żadne słowo.
-Mamo?- otworzyła oczy i spojrzała na swoje braciszka.
Reszta „przyjaciół” przyzwyczaiła się do mówienia na nią mama, lecz czasem gdy Gabriel mówił do niej tak do  wzdrygali.
-Tak?- spytała zaspanym głosem.
Całą noc nie mogła spać, podekscytowanie brało w górę.  Wyobrażała sobie jak teraz po wielu przejściach będzie żyła z uczniami.  Z jednej strony bała się bo będzie spotykać Freda wraz z jego dziewczyną i Dracona. Za jakie grzechy?
Dzięki Hermionie, która użyczyła jej książkę „ Historia Hogwartu” jakoś zasnęła. Nawet ją polubiła.
-Idziesz spać?- przysunął się do niej.
-Tak. Będziesz mnie bronił przed demonami i innymi stworami?- kiwnął głową, zamknęła oczy i zasnęła.
Obudziło ją trząsanie ramieniem. Zaspanym wzrokiem rozejrzała się  przedziale, który był pusty  nie licząc Hermiony i Ginny.
-Wstawaj śpioszku! Musimy się przebrać, specjalnie wygoniłyśmy chłopców więc się pośpiesz.
-Ok… Już…- ubrała na siebie szaty szkolne i poczekała aż dziewczyny przebiorę dopiero wtedy mogła zawołać chłopaków.
Wychyliła głowę za drzwi, Fred, George, Harry, Ron rozmawiali przyciszonymi głosami. Pierwszy zauważył ją Harry. Kiwnął głowa w jej stronę. Wzięła głęboki oddech i z bijącym sercem podeszła do chłopców.
-Możecie iść przebrać- bez słowa ruszyli do przedziału ale Harry nagle stanął i złapał Laurę za łokieć, zmuszając aby się zatrzymała.
-Co jest?- szepnęła, bez słowa dała się poprosić w głąb korytarza.
-Nie mieliśmy pogadać- szepnął.
-O co chodzi?- spytała zaskoczona.
Siedzieli w łazience, która nie należała do największych. Zanim Harry rozpoczął rozmowę rzucił na pomieszczenie zaklęcia wyciszające.
-Chcę abyśmy po kolacji udali się do Hagrida musimy wreszcie ustalić czy jesteś moją siostrą czy nie. Nie mogę dalej żyć w niepewności.
-Ale jak? Przecież będzie ciemno do tego korytarze patrolują nauczyciela czy jakoś tak się nazywają.
-Mam pelerynkę niewidkę. Damy radę- szepnął.
-No dobra- westchnęła- Możemy wracać?
-Mogę ci zadać pytanie?- spojrzał na nią uważnie.
-Jasne…- zmrużyła oczy.
-Co łączy cię z Fredem?- zakrztusiła się powietrzem, zaczęła kaszleć.
-Skąd ten pomysł?!- spytała czerwona.
-Bo…- zająknął się- Patrzy się na ciebie cały czas, obserwuje każdy twój ruch, gdy do kogoś mówi i tak zerka na ciebie. Myślałem, że masz coś nie tak z głową ale spytałem Rona, Hermiona i Ginny… Moje obawy się potwierdziły- zmarszczył brwi.
-Nie… Mnie… Nie… Nic… Nie… łączy- teraz ona nie mogła się wypowiedzieć.
-Jeśli cię skrzywdzi- zagroził jej palcem- to będzie miał ze mną do czynienia- wybuchnęła śmiechem.-A teraz możemy już iść.



Stała z pierwszakami przed stołem nauczycieli, Minerwa McGonall wyczytywała po kolei nazwiska. Czuła się głupia przerastała całe grono dzieciaków do tego czuła na sobie dla palące wzroki. Gdy nastała jej kolej (była ostatnia, Gabriela przydzielona do Gryffindor’ u)   z drżącymi nogi podeszła do tiary przydziału. Szepty i zdziwione głosy uczniów nie pomagały jej. Zdawała sobie sprawę, że jest sensacją bo była Potter’ em jak jej młodszy braciszek.  Błagał w myślach aby nie trafiała do Slytherinu.  Musiała dopasować się do prośny Dracona.
-Czuła od ciebie bijąca odwagę, dumę… Już wiem! Będziesz idealnie pasowała do Gryffindor’ u ! – oklaski z strony lwów była najgłośniejsza jak nigdy dotąd.
Opiekunka lwów zabrała tiarę, Laura z uśmiechem usiadła koło Harry’ ego.
-Mam trzech Potterów w domu! – wrzasnął jakiś chłopak, parsknęła.
-Gratulację!- krzyknął Harry.
-Nie będę owijał w bawełnę! Życzę smacznego!- na stołach pojawiło się jedzenie przygotowane  przez skrzaty.
Zaczęła smarować sobie Tosta, zerknęła na brat, który znalazł sobie kolegów. Rozmawiał radośnie o ulubionym sporcie czarodziejów z jakiś chłopakiem o mysich włosach.
-Harry?
-Tak?- powiedział z pełną buzią.
-Czemu oni do jasnej cholery się tak na mnie patrzą?- szepnęła zdziwiona, uśmiechnął się.
-Nie codziennie siostra Pottera przychodzi do Hogwartu.- walnęła go z łokcia- A może dlatego, że jesteś ładna? A niech ktoś cie spróbuje dotknąć to tego pożałują- rzucił chłopakom ostre spojrzenia od razu odwrócili się.
-Czyli od teraz będzie ze mną 24 godziny na dobę?
-Nie  w czasie nocy, Hermiona i Ginny będą cie pilnować- Laura zauważyła, że jej „brat” mówi z czułością imię rudej. Czyżby Harry czuł coś do niej?
-To co jeszcze? Może obstawa na każdej przerwie?
-W sumie to dobry pomysł.
-Harry!
-No co!? Nie mogę się martwić o swoja siostrę?- szepnął.
-To nie  jest pewne.- mruknęła.
-I tak wiem swoje.


Chatka Hagrida mieściła się na skraju Zakazanego Lasu, przyjemnie się na nią patrzyło.  Dziewczyna poznała go, gdy wołał pierwszorocznych do łodzi (niestety ona też musiała płynąć), zrobił na jej ogromne wrażenie. Musiała unosić głowę aby na niego spojrzeć. Harry ściągnął pelerynkę niewidkę i schował mapę. Zapukał, gdy usłyszeli „proszę” weszli do pomieszczenia.
-Witaj Harry…- wielkolud zamarł.
Dwójka to zauważyła od razu zasypała mężczyznę pytania. Kieł szczeknął i powrócił do swojej łoża. Opadł na krzesło i spojrzała bezradnie na dwójkę.
-Już, już zaraz odpowiem na wasze wszystkie pytania. Herbatki?- pokręcili głową.- No dobra zaczynajcie.
-Czy Laura jest moją siostrą?- spytał Harry.

-Tak- Potterowie krzyknęli.- Zaraz wam opowiem jak to się zdarzyło…

poniedziałek, 8 lutego 2016

Rozdział 27

„Nie ma zbyt wiele cza­su,
 by być szczęśli­wym.
 Dni prze­mijają szyb­ko.
 Życie jest krótkie.
W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia,
 a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla.
 Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru.
Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś,
jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro?”

Laura Potter siedziała w bibliotece patrząc w księgę, nie pamiętała o czym czytała i nawet co. Jej myśli krążyły wokół rozmowy z Harry’ m Potter’ em. Dał jej dużo do myślenia. Zwłaszcza, że od dłuższego czasu czuła coś złego, blizna piekła ją miłosiernie. Zamknęła z trzaskiem książkę i westchnęła.  Strażniczka księg rzuciła jej ostre spojrzenie.  Wstała i odłożyła książkę na miejsce. 
Wyszła na korytarz. Objęła się ramionami i szła wolno rozglądając się na każdy obraz, posąg, ducha przelatującego obok. Uczniowie mijali w pośpiechu, jakby gonił ich diabeł.  Do jej uszu docierały szepty przyjaciół, którzy  mówili o zabezpieczaniu artefaktów.
Nauczyciele bardzo szybko dowiedzieli się o „spisku” uczniów, nie byli zadowoleni z tego powodu bo to do nich należy to zadania. Lecz Krukoni wysunęli takie argumenty, że zamknęli jadaczkę nauczycieli, z niezadowoleniem zaczęli pomagać.
Nawet Severus Snape, który pod swoje skrzydła dwie młode gryfonki, pod jego okiem stawały się coraz lepsze.  Bliźniacy udoskonali z krukonami własne wynalazki.  Kilku ślizgonów założyło Gwardie Dumbledore aby uczyć każdego chętnego do obrony czarnej magii. Laura też do niego należała była ona nauczycielem, jako jedyna potrafiła wyczarować patronusa z młodym wieku.
Puchoni z resztą radą pedagogiczną zaczęli ukrywać magiczne przedmioty w pokoju życzeń, to zadania mogło wydawać się łatwe ale było bardzo trudne. Bo tylko czyste serce puchona mogła ukryć coś cennego.
 Duchy pod okiem Irytka uczyło się brzydkich psikusów, które kosztowały życiem. Na przykład spadające szafy znikąd, latające miecze, iluzja strasznych zwierząt.
Idąc dalej usłyszała jak mała ślizgonka mówi starszej koleżance, że podsłuchała jak nauczycieli rozmawiając ze sobą, nie chcą popełnić tego samego błędu co kilkadziesiąt lat, dlatego pomagają uczniom.
Albus Dumbledore cały czas jest na najwyższej wieży w Hogwarcie  wmawiając zaklęcie obronę, który zwykły czarodziej nie zna.  Zdarzyło się, że nie było na żadnych posiłku.
Wielka Sala musiała zostać powiększona kilkakrotnie, bo wszystkie magiczne szkoły jakie istnieją wzięły sobie  do serca powagę sytuacji i ruszyły na pomoc Hogwartowi.  Każdy zdawał sobie sprawę, że Hogwart mógł nie przeżyć kolejne ataku sam-wiesz-kogo. 
Trzeba czasu aby dawna magia wróciła na swoje miejsce, teraz jest za bardzo słaba.
Szkoła nigdy nie była taka przepełniona! Wszystkie nieużywane klasy zostały wypełnione uczniami z zagranicy, nieznane przez nikogo pokoje stały się sypialniami.
 Uczniowie Hogwartu ciepło przyjęli nowych przybyszów, niektórzy nawet znaleźli miłość, która przyszła zaskoczenia
Laura uśmiechnęła się.
Uczniowie jak nauczyciele znaleźli wspólny język, nawet Hagrid, który nie był pewien tego pomysłu, ale gdy zobaczył   Madame Maxime od razu zmienił zdanie. Miłość kwitła wokół wszystkich nawet pani Potter.
Robiła już któreś kółko ale zbytnio to jej nie przeszkadzało. Musiała pomyśleć.  Zwłaszcza, że musiała odnaleźć różdżkę Gryffindor’ u.
Magiczny patyk Roweny znalazła przypadkiem. Poszukiwała w historii Ravenclaw (pożyczyła jej książkę krukonka) jakikolwiek informacji. Siedziała do późna wieczorem,  przesuwała zamglonym wzrokiem po kartkach, szukając wskazówki. Gdy  powiedziała "dość"i trzasnęła książką usłyszała dziwny dźwięk.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Podniosła księgę i zaczęła ją pukać. Gdy  znalazła ten dźwięk, obróciła książkę tak, że grzbiet księgi miała tuż przed nosem. Zmrużyła oczy. Dostrzegła nitkę, która była kluczem do skarbu. Najdelikatniej jak tylko mogła pociągnęła nitkę. Wzięła głęboki oddech, w środku szalała z radości.
Znalazła różdżkę schowano w grzbiecie książki. Od razu wyciągnęła swoją i przyłożyła.

Jak zwykle nic się nie działo a potem wiązką niebieskiego światła objęła dwa magiczne patyki. Zamknęła oczy po światło raziło ją w oczy, gdy je otworzyło zastała tylko jej różdżkach. Uśmiechnęła się szeroko jak tylko potrafiła. Połowa różdżkę na szafkę. Podeszła do szafy i wyciągnęła pidżamę. Przebrała się i wskoczyła do łóżka. Szczelnie przykryła się i zamknęła oczy. Sen przychodził z trudem bo walczyła z podekscytowaniem....
-------------------------------------------------------------
Zdaje sobie sprawę, że rozdział jest krótki, ale on jest wstępem do czegoś dużego a nie chciałam do w tym rozdziale zaczynać. :) 

poniedziałek, 1 lutego 2016

Rozdział 26

To są jakieś żarty!
Ja chcę się obudzić!
Budź się.
Budź się
Budź się do jasnej cholery bo ogolę się na łyso.
Chyba podziałało…
Obudziła się z krzykiem.  Nie mogła zrozumieć gdzie się znajduje. Nerwowo szukała różdżki, która była szafce. Zabrała ją i wybiegła z pomieszczenia. Na korytarzu było dużo uczniów, spojrzeli na nią zaskoczeni. Wydarzenia z przed tygodnia uderzyły ją prosto w twarz. Straciła równowagę, gdyby nie puchon stojący najbliżej dziewczyny, mogła sobie coś zrobić. Spojrzała na niego zaskoczona.
-Nic ci nie jest?
-Draco- szepnęła gdy zobaczyła zimne niebieskie oczy i chłopaka.
Wyrwała się i pobiegła przed siebie ani razu się nie odwracając.
Przeszukała każdy kąt w Hogwarcie lecz nigdzie nie mogła go odnaleźć jakby nie chciał zostać odnaleziony. Westchnęła zirytowana . Pomyślała gdzie jeszcze nie była. Pokój Życzeń. Walnęła się w czoło całkowicie zapomniała o tym pomieszczeniu.
Żwawym krokiem szła przez korytarze. Uczniowie kiwali jej głowami na przywitanie, inni szeptali. Nie jest codziennością, żeby czarodziej wygrywał ze śmiercią. Przeszła trzy razy przed ścianę aż ukazały się jej drzwi. Wzięła głęboki oddech i popchnęła drzwi.  Rozejrzała się po pomieszczeniu. Było w kształcie kwadratu. Na półkach leżały stare księgi, po środku kanapa, na boku ściśnięte stare lustro, ściany w kolorze beżu i dwa okna naprzeciwko wejścia. Zamknęła za sobą drzwi i weszła do pomieszczenia. Poczuła ukłucie żalu. Bardzo chciała znaleźć Draco, usłyszeć jego głos…   
-A ze mną się przywitasz?- odwróciła się do nadawcy, w lustrze stał Harry Potter wyglądał młodzież niż ostatnio gdy go widziała.
-Przepraszam ale moja głowa ma niepożądane myśli- usiadła przed lustrem, Harry zrobił to samo.
-Jakie?
-Wojna, Sam-wiesz kto, przyjaciel.. Dużo by wymieniać- westchnęła.
-Eryk to dobry człowiek- powiedział po dłużej chwili, spojrzała na niego zaskoczona.
-Rzucił we mnie zaklęciem niewerbalnym, ufałam mu… Ja go… nawet kochałam ale to nie była prawdziwa miłość, to była iluzja.
-A czym jest prawdziwa miłość? Spotkałaś ją?
-Tak i nie, nie wiem- złapała się za głowę.
-Jak to nie wiesz?- spytał „zaskoczony”- To proste.
-Właśnie, że nie- westchnęła.-Nie męcz mnie proszę.
-Niech ci będzie. Porozmawiajmy o pogodzie- skierowała swój wzrok na okno gdzie pogoda się psuła jakby nie wiedziała co ma się nie długo stać.
-Pomóż mi- szepnęła- Nie wiem gdzie mam szukać, nie mogę, nie wiem, help mi- mówiła coraz bardziej zdesperowana.
-Lauro masz w sobie krew Potter’ ów a oni zawsze wiedzą co mają robić. Nie mogę ci powiedzieć gdzie są ale … Są bliżej niż myślisz.- szepnął i zniknął.
-Ale ja nie rozumiem!- wrzasnęła- Harry!
Po jej policzkach popłynęły bezradne łzy.
Jakie grzechy Merlina?!
Wytarła łzy i zastanowiła się „ Są bliżej niż myślisz”. Co to może znaczyć? Co jest blisko mnie? Biblioteka? Książki? Może mam tam szukać? Kolejny raz westchnęła. Złapała się za brzuch gdy pokazał, że on też potrzebuje uwagi. Wstała i podeszła do okna. Mogła zgadywać, że jest pora obiadowa. Wyszła z pokoju życzeń , pod kurtyną włosów szła jak cień przez korytarze, Otworzyła drzwi od Wielkiej Sali, nikt nie zwracał na nią uwagi na szczęście. Zjadła obiad i wyszła z pomieszczenia tak szybko, że nikt nie skapnął się Laura była w Wielkiej Sali. Jedynie chłopak o platynowych włosach uważnie obserwował dziewczynę. Jego serce skute lodem zaczęło boleć. Laura nie zdawała sobie, że on umiera od środka.
Niespodzianka ja też mam uczucia.
Weszła do salonu Gryffindor, instynkt podpowiadał jej, że coś jest nie tak. Nie chodziło tutaj o wygląd tylko czuła zapach różnych substancji. Zmarszczyła nos. Mogła tylko niektóre z zapachy skojarzyć.
Śmierdzące bomby, trutka na szczury, chyba fasolki wszystkich smaków.
Wzruszyła ramionami i podeszła do posągu rycerza. Ukłonił się i wyjawił wejście. Zamknęła za sobą drzwi. Weszła do pokoju. Uśmiechnęła się wszystko było na swoim miejscu. Było tylko strasznie zimno, zamknęła okno i położyła się na łóżku.  Lumos i Nox pohukiwały radośnie. Jeszcze szerzej się uśmiechnęła. Patrząc na sufit rozmyślała.
Gdyby była zwykłą nastolatką to co bym robiła? Dążyła do popularności? Zaliczyła po kolei chłopców? A może byłaby zwykłą cichą myszką, która została wrzucona w wir wydarzeń? A może.. A może.. Właśnie, a może.
-Panienko?- usiadła prosto.
-Zgredek- szepnęła, smutny skrzat usiadł koło pani- Gdzie Mrużka?
-Ona…- wychlipał- Umarła. Odeszła tydzień temu, długo służyła rodzinnie Potterów.
-Mrużka- szepnęła po jej Polikach poleciały gorące łzy.
Skrzat nie ukrywał swoje smutku, płakał razem z panią. Mrużka na zawsze zostanie w ich sercach.
-Zgredek musisz mi coś obiecać.
-Dla Laury Potter Zgredek zrobi wszystko.
-Nigdy mnie nie ratuj.


Albus  po kolacji kazał uczniom zostać w Wielkiej Sali, wszyscy oprócz Laury wiedzieli co się działo przez ten tydzień gdy ona była nieprzytomna.
- Każdy gość na tej sali będzie tutaj zawsze mile widziany, jeśli zechce nas odwiedzić w przyszłości. Powtarzam wam wszystkim jeszcze raz: skoro Lord Voldemort powrócił, będziemy na tyle silni, na ile będziemy zjednoczeni, i na tyle słabi, na ile będziemy podzieleni. Lord Voldemort posiada wielki talent siania niezgody i wrogości. Możemy mu przeciwstawić tylko równie silne więzi przyjaźni i zaufania. Niczym są różnice w zwyczajach i języku, jeśli mamy takie same cele i otwieramy przed sobą serca. Jestem przekonany, a jeszcze nigdy tak bardzo nie pragnąłem się mylić, że czekają nas bardzo ciężkie i trudne czasy. Niektórzy z was już ucierpieli z rąk Lorda Voldemorta. Wiele waszych rodzin doznało bolesnych strat. Nie cały tydzień temu straciliśmy jednego z waszych kolegów. Zapamiętajcie Eryka Filcha. Został on przeciągnięty na złą stronę lecz walczył po stronie dobra. Pamiętajcie o nim, gdy nadejdzie czas, w którym będziecie musieli wybierać między tym, co słuszne, a tym, co łatwe. Zapamiętajcie, co stało się z tym dobrym, uprzejmym i dzielnym chłopcem, gdy stanął na drodze Lorda Voldemorta. Pamiętajcie o Eryku Filchu jako sprzymierzeńcem Hogwartu. *
Wszyscy gapili się na dyrektora zaskoczeniem, tylko nie wiele uczniów  „znało” prawdę ale czy by na pewno?
Laura jako pierwsza wybiegła z Sali, było to dla niej za wiele. Śmierć skrzatki  i do tego najlepszego przyjaciela.  Pobiegła na najwyższą wieżę w Hogwarcie. Wiatr bił ją po twarzy, deszcz obmywał łzy. Nie myślała racjonalnie.  Chciała aby to był koszmar, z którego zaraz się obudzi. Złapała w obie dłonie za barierkę. Nie mogła oddychać, nie mogła myśleć, nie mogła już nic czuć, jedynie samobójstwo będzie dobrym rozwiązaniem.
Śmierć  jest łatwa, prosta,  życie jest trudniejsze.
Przerzuciła jedną nogę przez barierkę, nie wiele widziała. Ubranie kleiło się do ciała, łzy zasłaniały ponury świat.
-Przepraszam-szepnęła do wiatru, który zabrał jej słowa do najdalszego zakątku planety.
Druga noga za barierką, wystarczyło puścić ręce i spaść prosto w objęcia śmierci.
Spojrzała przed siebie.
-Lauro!- usłyszała wrzask.
Potem nie kojarzyła faktów, silne objęcia zabierają ją od pięknej śmierci, która była z tego powodu niezadowolona.  Upada z kimś na plecy, czuje ciężąc na piersi, ciepło drugie ciała ogrzewają. Oddech nieznajomego zrównuje się z jej.
-Czemu chcesz odebrać sobie życie gdy cie potrzebuje?- zaśmiała się.
-Nikt mnie nie potrzebuje, jestem bezużyteczna- mówiła obojętnym głosem patrząc na zimne niebieskie oczy, które płakały.-
A może to przez deszcz?
-  Mam dość udawania, że mogę żyć bez ciebie. Nie rozumiesz? Nie widzisz, że to mnie zabija?**- wrzasnął jej prosto w twarz, zamarła- Lauro, jestem potworem, który potrafi ukazywać uczucia. Jakim jestem potworem?
-Moim.- szepnęła i złapała go za twarz, w pocałunku pokazała jak jej żal, smutek, cały stres, on odwzajemnił z podwójną siłą.
Deszcz zamienił się w grat, który bezlitośnie smagał chłopaka po plecach.
Miał wszystko gdzieś. Miał dość udawania swoich uczuć.  Ile razy będzie musiał walczył o to co kocha? Kogo wybierze mamę czy ukochaną?

------------------
Końcówka trochę słabo mi wyszła ale nie wiedziałam jak ją zakończyć ;-; Ale rozdział mi się podoba mam nadzieje, że wam też. :D
PS. Od następnego rozdziału akcja zacznie się dzień przed wojną.
*Wypowiedź Albusa na uczty pożegnalnej, została trochę zmieniona J

**  Cytat z Dar Anioła, mówił to Jace’ s  do Clary (Polecam )

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział 25

DRACO
Po paru minutach spotkali się przed pokojem życzeń  gdzie czekał na nich puchon, którego imienia Draco zapomniał. Bez słowa weszli do pokoju. Siedziało w nim połowa domu Slytherinu i Hufflepuff.
-Co macie?- spytał Zabini.
-Lusterka pozwalające się na kontaktowanie z bardzo dużej odległości.  Kulki, które gdy się przeczepią potrafią ze swoich igieł wydzielić truciznę. Powiedział nam to Krwawy Baron. Pyłek, który myli wroga z przyjacielem, bardzo pomysłowe. To byłoby na tyle – wzruszył ramionami kończąc swoją wypowiedź.
-Dziś bardzo mało zebraliśmy.
-Mieliśmy mały problem z kotką woźnego. Piotrek walnął zwierzaka drętwotą  aby się zamknął bo miałczał głośno. Bez tego kota musieliśmy się zbierać przez co połowa rzeczy, które mieliśmy przygotowane zostały w klasie. Nie możemy tam iść bo woźny tam grasuje.  Jeden z naszych nie zdążył uciec przez co ma szlaban i idzie z Hagridem do zakazanego lasu. Jest bardzo duży plus bo potrzebujemy kwiatu śmierci a rośnie tylko w zakazanym lesie. Tylko ten chwast lubi dziewczyna więc Katarina powinna wrócić i oznajmić nam, że dostała szlaban bo jedynie ona wie jak wygląda no jeszcze Potter. A jest tymczasowo nie dostępna- kiwnął głową Zabini.
-Ile rzeczy jest w klasie?
-20-30 nie wiemy do czego służą ale jest szansa, że mogą się przydać.
-To Ślizgoni pójdą je przejąć a wy róbcie co macie robić- wykrzyknął rozkaz Draco.
Chłopak zaczął zwoływać po kolei kolegów, którzy mają coś w tych pustych głowach i wyszedł na korytarz. Musieli uważać na Irytka, który uwielbiał   kablować na uczniów, przez co wszystkie jego występki nie były tak surowo karane. Chociaż uczniowie uwielbiają mówić „ Irytku bo zaraz zawołam krwawego Barona!”
-Smoku…
-Draco debilu, czy tak trudno nauczyć się mojego imienia? Przyjaźnimy się od dziecka.- chłopak o platynowych włosach prychnął. 
-Owszem.
-Mów.- przewrócił oczami.
Nie miał ochoty na żarty, zwłaszcza, że sam-wiesz-kto chciał go widzieć. Myślał, że dał mu już spokój. Właśnie myślał… 
-A jakby tak na mówić duchy aby zrobiły parę psikusów ?
-Rozwiń swoją odpowiedź.
-Można byłoby namówić Irytka aby on nauczył duchy do paru bardzo brzydkich żartów-  uśmiechnął się tajemniczo.
-To jest genialne! Czemu wcześniej o tym nie pomyślałem?
-Może dlatego, że jesteś blondynką?- rzucił sugestie Zabini.
-Wole być blondynką niż murzynem, którego nie trudno odkryć.
-Rasista.
-Murzyn.
-Tleniona Fretka.
-Idiota.
-Możecie już skończyć?! Mamy dużo pracy- zbeształ ich perfekt Slytherinu.
-Sorry- mruknęli.
-To pójdziesz do niego? Nie paja do mnie miłością odkąd naskarżyłem na niego staremu dziadowi.
-Dobra, dobra ale stawiasz mi kremowe piwo!
-Ja nie stawiam ja daje!
-Zboczeniec- mruknął.
-Dziękuje staram się.
Obrócił się na pięcie i zaczął poszukiwania nieznośnego ducha.  Nie wiedział gdzie mógłby go znaleźć.  Do tego musiał uważać woźnego. Dostanie szlabanu  byłoby złym pomysłem zwłaszcza, że  dziś odbywało się spotkanie z śmiercożercami. Przełknął ślinę. Nienawidził ich z całego serca. W swoim krótkim życiu widział tyle cierpienia, że zadał sobie pytanie „ Ile jeszcze wytrzymam?”. Westchnął. Hogwart jest jedynym miejscem gdzie czuje się bezpieczne. Nie musiał patrzeć na martwe oczy Voldemorta.  Nie musiała użyć zaklęć niewerbalnych. Nie musiał martwić o każdy niewłaściwy ruch, który ktoś inny może wykorzystać. Mógł być sobą. Draco Malfoy czuł się dobrze w Hogwarcie i uroczyście przysięga, że będzie go chronił nawet za cenę życia.
-Irytek!- szepnął.
-Kto woła Irytka?
-Zbliż się a powierzę ci zadania, które z chęcią dokonasz.
-Co może mi zaproponować zwykły uczeń? 
-Jestem śliz gonem, który uwielbia przekręty- duch przybliżył się zaciekawiony-  Wiem dobrze, że masz parę wtyków u innych duchów i chcę abyś nauczył ich wiele sztuczek, które mogą się przydać.
-A co z tego będę miał?
-Będziesz mógł… wyżyć się na śmierciożercach, robić kawały, które przekroczą wszelkie granice…
-Irytek nie zrobi tego bo jakiś uczeń go o to prosi tylko, że on to wymyślił!- Draco przewrócił oczami.
-Niech ci będzie. – machnął ręką.
Do jego uszu dotarło miauczenie. Mruknął przekleństwo. Kota woźnego ona jest jak radar. Widzi wszystko.  Duch przetarł radośnie ręce. Draco spojrzał gdzie pchlarz się znajduje i pobiegł w przeciwną stronę.
-Stój!- wrzasnął woźny.
-Po moim trupie!- mruknął.
Odnalazł przyjaciela, który uniósł jedną brew. Lecz nic nie powiedział. Dał czas chłopakowi na odsapnięcie i wtedy zapytał :
-Czemu tak biegłaś piękna gazelo?
-Woźny mnie gonił, lepiej się spieszcie pewnie ten jego pchlarz zaraz tu przyjdzie i da nam szlabany.
-Słyszeliście! Zbieramy się!- chłopcy mruknęli cos w odpowiedzi i zaczęli zbierać się jak najszybciej.
-A to też mam brać?- spytał chłopak o rudej czuprynie.
Wskazał na pudełko wielkości szczeniaka, które miało dziwny odcień zieleni. Draco przyjrzał się temu uważnie gdzieś już to widział tylko nie pamiętaj skąd…
-Wszystko- powiedział Zabini.- Macie już wszystko?
-Ta jest!- odpowiedzieli chórem.
-To zbieramy się.-machnął ręką.
Gdy ruszyli w stronę domów Ravenclaw Zabini dłonią zatrzymał Draco, który spojrzał na niego zaskoczony.
-Idź wolniej- gdy odległość pomiędzy uczniami powiększyła się na taką skalę, że nie było ich słychać Zabini rozpoczął rozmowę- Masz jakiś pomysł jak dostaniemy się do Zakazanego Lasu? Od razu nas zauważą.
-A zaklęcie kameleona? Od zawsze było skuteczne- pokręcił smutno  głową.
-Przestało już działaś, zaklęcia są za silne. Potrzebujemy czegoś starszego od tych czarów!
-Daj mi pomyśleć…
-Tik tak. Draco północ już tuż, tuż.- westchnął.
-A jakby tak… Wiem! Musimy iść do pokoju Laury.
-Po co?
-Zaraz ci powiem- zaczął biec w stronę Gryffindor.
-Nawet jak wejdziemy do salonu i tak  nie wejdziemy do jej pokoju za Chiny!- zatrzymał się.
-Masz rację- postukał się po brodzie- Potrzebuje miotły natychmiast.
* * *
-Powiesz mi wreszcie o co chodzi?!- burknął  wkurzony od  niewiedzy Zabini.
-Laura mieszka o tam- wskazał palcem jedną z okiennic- Gdy miała  nie sprawne nogi, przylatywałem miotłą. Miejmy nadzieje, że mam otwarte okno jak nie to trzeba będzie użyć zaklęcia.
-Trzeba było tak od razu- prychnął.
Wsiedli na miotły i odepchnęli. Wiatr smagał ich po twarz lecz czuli zadowolenie od bardzo dawna nie usiedli na miotle bez żadnych zobowiązań. Byli tylko oni.  Stanęli przed właściwym oknem. Czarnoskóry rzucił zaklęcia Alohomora i otworzył okno tam aby mogli wejść.
Jej pokój wyglądał jak nikt w nim nie mieszkał od dłuższego czasu. Łóżko idealnie posłane, na półkach oraz biurku nic nie stało,  nie było żadnych oznak, że ktoś w tym pokoju mieszkał. Blaise rozejrzał się zaciekawiony.
-To czego szukamy?- spytał.
-Pelerynki niewidki.- położyli miotły na parapecie.
-Upadłeś na łeb, stary- powiedziała co myślał.
-Widziałem jak ją używa i tak ona istnieje więc się rusz. Nie wiem kiedy jej rycerz ogarnie, że tu jesteśmy.   A nie chciałbyś mieć przy gardle miecza.- kiwnął głową.
-A nie prościej użyć zaklęcia.- wzruszył ramionami- Accio Pelerynka niewidka- nic- Zawsze można było spróbować.
W milczeniu  przeszukali każdy kąt pokoju, nie obyło się bez chichotów Zabini, gdy trafił na bieliznę dziewczyny. Draco rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie. Odłożył majteczki w kropeczki na miejsce i powrócił do poszukiwań. Po paru minutach odnaleźli czego szukali.  Chłopak o platynowych włosach rozłożył pelerynę niewidkę.
-Jak to działa?- zmrużył oczy.
-Ubierała to na siebie i już- zarzucił na siebie pelerynę- I chyba się udało .
-Wow.- Zabini patrzył na to wszystko zszokowany.
-Nie lamp się jak debil tylko chodź! Musimy to odłożyć i zjeść kolacje. To może być ostatnia w naszym życiu.
***
Zakazany Las jak na złość musiał wyglądać jeszcze bardziej straszniej. Każdy cień wydawał się podejrzany. Ubrani pod maską szli w ciemność. Nie mogli użyć zaklęcia bo mogli się okryć hańbą. Światło jest dla tych dobry, ciemność zarezerwowana była tych złych. Znak na ramieniu palił ich bezlitośnie. Gdy zbliżali się coraz bliżej celu ból nasilał się.  Dziękowali w Bogu za te maski, mogli ukryć przerażeniem. Wzrokiem odszukał ojca w tle śmierciożerców.  Gdy ujrzał zimne niebieskie oczy mógł odetchnąć z ulgą, wszystkie nieudane próby spadały na jego ojca nie na niego. 
-Witajcie moimi przyjaciele!- rzekł Voldemort.
Ta jasne.. a ja jestem mężem woźnego.
-Zebraliśmy się tutaj…
Aby zebrać pieniądze na operacje twojego nosa…
-Musieliśmy dokonać paru dokonać…
Aukcji gdzie dokonamy sprzedaży jakiś drogocennych rzecz na nos…
-Jesteśmy najsilniejszą armią…
Mam te nos! Mam te nos! Pójdę i sprzedam goooo!
-Już za nie cały tydzień przejmiemy Ministerstwo a potem Hogwart!
Wyjdę i roztrzaskam drzwi! Że co kurwa?
-Draco podejdź tu do mnie.
Na gacie Merlina, już po mnie.
Posłusznie podszedł do Voldemorta, który ukazał szereg zepsutych zębów. –Słucham panie- uklęknął.
Te karaluchy przypominają mi ciebie.
-Zadanie, które ci powierzyłem zostanie zmienione.
-Jakie mi panie powierzysz zadanie  to je spełnię, nawet za cenę życia.
-Jest z ciebie dobry sługa, nie otrzymasz Cruciato ale twój ojciec je otrzyma! Crucio ! – usłyszał wrzask ojca, mimowolnie drgnęły mu kąciku ust.- Miałeś do końca wakacji zabić Pottera ale zrobisz to podczas wojny, która będzie za dwa tygodnie.- przełknął głośno ślinę, tego się nie spodziewał.- Jeśli tego nie zrobisz twoja matka umrze. Rozumiesz?
-Tak, panie- ukłonił się.
-To na dziś koniec, spotkania. Wybaczcie, że tak krótkie ale moja osoba będzie ci bardzo zajęta.
Klejeniem nosa, malowaniem nosa, dłubaniem w nosie, dla każdego coś ciekawego.
Voldemort zanikł z czarną mgłą wokół niego. Śmierciożercy ruszyli za panem. W zakazany lesie została tylko dwójka śliz gonów, którzy patrzyli na siebie przygnębiająco. Dziś obyło się bez ofiar, o dziwo. Obrócili się na pięcie i ruszyli do bezpiecznego domu pod pelerynką niewidką.
-I co teraz?- spytał Zabini- Nie zrobisz tego, prawda?
-Nie. Będę musiał ją unikać, zacząć obrażać. Znów być dawny, Draconem Malfoy.
-Zdajesz sobie sprawę, że będziesz ją ranić?
-A mam inne wyjście?
-Zawsze jest wyjście, tylko my nie wiemy gdzie one jest, dopóki je nie znajdziemy.
-Ale z ciebie filozof- mruknął.
-Szkoda, że nie możemy uciec jak najdalej i mieć święty spokój.
-Ja nigdy nie ucieknę.- przypomniał sobie słowa jakie zawarł w przysiędze o obronie Hogwart- Tu jest mój dom i będę go chronić.
-Tam gdzie ty to jestem i ja. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.
-Dzięki stary.
-Od tego są przyjaciele!
=============================================
Mam te nos!- Zaliczony.
Rozdział zabawny- Zaliczony.
Brak Laury więcej Draco- Zaliczony.
Komentarze pod rozdziałem- Oczekiwanie.
 Rozdział całkowicie został poprawiony :)

#`1 Miniaturka "Pani Potter"

ZANIM PRZECZYTASZ :
*Akcja dzieje w czasie Harry’ ego Pottera.
*Laura w jakiejś części jest spokrewnią z Harry ‘m (wszystko wyjaśni się później)
*Laura ma młodsze rodzeństwo: Alicja (8 lat) i Gabriel (11 lat) – Laura ma 16 lat.
*Głównymi postaciami są: Fred, George, Ronald- Weasley, Hermiona Granger, Harry Potter, Alicja, Laura, Gabriel- Potter
*Akcja dzieje się w Hogwarcie, domu Malfoy, Zakonie Feniksa, na Pokątnej.
*Przyjaciele mówią do niej Lara.
*Weasley i Potter mieszkają w domu Syriusza.
*Osoby nie żyjące to: Albus Dumbledore,  Syriusz Black, Zgredek.
*Szpiegiem jest Severus Snape i Draco Malfoy (nikt nie wie o tym fakcie).
*Alicja, Gabriel, Laura „mieszkają” na dworze Malfoy jako więźniowie (nie znana jaka jest przyczyna ich złapania) znajdują się tam 6 miesięcy.
*Wydarzenie rozpoczyna się latem.
*Pochylonym drukiem Lara opowiada ze swojej perspektywy (mówi o uczucia itp.) a zwykły druk (czyli teraz jakim piszę) to narrator w trzeciej osobie J
*Nie wiem dokładnie ile powstanie części miniaturki. Jeśli wam takie coś się podoba stworzę o Alecu i Kin :D

TERAZ MOŻESZ CZYTAĆ:
Myślałam, że życie jest idealne…
 Miałam mamę, tatę, kochające rodzeństwo.  Nawet chłopaka. Chodziłam do rosyjskiej szkoły, byłam pilną uczennicą. Zawsze przestrzegałam zasad. Lubiana w szkole przez uczniów jak nauczycieli. Pieniędzy zawsze pod dostatkiem. Czego chcieć więcej? No właśnie.
Opowiem trochę o sobie.  Moim wielkim atutem są niemożliwie duże oczy, jako jedyna w rodzinnie Potterów miała zielone oczy i czarne jak noc włosy. Moja najdroższa Alicja jest podobna do mamy. Szarawe oczy, mysie włosy.  A Gabriel? Do taty. Blond włosy i błękitne oczy.  Ja nie pasowałam do reszty. Miałam inny kolor włosów i oczu. Byłam inna. Mówili mi, że jestem podobna do babci, której nigdy nie poznałam.
Nie miałam za wielu pasji. Moje życie toczyło się kołem dom- szkoła -randki-dom- szkoła i tak cały czas. Aspen był moją miłością życia.  On pokazał mi jak wyrwać się z rutyny.
Czemu mówię w czasie przeszłym?
Bo to przeszłość.
Ubrana w spodnie, koszulkę i skórzaną kurtkę czekałam na Aspena. O godzinie piętnastej reszta rodziny zbierała się na obiad. Złapałam za jabłko i skierowałam się do drzwi z nadzieją, że mój ukochany stoi za drzwiami. Nadzieja matką głupich.
Na podwórku stało kilkanaście zakapturzonych postaci, teraz wiem, że zwą się śmierciożercy. Jeden z nich pchnął mnie na szafę, nie mogąc złapać równowagi upadłam na podłogę. Otumaniona słyszałam z kuchni dobiegające krzyk. Próbowałam wstać z marnym skutkiem, wrzaski rodziny dudniły mi w głowie. Nie wiem po jakim czasie nastała cisza, która była gorsza od wrzasków. Silne ramiona łapią mnie i otaczają. Byłoby to przyjemne ale w innej sytuacji. Kątem oka dostrzegłam jak dom się pali, mrugałam starając się nie tracić kontaktu z rzeczywistością. Miałam jeden cel: odnaleźć rodzeństwo.  Organizm przejął nade mną władzę. Przed utraceniem przytomności zobaczyłam zimne niebieskie oczy, wpatrzone we mnie.
Obudzona z koszmaru znalazłam się w lochu. Spojrzałam na boki. Rodzeństwo przytulone do siebie.  Wszędzie kraty i ciemność, jedyna pochodnia dawała ciepło, i światło. Na rękach ciężkie kajdanki.  Łańcuchy dawałaby małe pole popisu.  Westchnęłam.  Wyznaczyłam sobie kolejny cel: wydostać rodzeństwo.
Podeszłam do rodzeństwa, które patrzyło na mnie z przerażeniem. Alicja z drżącą ręką wskazała na moje czoło dotknęłam opuszkami palca, poczułam lepką maź. Z rany sączyła się krew.
-Gdzie rodzice?- zadałam głupie pytanie.
-Nie żyją- szepnął Gabriel. 
Oficjalnie zostałam głową rodziny. Ściągnęłam kurtkę, która  wewnątrz miała puch.  Zmęczeni ułożyli się na kurtce i zasnęli. W duchu cieszyłam się, że nie muszę mówić kłamstwa „ Wszystko będzie dobrze”, „Wydostanę nas stąd”. Nie miałam różdżki. Byłam bezbronna. Nie przyjemny dreszcz przeszedł mi po plecach. Mogli mi wszystko robić. Czarne myśli ogarnęły mój umysł. Wszystko.

Gdybym miała jakieś ostre narzędzie zabiłam bym się. 
Ile może przeżyć 16-latka?  Co kilka dni zabierana do obcego pokoju aby facet mógł się zabawić.  Całe jedzenie, które dostaje oddaje rodzeństwu.  Skóra robi się przezroczysta, nie miał przezroczysta. Wystające kości.  Ciało pokaleczone. Włosy wypadają garściami.  Chłód przenikający kości. Każdy ruch wydawał się męczarnią.
Straciłam nadzieje, że ktoś nas uratuje. Jedynie chłopak o błękitnych oczach dotrzymuje mi towarzystwa gdy ma wartę przy nas. Gdy tylko może przynosi nam jedzenie i ubrania. Nawet potajemnie leczył wszystkie rany jakie odnosiłam na górze. Udało mu się tego na górze przekonać abyśmy mogli się przebrać.
Jak miło.
  Ciężko było dopasować ciuchy na moje rodzeństwo  zwłaszcza, że połowa populacji to mężczyźni. Z tego wywnioskowałam ubrania mam chłopaka o platynowych włosach. Tak go nazywam, nigdy nie powiedział mi swojego imienia, zawsze milczy.  Jak zwykle o godzinie osiemnastej w czwartek (usłyszałam od jedynego faceta, że zamienił się z niebieskookim na zmiany i ma w czwartek) przychodził.

Siedziała oparta o ściana, która swoim chłodem otumaniała ból.  Rodzeństwo jak zwykle siedziało cicho, przytulone do siebie. Uśmiechnęła by się gdyby miała siły. Patrzyła tępo w przestrzeń.   Znała każdy skrawek pomieszczenia. Każdą mysz, która uciekała do swojej norki za szkieletem.  Przymknęła powieki. Otwarte czy zamknięte i tak widziała ciemność. Usłyszała znajome kroki. Nie otwierając oczu, próbowała zgadnąć gdzie się on znajduje. Wymyśliła  zabawę, która była jedyną rozrywką.
-I tak wiem, że nie śpisz- mówił przyciszonym głosem, poczuła jak jego żar ciała  przenika jej zmarznięte ciało, był blisko.
Otworzyła jedną powiekę potem drugą. Niebieskooki uśmiechnął się smutno i z bluzy wyciągnął kanapki. Podał jej do ręki. Kanapki zapakowane w przezroczystą folie, chłopak zrobił trzy. Dwie oddałam rodzeństwo a trzecią podzieliłam na pół aby Alicja i Gabriel mieli po równo.
-Musisz coś jeść.
-Najpierw oni potem ja- wypowiedziała zasadę, którą przestrzegała odkąd tu była.
-Jesteś uparta- kiwnęła niewidocznie głową- Ale musisz coś zjeść- wyciągnął z kieszeni bluzy kanapkę- Jedz- warknął.
Ściskało ją w żołądku. Dawno nie czuła smaku sera. Gdy chłopak o platynowych włosach nie widział oddawała swoją porcje rodzeństwu. Gdy zjadła poczuła się błogo. Na ile jej siło starczyło to na tyle uśmiechnęła się. Zdenerwowany poprawił kaptur.
-Czemu nas tutaj trzymają?- szepnęła.
Patrzył jej prosto w oczy. Odpowiedzi jak zwykle nie dostała. Próbowała odnaleźć wygodniejszą pozycje, lecz ściana i podłoga jak na złość  były nie wygodne. Do tego kajdany zgrzytały nieprzyjemnie. Westchnął. Alicja i Gabriel patrzyli to na siostrze to chłopaka zajadając kanapki. Co drugi dzień dostawali jedzie które ledwo starczyło na jedną osobę. Parę razy dziękowali chłopakowi rzucając się na niego. Biedni nie wiedział jak zareagować.
-Masz- ściągnął z siebie bluzę, miała już protestować, że nie trzeba, lecz ten siłą ją nałożył.
 Zdawała sobie sprawę, że chłopak będzie miał kłopoty. Wszystkie tortury słychać było  na dole jakby było się ich uczestnikiem.  Czasem zdawało się, że słyszy jego krzyk. Nie spytała go nigdy o to bo i tak jej by tego nie powiedział.
-Będziesz miał kłopoty- zganiła go.
-Kłopoty to moja specjalność.- mruknął
-Oberwiesz.
-Owszem.
-Draco!- chłopak zerwał się na równe nogi i wybiegł za krat.
Stanął na baczność przed drzwiami Lary, Gabriela i Alicji lochów.  Teraz dziewczyna znała jego imię.  Musiała przyznać, że mu nie pasowało. Ale imienia się nie wybiera. Widziała tylko plecy chłopaka, lecz po mięśniach mogła stwierdzić, że jest spięty. Do pomieszczenia weszła druga żywa kopia chłopaka o platynowych włosach  tylko starsza. Ubrany cały na czarno, długie blond włosy,  zimne spojrzenie, dumna postawa. Aż za dobrze go znała. Lucjusz Malfoy jako pierwszy zaoferował się do „pomocy” przy szlamie. Perfidny dupek.
-Nasz pan prosił mnie abym ci przekazał, że masz się zjawić na jutrzejszym zebraniu- Do tego mówił aksamitnym głosem.
-Tak, ojcze.- mówił obojętnym głosem.
-A kogo tu mamy- ominął swojego syna i podszedł do Lary, który patrzyła na niego z nienawiścią- Laura Potter we własnej osobie.- rodzeństwo wcisnęło się w kąt, niestety pomieszczenie złożone z samych krat było ciasne.
-Jestem tu od dłuższego czasu, ale masz zapłon blondynko- warknęła, nienawidziła tego mężczyznę wiele razy ją skrzywdził.
-Widzę, że jesteś wyszczekana- mruknął- Szkoda, że taka nie byłaś gdy rozmawialiśmy.
Mówił z podtekstem. Zamrugała kilkakrotnie, nie chciała przy nim płakać. Żałowała, że ma na sobie łańcuchy gdyby ich nie miała to by go rozszarpała na strzępki. Niebieskooki wszedł do pomieszczenia.
-Ojcze, lepiej będzie jeśli wyjdziesz, krąg pomyśli, że nie daje rady sobie z pilnowaniem szlamy.
-Masz racje, synu. – machnął szatą i dostojnym krokiem wyszedł z pomieszczenia ani razu się nie odwracając.-patrzyła na swoje zniszczone i pobrudzone spodnie.
-Ile razy cie skrzywdził?- spytał gdy było pewne, że nikt ich nie usłyszy, uniosła głowę.
-Trzy- wzdrygnęła.
Zacisnął pięści i usta. Bez słowa powrócił do pilnowania drzwi.  Już się do niej odezwał.
-Lara?- obróciła głowę w stronę siostrzyczki.- Mogę spać z tobą?
-Nie śpisz z Gabrielem?- spytała zaskoczona.
-Chciałam z tobą bo masz wygodną bluzę. Mogę?
-Jasne- młodsza siostrzyczka położyła się na ramieniu dziewczyny, Lara jako jedyna miała kajdanki, więc rodzeństwo bez problemu mogło się poruszać.
-Mogę też?- spytał Gabriel, który przeczesał swoje mysie włosy.
-Jasne- położył się na wolnym ramieniu.
Spojrzała na swoje rodzeństwo i westchnęła. Zrobiła by wszystko aby mogli stąd uciec. Położyła płasko dłonie na ziemi tak aby rodzeństwo mogło się na niej wygodnie położyć. Alicja sięgnęła jednym okiem  po kurtkę i okryła wszystkich po czym zamknęła oczy. Laura zasnęła bardzo szybko, rodzeństwo ogrzewało ją. O dziwo żadnych koszmar nie przyszedł, który zawsze pokazywał powtórki tortur.
Draco kątem oka zerknął na trójkę więźniów.  Wyglądali tak nie winie, zwłaszcza najstarsza. Jego bluza wyglądała na niej jak sukienka. Już wkrótce będą wolni. A on tutaj zostanie, sam.  Spotkanie ojca zaskoczyło chłopaka nigdy on w te strony rezydencji nie wchodził, unikał ich jak ognia.  Jakaś siła wyższa zmusiła go do zadania pytania, które potwierdziło całe przekonanie do ojca. Był mordercą, gwałcicielem, pedofilem…. Zacisnął pięści. Nie mógł powiedzieć tego mamie, biedna i tak jest załamała, że jedyny  syn jest śmierciożercą. Ją też będzie musiał uratować. Oficjalnie Lucjusz Malfoy nie jest ojcem Dracona Malfoy.
KILKA DNI PÓŹNIEJ.
Obudziło ją trząsanie  ramienia, otworzyła gwałtownie oczy.  Pierwsze co zrozumiała to nie ma kajdanek, jej ręce były zadziwiająco lekkie a druga rzecz to Draco stał bardzo bliskiej niej.
-Posłuchaj mnie uważnie. Zaraz przyjdzie ktoś w masce macie od razu do niego biegnąc nawet jeśli  za wami lecą zaklęcia. Jest to jedyna szansa aby was uratować. Rozumiesz?- kiwnęła głową-To są wasze różdżki- podał Larze i Gabrielowi magiczne patyki.
-A ty?- wstała, on westchnął.
-Ja muszę zostać. Muszę cie poprosić o jedną rzecz. Masz ją zrobić.  Nie ważne co się stanie, zrób to. Gdy będzie biegnąc na górę, walnij mnie drętwotą.
-A..Ale czemu?- zerknął na drzwi.
-Potem ci wytłumaczę- przytulił ją, wdychała zapach chłopak, chciało się jej płakać, lecz musiała być silna.  - Na trzy biegnijcie do drzwi zaraz powinien być.
Usłyszeli wrzask. Zaczęło się.
-Kurwa. To nie tak miało być-  złapała rodzeństwo za ręce, z całej siły wypchnął ich z lochów.- Ruchy!
-Drętwota!- szepnęła, niebieskooki runął jak długi.
Rozejrzała się gorączkowo.  Zerknęła na schodu, mogła być to niebezpieczne.
-Idziemy-pociągnęła rodzeństwo na górze.
Na górze panował istny chaos, wszędzie padały przeróżniejsze zaklęcia. Rodzeństwo patrzyło na siebie z przerażeniem.
-Gabriel gdybyś ktoś nas atakował walnij drętwotą albo uciekaj na boki- szybka lekcja jak przeżyć.
Mogła tylko niektórych rozróżnić w chmarze zaklęć, którzy są niedobrzy.  Miała z nimi nie miły kontakt.
Gdzie jest człowiek w masce?
Ktoś „chyba”  z dobrych ją zauważył.
-Szybko odwrót!- wrzasnął facet z blizną na oku (Lupin )
Jakaś kobieta, która skradała się za facetem z blizną wcelowała w niego różdzką.
-Drętwota!- wrzasnęła Lara, Lupin zaskoczony uchylił się przed zaklęciem, kobieta padła jak długa. Lupin nie zauważalnie kiwnął głową w podzięce i wrócił do atakowania.
-Ruszcie się nie mamy całego dnia- odwrócili się przed nim stał mężczyzna w masce.
Facet w masce miał na sobie czarną powiewną szatę, która ciągnęła się jak welon, do tego pod kolor włosy. Złapał Pottera za ramię. Poczuła nieprzyjemne wirowanie w brzuchu.
-Wracamy!- krzyknął Lupin.
Strona dobra zaczęła się wycofywać.  Śmierciożercy, którzy byli w rezydencji zaczęli jeszcze bardziej ciskać zaklęciami. Lecz dobra strona z dążyła już uciec.
W REZYDENCJI SYRIUSZ BLACKA
Nie minęła chwila a byli w kuchni, gdzie dobiegały przepyszne zapachy. Ścisnęła mocniej różdżkę, nie miała pewności czy tu jest bezpiecznie. Alicja i Gabriel rozejrzeli się z zaciekawianiem.  Do pomieszczenia weszła rudowłosa kobieta Laura ze strachu uniosła różdżkę, jej chuda ręka ledwie co trzymała różdżkę. Musiała wyglądać zabawnie.
-Spokojnie moja kochanieńka! Jesteście już bezpieczni. Pewnie jesteście głodni siadajcie- Molly wskazała podłużny stół, młodsze rodzeństwo od razu przysiadło do stołu.
Laura nie ruszała się z miejsca. Obserwowała każdy ruch kobiety, która nalewała zupy dzieciakom. Alicja, która jako pierwsza dostała pomidorową popłakała się z szczęścia, Gabriel próbował uchować łzy, potajemnie je wycierając.  Dziewczynie przypomniało się przed śmiercią rodziców była pomidorowa. Niby taka zwykła zupa a ile wspomnień.
-Jedz dziecko, jesteś taka chuda!- powolnym krokiem podeszła do rodzeństwa, nie odrywając wzroku od kobiety schowała różdżkę i podniosła talerz z zupą i zaczęła nastająco jeść. Stała za rodzeństwem, miała dobry widok na drzwi od kuchni, gdzie prowadziły do salonu.
„Mieszkanie” w lochu nauczyło ją wiele rzeczy, na przykład nie ukazywanie emocji lub bacznego obserwowania. Molly spojrzała na nią z miłością. Tak samo patrzyła na nich mama. Serce zakuło ją gdy przypomniała sobie mamę, przez kilka miesięcy próbowała unikać myśli o zmarłej.  Rodzeństwo kilka razy poprosiła o dokładkę. Chociaż brzuch się domagał, dziewczyna odłożyła talerz unikając kontaktu z kobietą. Dotyk ją przerażał.
-Zaraz poznacie pozostałych mieszkańców, znajdziemy wam jakieś ciuchy. Wykąpiecie się i prześpicie.- kiwnęła głową.
-Gdzie jest facet w masce?
-Już wkrótce się pojawi- uśmiechnęła, podeszła do schodów- Fred, George, Ronald ochoćcie tu!- cofnęła się o krok słysząc imiona samych chłopaków, wyciągnęła różdżkę- Giny, Hermiona, Harry są na pokątnej a Percy w Ministerstwie, więc dopiero ich później poznasz.
Do pokoju weszło trzech rudzielców. Dwóch wysokich  o podobnej twarzy i jeden trochę niższy patrzący na nią nie ufnie.
-Cześć, jestem Fred- podał jej rękę, a ona ze strachu cofnęła, spojrzał na nią zaskoczony.
-Laura Potter.- Molly spojrzała na swój synów porozumiewawczo.
-Jesteś spokrewniona z Harry’ m Potterem?- spytał Ronald.
-Kto to Harry Potter?- spytała zaskoczona.
-Wszystkie się dowiesz w swoim czasie, kochanie.
-Kto to Harry Potter? Czemu nosi moje nazwisko? Kto to?- była nieugięta.
-Ktoś to  uratuje świat- rzekł George.
-No dobra nie męczcie biedulki, jesteś pewnie zmęczona, prawda?- nie odpowiedziała- Niestety mamy mało miejsca więc nie będziecie sami w pokoju. To nie będzie problem…?
-Nie.
-To dobrze. Jak się zwiesz kochanie?- skierowała swoje pytania do Gabriela, który obserwował bliźniaków, którzy potajemnie robili głupie miny.
-Gabriel Potter, proszę pani.- Laura uśmiechnęła się  w duchu Gabriel umiał się  zachowywać jak aniołek, cud.
-A ty? – Alicja, która patrzyła cały czas na blat stołu uniosła głowę.
-Alicja Potter.
-Ile Potterów!- powiedzieli jednocześnie bliźniacy.
-Ronald pokażesz pokoje?- kiwnął  głową i machnął ręką, Alicja i Gabriel ruszyli za rudowłosy a Laura została.
-Kiedy on wróci?- bliźniacy usiedli przy stole.
-Nie wiadomo- Fred wziął jabłko i zatopił zęby w owocu.
-Jak to?
-Tak to. Pojechali zrobić zakupy. No wiesz ubrania, książki i tak dalej.-  odpowiedział George.- Znaczy Hermiona nie miała co czytać, więc poprosiła go aby poszedł. Ale pewnie i tak będzie nosił ich zakupy.
-Mi się udało wywinąć- powiedział dumnie Ron.
-Gdzie wy chodzicie do szkoły?- usiadła na krześle, która miało poduszkę raj na ziemi.
Włożyła ręce do bluzy wraz z różdżką, którą uparcie trzymała.  Głęboko w sobie czuła, że musi ją mieć przy sobie. Bliźniacy i ich mama patrzyli na nią życzliwie. Bała się, że to tylko iluzja.
-Do Hogwartu, jesteśmy w siódmej i ostatniej klasie.
Przeczesała ręką czarne skołtunione włosy, które sięgały jej do ramion. Udało się jej znaleźć kawałek ostrego kamienia.  Trudno było jej obciąć włosy ale jakość sobie dała radę, nie chciała mieć dłuższy bo śmierciożercy jak u nich była ciągnęli ją za włosy, wiele razy krzyczała.
-Laura niech chcesz pójść spać? Pewnie jesteś zmęczona.
-Musisz porozmawiać z Harry’ m.
-George, Fred opowiedzcie trochę o Hogwarcie a ja pójdę zobaczyć co u maluchów- dziewczyna zaczęła wstawać- Zostań zajmę się nimi.- Bliźniacy zmienili swoje położenie, usiedli po bokach dziewczyny.
-W Hogwarcie są cztery domy…- zaczął George.
-… Slytherin, Hufflepuff,   Ravenclaw, Gryffindor…
-My jesteśmy w najlepszym domu czyli Gryffindor. Naszym opiekunem jest Minerwa McGonall.
-Stara straszna kobieta nosząca tą sama suknię.
-Jest  tak sztywna, że Ronald przy niej jest klaunem.
-Ile was jest?- przerwała im.
-Ronald, Ginny, Percy, Bill  George i ja. Czyli  piątka. Najstarszy się Bill potem Percy potem my a na końcu Ronald i Ginny.
-Dużo was- stwierdziła.
-Wesoła rodzinka.
-Kto to jest?- uniosła gwałtownie głowę, przed nią stała brązowowłosa, rudowłosa i czarnowłosy.   
-Przed tobą droga siostro Laura Potter!- bliźniacy machali rękami jak idioci.
-To nie możliwie! Harry nie ma siostry- mruknęła Hermiona, Laura wstała była wyższa o głowę od Hermiony przez co dawało jej trochę punktów przewagi.
-Może łaskawie dasz się wypowiedzieć Harry’ emu?- warknęła, brązowowłosa działa jej na nerwy, Hermiona przypominała jej jedną dziewczynę z klasy, której w duchu nienawidziła.
-Miona ma racje.- Laura ominęła bliźniaków i dwie dziewczyny.
Stanęła przed osłupiałym Harry’ m, bliźniacy zachichotali na widok miny chłopaka.
- Jesteś moją siostrą? Ja mam siostrę?!- wrzasnął.
-Hola. To nie może być prawda.- Ja mam młodszego brata i  siostrę.
-Poczekaj. Czyli nigdy o mnie nie słyszałaś?- pokręciła głową- Pisano o mnie w wielu gazetach.
-Rodzice nie kupowali  gazet, a ja tym się nie interesowałam jedynie od czasu do czasu kupowałam mul golskie Brawo.
-Na gacie Merlina co tu się wyprawia?!- warknął.-Dobra może porozmawiamy o czymś innym.
-Ładną mamy dziś pogodę- mruknęła.
-Fred może zobaczymy co u naszych nowych mieszkańców?
-Rodzeństwo- szepnęła z przerażeniem i wybiegła z kuchni.
Przeskakując dwa schodki, próbowała jak najszybciej odnaleźć rodzeństwo. Spało w jednym pokoju. Westchnęła z ulgą. Usiadła na łóżku Alicji. Poczuła ogromne zmęczenie, lecz siłą trzymała otwarte oczy. Siostra wykąpana i przebrana wyglądała całkiem inaczej. Smacznie spała, nie widać było oznak strachu. Molly idealnie się nimi zajęła. Kątem oka zauważyła, że Gabriel nie śpi. Usiadła na jego łóżku.
-Czemu nie śpisz?- szepnęła, nie chciała budzić siostry.
-My naprawdę jesteśmy wolni?- spytał z łzami w oczach.
-Tak- uśmiechnęła się po czym przytuliła braciszka.
-Kto się nami zajmie?
-Ja. Może nie będą idealną mamą ale będę sie starać obiecuje.- po jej policzkach spłynęły samotne łzy.
-A tatą?
-Jest tu dużo chłopaków  do koloru do wyboru- zaśmiała się nerwowo.
-Tata jest tylko jeden.
-Tak samo jak mama. Prześpij się, ja muszę jeszcze coś pozałatwiać.-kiwnął głową i zanurzył się w poduszki.
Ostatni raz się uśmiechnęła i wyszła z pomieszczenia. Stała na korytarzu zastanawiając się, którędy do kuchni. Biegnąc nie zwracała na to uwagi.
-Może pomóc?- obróciła się w stronę znajomego głosu, był to Fred trzymający stosik ubrań.
-Poproszę.
-Zanim pójdziemy do kuchni to są dla ciebie ubrania, Hermiony i Ginny na ciebie by nie pasowało więc z George oddaliśmy ci najmniejsze rzeczy jakie mieliśmy.
-Dziękuje- zarumieniła się, wzięła od chłopaka ubrań przez co „przypadkiem” dotknęła jego dłoni.-Gdzie jest łazienka?
-Tu- otworzył naprzeciwko drzwi- Będziesz mieszkała z dziewczynami, łazienka jest tam- wskazał białe drzwi za trzecim łóżkiem.- kiwnęła  głową i weszła do pokoju- Wrócę po ciebie za 15 minut nie śpiesz się.
Od razu skierowała się do łazienki. Ściągnęła bluzę, która w kostkę położyła na szafce a resztę ubrań rzuciła kąt. Sprawdziła jakie dostała ubrania. Duże szare dresy, rozciągnięta koszulka, bielizna (jej rozmiary), skarpetki i kapcie.
Miło z ich strony.
HARRY
 Siedzieli w kuchni słuchając monologu Hermiony, która gadała jak najęta. Mówiła, że niemożliwie jest to, że Harry możecie mieć siostrę, nie ufaj jej i tak dalej.
-Miona przestań już- powiedział zrezygnowany.- Mam dość słuchania twoje dziamolenia!
-Ale Harry…
-Harry ma racje, przestań już. Wiesz dobrze, co robili im śmierciożercy. Ta dziewczyna kilkakrotnie została z gwałcona, pobita i głodzona. Daj jej spokój.
-Wy nie rozumiecie. Przecież to niemożliwie, aby ktoś tyle przeżył u Malfoy!
-Hermiona!- wrzasnęli wszyscy na raz.
-No dobra niech wam będzie ale i tak jej nie ufam- mruknęła i skrzyżowała ręce.
-Przeżyła bo ktoś jej pomagał, ale nie wiem kto- do kuchni weszła Ginny, od razu przysiadła się do swojego chłopaka.
Pomiędzy trio nastała cisza, każdy bił się ze swoimi myślami. Harry stukał się po brodzie, Hermiona patrzyła na jakiś przedmiot i przewracała oczyma, Ron jak zwykle coś jadła. Ginny obserwowała wszystkich uważnie. Niepokojąco ciszę przerwał Fred i Laurą, którzy weszli radośni do kuchni, chociaż Laura stwarzała tylko pozory.
-Ale ona nie szczęśliwa- mruknęła Hermiona.
-Przestań- mruknął Harry.
-Miona.- zbeształa ją Ginny.
-Dlatego dostaliśmy szlaban na cały miesiąc.- oparła się o blat i wzięła koszyka jabłko.
-Już się nie mogę doczekać aż pójdę do Hogwartu.- sięgnęła po nożyk, z marnym skutkiem próbowała obrać jabłko- Auć- z opuszka palca zaczęła się wydobywać  krew.
-Daj to kaleko- odebrał jej owoc i nożyk.
-Nie jestem kaleką!- przyłożyła palec do ust.
-Ta jasne- mruknęła Hermiona.
-Hermiona uspokój się- szepnął Harry.
-To czemu obieram ci jabłko?
-Bo ładnie cie o to poprosiłam?- Hermiona przewróciła oczami.
-A może dlatego, że nie masz siły?
-Ej- warknęła- To nie moja wina, że nie mam sił aby obrać głupie jabłko.
Święte trio wraz z Ginny po cichu wyszło z kuchni, nie chcąc spotkać się z wielką burzą, która miała zaraz mieć miejsce. Laura wzięła głęboki oddech.
-No może nie twoja, ale i tak mnie ciekawy jedna rzecz.- podał jej pocięte jabłko na kawałki na talerzyku.
-Jaka?- spytała podenerwowana.
-Jak ty tam przeżyłaś?
-Nie wiem, nie chcę do tego wracać. Ja już tam nie wrócę! Zrozumiałeś!?- wrzasnęła.
-Ja nie chciałem! Już spokojnie- Fred zaczął panikować.
-Ja tam nie wrócę, ja tam nie wrócę, ja tam nigdy nie wrócę…- upadła na podłogę, złapała się na głowę i zaczęła to w kółko powtarzać
-Weasley co ty do jasnej cholery zrobiłeś?- Z czarnej chmury pojawił się profesor Snape, dziewczyna zajęta mówieniem w kółko nie zauważyła nowego przybysza.
-Ja nic tylko spytałem…- zająknął się Fred.
-Właśnie pytałeś durniu. On przeżyła piekło- wskazał na Laurę- A wy tępaki zadajecie jej pytania. Nie ma nawet dnia abyście nie ruszyli swoimi głowami!
-Sewerusie wystarczy- do kuchni weszła Molly.- Już kochanieńka, spokojnie- pomogła dziewczynie wstać i obróciła w stronę czarnowłosego mężczyzny .
-Śmierciożerca- szepnęła.
Wszystko zadziało się w wolnym tempie. Laura wyciągnęła różdżkę i wypowiedziała zaklęcie, która sprawiło, że Sewerus Snape przeleciał przez kuchnie do salonu.  Molly wrzasnęła z Fredem. Laura od razu znalazła się przy zmasakrowanym profesorem.  Odebrała mu różdżkę a swoją wbiła mu obojczyk. Cała złość jaką trzymała przez wiele miesięcy trzymała wyładowała na szpiegu. Oddychała ciężko, przez jej umysł przebiegały wszystkie koszmary jakie przeżyła. A on był świadkiem tego wszystkie, wiele razy mógł jej pomóc lecz on siedział bezczynnie  gdy ona cierpiała. Pomiędzy nimi powstała bariera, nie umożliwiając wejście osób zewnątrz. Do salonu wbiegli reszta mieszkańców, którzy usłyszeli głośny  trzask. Jedynie Potterowie smacznie spali. Profesor pierwszy raz w życiu ukazał swoje przerażenie. Od dziecka uczył się, żeby nie niczego pokazywać.
-Ty plugawy śmierciożercu! Jak śmiesz w ogóle się tutaj pojawiać od tak? Teraz jak niby nic tutaj przychodzisz. A gdzie byłeś gdy ja cierpiałam? No gdzie? Wiesz jak to być wykorzystanym? Głodnym bądź z GWAŁCONYM? Pytam się, odpowiadaj !- wrzasnęła.
-Nie..- szepnął.
-No właśnie. Teraz daj mi jeden argument aby cie nie zabiła.
-Laura uspokój się!- z bariery  mieszkańcy próbowali przemówić do rozsądku.
Fred stanął naprzeciwko dziewczyny, dzieliła ich tylko bariera.
Fred, myśl!
-Masz 5 sekund.
Wszyscy stukali w barierę, lecz on zrobił coś czego nikt nie robił.
-Lauro- powiedział spokojnie- Nie jesteś mordercą.
-4…-oddychała ciężko, Fred przeklną.
-Nie rób tego, Lauro…
-3…
-Nie jesteś mordercą…!
-2…
-Nie jesteś śmierciożercą!- wrzasnął ile sił.
Te słowa zadziałały na dziewczynę, kopuła, która stworzyła dzięki swoimi nie odkrytymi jeszcze przez nią możliwościami, zaczęła opadać. Fred od razu dopadł się dziewczyny, odebrał jej różdżkę, całą swoją siłą schował ją w ramionach. Wybuchnęła histerycznym płaczem. Hermionie nagle zrobiło się jej żal, dopiero  teraz zrozumiała, że dziewczyna cierpiała przez wiele miesięcy.
-Już ci… Wszystko będzie dobrze- szepnął Fred.
-Sewerusie nic ci nie jest?- spytała Molly, Harry z George pomogli mu wstać.
-Teraz po części wiemy dlaczego Voldemort ją trzymał.
-Czemu?!- spytali jednocześnie wszyscy.
-Jakbyście nie zauważyli, bez pomocy różdżki stworzyła barierę. Dopiero pan Weasley w jakiś sposób zadziałał na dziewczynę- wyciągnął różdżkę i kilkoma zaklęciami wyleczył ranę.
-Fred może  zaprowadzisz Laurę do pokoju- czarnowłosa uniosła głowę tak aby ktoś ją słyszał.
-Przepraszam.
-Lepiej zacznij się uczyć eliksirów- warknął- Kiedy będzie Lupin i szalonooki?
-Zaraz powinni być.
-Chodź.
Trzymając w ramionach zaprowadził ją do swojego pokoju, który dzieli z George. Usiadła na łóżku i oparła głowę o kolana, łzy dalej płynęły. Twarz dalej miała obojętny od czasu do czasu przecierała twarz ręką. Brat bliźniak Freda wszedł do pokoju.
-Ej! Dopiero co tam ścieliłem!- powiedział niezadowolony.
-Sorry, stary ale księżniczka musiała gdzie usiąść.
-Jeszcze w butach! To karygodne- kąciku ust uniosły się dziewczynie.
-Co to?- wskazała głową na różne części.
-Chcemy otworzyć sklep z dowcipami.- bliźniaczy przysiedli do biurka.
-Jak wam idzie?
-Kasę mamy musimy tylko skończyć szkole aby matka się nie łupiła- przewrócili oczami.
-Hogwart- szepnęła.
-Spoko loko, też tam będzie chodziła.- Fred zacmokał gdy jakaś części mu nie pasowała.
Bliźniacy zaczęli majstrować przy zabawkach a Laura z nudów zaczęła ich obserwować. Fred od czasu do czasu zerkał na nią przez co na jej twarzy pojawiał się jej rumieniec a na twarzy chłopaka uśmiech. George potajemnie poruszał sugestywnie brwiami.
Po paru minutach dziewczyna robiła się senna, powieki robiły się coraz cięższe i cięższe. Aż ułożyła się na boku i zasnęła.

Siedziała w swoim rodzinnym domu. Rodzeństwo jak zwykle bawiło. Laura usiadła na przy stole gdzie rodzice radośnie gawędzili.
-Jestem z ciebie dumna-powiedziała matka.
-Ale ja nic nie zrobiłam!
-Jak to nic?- złapała ją za ręce- Jesteś podparciem dla swojego rodzeństwa. Oddawałaś im wszystko gdy byliście tam, szłaś za siostrę, walczyłaś… To jest według ciebie nic?
-Mamo, tato czemu tak to musiało się stać?- uśmiechnęli się  smutno.
-Taka kolej rzeczy dziecinko- tata poprawił swoje okrągłe okulary.
Ale tata nie nosi okularów a mama nie jest ruda…
-Kim wy jesteście!?- wrzasnęła.
-Jesteśmy twoimi rodzicami, dziecinko.

-Ej Fred twoja księżniczka śpi- szturchnął brata.
-Nie jest moją księżniczką- burknął.
-Ta jasne- mruknął-Możesz zabrać ją z mojego łóżka?
-Czemu ja?
-Bo nie ja. To ty ją tutaj przyniosłeś i ty ją stąd zabierzesz! I nie jest taka ciężka.
-Ale ty jesteś miły-  uśmiechnął sie szeroko.
Chłopak westchnął i odłożył bombę.  Bart rzucił mu zabawne spojrzenie.  Podszedł do dziewczyny, która wtuliła się do jego koszulki. Podłożył ręce pod kolona i plecy i najdelikatniej jak tylko potrafił uniósł dziewczyna. Ważyła tyle ile nic.  George dalej się szczerząc otworzył mu drzwi od pokoju dziewczyny, Ginny i Hermiona spojrzały na chłopaków zaskoczone.
-Oddajemy wam zgubę- szepnął George.
-Mama mówiła, że jutro idziemy na pokątną bo oni nie mają ubrań.- Ginny wskazała głową na śpiąca dziewczynę.
-Wszyscy?
-My, wy, Ronald i Harry.
-Ale to niebezpieczne!- powiedzieli jednocześnie.
-Zamknąć się, śpi przecież, chcecie ją obudzić?- warknęła Hermiona.
-Uparł się.  Powiedział, że chcę być przy zakupach aby była bezpieczna. Stwierdził, że to jest jego siostra bo są podobni.- powiedziała niezadowolona Ginny.
-W sumie jest dużo podobieństwo- mruknęła Miona.
-Włosy, oczy, rysy twarzy…- wyliczał George.
-No dobra.- machnęła ręką Hermiona- Idź stąd już, chcemy jeszcze pogadać i iść spać.
-Przecież jest młoda godzina!
-21? To jest według ciebie młoda godzina? Tu się puknij braciszku- Ginny puknęła się w czoło.
George ziewnął.
-Rzeczywiście, chodźmy.


Ranek nadszedł za szybko. Laura wyspała się jak nigdy. Otworzyła oczy. Dopiero po chwili zrozumiała gdzie się znajduje.  Wyskoczyła z łóżka. Jak miło się obudzić wiedząc, że nie jest w lochu. Po jej plecach przeszedł przyjemny dreszcz. Ktoś musiał ją tutaj przynieść.  Jedyna osoba jaka przychodziła jej do głowy to Fred. Rozciągnęła się jak kotka. Kości nieprzyjemnie strzeliły ale tym się nie przejęła. Pościeliła najdokładniej łóżko jak tylko potrafiła. Tylko tyle mogła zaoferować. Zerknęła na inne łóżka, dziewczyny smacznie spały. Gdy miała wychodzić zauważyła, że na krześle leża poskładane dla niej ubrania. Zabrała i po cichu, żeby nie budzić dziewczyny weszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, umyła dokładnie włosy, które nie przypomniały gniazda tylko były milutkie.  Z przyniesionych rzeczy dostała: krótkie spodenki, za dużą koszulę, bieliznę, trampki, szczotkę do włosów, gumkę do włosów i szczoteczkę.
Jak miło.
Przebrała się, rozczesała włosy i zrobiła luźnego kucyka. Umyła zęby i podeszła do lusterka. Na jej twarzy znów zawitały kolory, na ciele dalej widać były rany i blizny. Koszulka (własność Freda) wyglądała na niej śmieszne ale nie będzie narzekać.  Ubrania, która miała wczoraj poskładała i wyniosła gdzie położyła na łóżku. Chwilę zastanawiała się czy nie budzić dziewczyny. Lecz stwierdziła, że nie będzie tego robić. Zabrała różdżkę, którą włożyła do kieszeni i wyszła z pokoju.  Dzięki rudowłosemu wiedziała teraz wiedziała gdzie jest kuchnia. Sprawdziła co robi rodzeństwo. Okazało się, że Alicja tak się przyzwyczaiła do spania z Gabrielem, że zabrała swoją pościel i poszła do niego. Najlepsze jest to, że Alicja od zawsze uwielbiała, że rozpychać więc brat miał mało miejsca. Zachichotała i zamknęła drzwi. Radosna skierowała się do kuchni. Nigdy się nie spodziewała, że będzie taka radosna. Cieszyła się z każdej rzeczy.
Człowiek po stracie zrozumie, jak to było dla niego ważne.
W kuchni spotkała Molly, która szykowała śniadanie. Dziewczynę zaczęła obserwować kobietę, tak strasznie przypominała jej mamę. Robiła dokładnie t same ruchy. Molly musiała wyczuć, że Laura ją obserwują. Uśmiechnęła się szeroko.
-Pomóc pani?- spytała grzecznie.
-Nie mów do mnie „pani” tylko mamo.
-Pomóc mamo?- powiedziała ostrożnie .
-Nie córciu usiądź zaraz zrobię ci śniadanie- usiadła posłusznie, po nie całej minucie dostała stos kanapek, który mógłby nakarmić całą drużynę piłkarską i wielkie kubek gorącego mleka.
-A jak pójdziemy na pokątną i gdzie ona jest?- zaczęła jeść śniadanie.
-Przez proszek Fiu.
-Proszek Fiu, dowiesz się już wkrótce. Jak ci się podobają ubrania?
-Są bardzo ładne dziękuje- powiedziała szczerze.
-Jak tylko wszyscy zjedzą to pojedziemy na pokątną i kupimy wam ubrania od razu książki do Hogwartu.
-Ale my nie mamy pieniędzy…- powiedziała zażenowana.
-Spokojnie kochanie! O to się nie musisz martwić. Zakon Feniksa wszystkim pomoże. Od razu jak będziemy na pokątnej zrobimy coś z twoimi włosami.
-Aż tak źle?
-Troszku- wybuchnęli śmiechem.
-Ciszej- jęknął Harry- Niektórzy jeszcze śpią.
-Harry kochanie jak dobrze, że wstałeś- Molly podała chłopakowi śniadanie.
-Dzień Dobry- mruknął i zaczął zwolnionym tempie wcinać śniadanie.
-Witam- odpowiedziała.
-Co ty taka wesoła?- poprawił przekrzywione okulary.
-Jakoś tak- wzruszyła ramionami.
Molly skończywszy robienia kanapek, poszła na górę obudzić resztę mieszkańców. Laura z nudów zaczęła się bawić różdżką. Harry po kryjomu zaczął się jej przyglądać. Ten sam kolor włosów, oczy zielone jak trawa.
-Zawsze chciałem mieć młodszą siostrę.
-Zawsze chciałam mieć starszego brata.
-Jak myślisz może być to prawda?- schowała różdżkę.
-Nie wiem- odpowiedziała szczerze- Nawet gdyby to była prawda.. To kim dla ciebie byłoby Alicja i Gabriel. Obcymi? Rodziną?- zastanawiał się przez chwilę.
-Rodziną.
-Dobra odpowiedź.
-Za jakie grzechy musimy tak wcześnie wstawać?- do kuchni wszedł Ronald- To twoja wina!
-Przepraszam cię bardzo, nie chciałam aby ktoś się nad nami użalał. Pragnęłam tylko stamtąd uciec, aby moje rodzeństwo miało normalną rodzinę jeśli szanownemu Ronaldowi nie pasuje chętnie zaraz się spakuje. Czekaj! Ja nie mam nic. Więc żegnam- ominęła go i pobiegła do rodzeństwa.
-Co ty idioto zrobiłeś?- warknął Harry.
-J… Ja.? Nic- powiedział cały czerwony.
-Jesteś idiotą- wstał od  stołu i zaczął poszukiwania dziewczyny.
Po drodze spotkał Freda z George, po minie czarnowłosego od razu wiedzieli, że coś się stało
-Co jest?- spytali zniecierpliwieni.
Harry opowiedział dokładnie co powiedział Ron z Laurą. Po odpowiedzeniu sytuacji, która miała miejsce nie całe 5 minut temu usłyszeli siarczyste przekleństwo ze strony Freda.
-Zabije go! Mama wiele razy tłumaczyła aby trzymał język za zębami.
-Brat idź do niej, Harry za mną idziemy po mamę i tatę. Po drodze zgarniemy dziewczyny. Walka nie ma tutaj żadnego sensu- wszyscy kiwnęli głową.
Fred od razu wiedział gdzie dziewczyna się znajduje. Zapukał do drzwi. Cisza. Otworzył drzwi.  Instynktownie po chylił głowę w jego stronę leciało kubek, który trafił w ścianę tuż obok niego.  Kubek roztrzaskany zaczął się samodzielnie naprawiać.
-Ronaldzie wyjdź stąd albo cie zabije- warknęła.
Alicja i Gabriel ominęły rudowłosego, wiedząc, ze tak będzie lepiej. Dziękował w duchu im za wyrozumiałość. Laura leżała plecami do drzwi.
-To ja, Fred- zamknął za sobą drzwi i usiadł na łóżku gdzie znajduje się wściekła dziewczyna.
-Czego?- miętosiła kołdrę.
-Przyszedłem powiedzieć, że Ron to idiota i masz się nim nie przejmować oraz przepraszam się w jego imieniu.
-To nie ty powinieneś mnie przepraszać tylko on,  dupek- usiadła prosto, wybuchnął śmiechem.
-Z tym się akurat zgodzę.
-Co to za krzyki?- spytała gdy usłyszała wrzaski Molly.
-Mama prawi dupkowi kazania- mimowolnie się uśmiechnęła.-Czyżby widział uśmiech- pokręciła z uśmiechem głowę- Nie kłam mnie tutaj- zaczął łaskotać dziewczynie.
-Proszę przestań!- krzyczała z śmiechem.
Rudowłosy usiadł na jej okrakiem, żeby nie mogła mu uciec. Laura ze śmiechu miała łzy w oczach.
-B.. Błagam… Przestań… Fred no!- przestał ją na chwilę łaskotać, dziewczyna złapała oddech.
-A co z tego będę miał?- dziewczynie przypomniało się sytuacja z Aspenem, która też ją łaskotał.
Mogło się udać, tylko za jaką cenne? Wolność.
-Taką- złapała twarz chłopaka, przyciągając  do pocałunku.
Zaskoczony chłopak zamarł. Z chwili nie uwagi dziewczyna wślizgnęła się. Gdy miała odsunąć się, on przejął pałeczkę.  Laura wiedziała, że to nie było w planie ale nie mogła tego przejąć.  Fred złapał za gumkę od włosów dziewczyny i rozpuścił jej włosy. Wsunęła palce w jego długie włosy, rozkoszując się dotykiem. Gdyby nie pukający Harry, nie wiedzieli do czego by doszło. Odskoczyli od siebie gwałtownie.  Spojrzeli na siebie zaskoczeni.
-Idziemy już jesteście gotowi?- spytał niczego świadomy chłopak.
-Tak, oczywiście- cała czerwona wyszła za Harry.
Po chwili dołączył do nich Fred, który wyglądał jakby zobaczył ducha. Gdy byli w kuchni wszyscy mieszkańcy (oprócz Ronalda, który ma aktualnie karę ) przygotowują się na wyjazd na pokątną. Dziewczyna zobaczyła nowe twarzy.
-Panienka Potter witamy- powiedziała mężczyzna z blizną, dziewczyna go skąd kojarzyła- Jestem Lupin, to właśnie mnie uratowałaś przed Beatrix Lestrange, jestem ogromnie wdzięczny. Dziękuje.- ukłonił się.
-Proszę bardzo?
-A ja jestem Percy Weasley.- kiwnął głową chłopak o dużych uszach.
-Bill Weasley a to moja żona Fleur – wskazał na blondynkę o niebieskich oczach.
-No dobra koniec, tych rozczulających scen- powiedziała facet z bliznami i ruszającym się okiem.
Rodzeństwo podeszło do siostry. Zerknęła na Freda, który bez żadnych skrupułów wpatrywał się w nią. Po jej plecach przeszedł dreszcz. Nie wiedziała czy żałować? Jak ma czegoś żałować jeśli to było…. Miłe?
-A po co tyle ludzi?- spytała Alicja.
-Dla bezpieczeństwa- mruknął szalonooki- Gdy będziecie robić zakupy my będzie patrolować pokątną. Nie wiadomo kiedy sam-wiesz- kto będzie miał chrapkę na Potterów. Zwłaszcza, że uciekła mu córka Jamesa i Lili.
-CO?!- wrzasnęli jednocześnie.
-Wszystkie dowiecie się już wkrótce, chodźmy na te zakupy.
-Ale ja chcę wiedzieć!- Laura zbliżyła się do mężczyzny.
-To nie jest koncert życzeń.
-Świetnie i tak się dowiem- warknęła- możemy już iść?
-Oczywiście.
Podeszli do wielkiego komina. Molly wytłumaczyła jak działa proszek Fiu. Po chwili połowa mieszkańców znalazła się na pokątnej. Laura poprosiła, żeby iść na końcu, tak się stało, że Fred też został jako przed ostatni. Patrzyli na siebie w milczeniu. Chłopak podszedł do niej. Stali niebezpiecznie blisko siebie.
-Nikt nie możecie wiedzieć o pocałunku? Rozumiesz?- kiwnęła wolno głową- Ja mam dziewczynę.
Zamarła. Tego się nie spodziewała. Musiała przyznać zabolało ją. Ale czego mogła się spodziewać? Westchnęła w duchu. Patrzyła na niego obojętnym wyrazem twarzy. Tak samo jak Draco  potrafiła nie ukazywać emocja. Chłopak w oczach miał wypisane zaskoczenie i smutek. Ale dlaczego?  Wzięła na rękę proszku i powiedziała.
-Na pokątną!
Zielone płomienie zabrały dziewczyny na ulicę.  Pokątna była pełna czarodziei. Sprzedawcy wykrzykiwali swoje najlepsze towary. Rozejrzała się z zaciekawieniem. W tłumie zauważyła pilnującego Lupina, Billa, Fleur, szalonookiego. Zaraz za nią pojawił się Fred, który „przypadkowo”  musnął jej dłoń, przez co dostała rumieńce. Gabriel wraz z Alicją od razu znaleźli się przy siostrze. Hermiona, Harry, Ginny i George podeszli do dwójki.
-Co tak długo?- spytała Hermiona.
-Fred tłumaczył mi jak mam to zrobić, zestresowałam się- machnęła ręką.-Alicja chodź tu- złapała siostrę w pasie, tak aby mała mogła widzieć gdzie idziemy.
Dziewczyna poczuła się jak matka, odkąd pamiętała mama zawsze tak robiła. Siostra położyła ręce na karku dziewczyny i zaczęła na wszystko patrzeć. Gabriel  złapał za wolną rękę  siostrę, może i był starszy od Alicji ale i tak czuł strach zwłaszcza, że na pokątnej było dużo ludzi.
-Fred idziemy?- George popatrzył na niego znacząco, kiwnął głową i bez słowa odeszli.
-Gdzie oni poszli?- spytał Gabriel.
-Nie wiemy, o ni tak zawsze- tylko Harry wiedział co się święci.
-To gdzie najpierw?- spytała Laura.
- Pójdziemy do Madam „Ubrania dla każdego czarodzieja”- powiedziała podekscytowana Ginny.
-O matko- westchnęła Laura.
Po paru godzinach zakupów wszyscy padali z zmęczenia. Najgorzej miał Harry z Laurą. Laura nosiła Alicję, która robiła się coraz cięższa, a Harry wszystkie ubrania trójki. Gabriel mimo wzięcia części rzeczy od Harry’ ego dalej odczuwał się ciężar. Krótkie włosy dziewczyny smagały ją po twarzy, zebrał się mocny wiatr, przez co ledwo co widziała. Ginny wraz z Hermioną całe radosne chodziły od sklepu do sklepu. Jakby wiatru nie było. Dwójka wlokła się za nimi.
-Dziewczyny koniec już. Ręce mi odpadają- jęknął czarnowłosy.
-No właśnie.- westchnęły.
-Zaraz wrócimy tylko pójdziemy jeszcze po sowę.
-A Hogwarcie nie ma sów?
-Są ale ty musisz mieć własną- uparła się Hermiona.
-No dobra.
Weszli do zoologicznego.  Alicja zeskoczyła z ramion Laury, która od razu poczuła ulgę. Gabriel chodził za młodszą siostrą, uważając aby niczego nie zwalić (dalej trzymał torby).  Sprzedawcy przywitała ich zaprowadziła do sów. Harry został, nie chciał widzieć sów zwłaszcza, że nie dawno stracił Hedwigę.
Laura z zaciekawieniem oglądało zwierzęcia.
-Która ci się podoba?- spytała sprzedawczyni.
Laura przegryzła wargę. Nie wiedziała, która wybrać. Kusiła ją śnieżnobiała sowa z żółtymi oczami ale czuła, że nie powinna jej brać.
-No dalej- zachęcała ją Hermiona, widziała bardzo dobrze, jak Laura patrzy na sowę, którą  była podoba do tej Hedwigi.
-Poproszę… tą śnieżnobiałą- wskazała sowę w klatce.
-Dobry wybór- szepnęły.

Gdy usłyszał kroki Harry wstał, stos toreb nie pozwolił mu zobaczyć, którą wybrała jego „chyba” siostra. Zwierze pohukiwało radośnie.  
-Możemy już iść?- spytał Harry.
-No dobra, ale i tak by jeszcze pochodziła- powiedziała oburzona Ginny.
Wyszli na ulicę. Laura Potter zauważyła, że zebrało się jeszcze więcej czarodziei. Mimowolnie szukała, czuła, że chłopak nie powiedział ostatniego słowa. Oddała siostrze klatkę z zwierzęciem i zaczęła się obserwować. Bliźniaki widząc przyjaciół zaczęli iść w jego kierunku. George szturchnął Freda i wskazał na Laurę, która rozglądała się na boki. Wyglądało to podejrzanie.
-Jak myślisz kogo szuka?- szepnął.
-Nie wiem ale musimy to sprawdzić- obserwował każdy ruch dziewczyny.
Gdy zobaczyła JEGO od razu wybiegła w tłum. Nie świadoma Ginny, Hermiona, Alicja, Gabriel, Hary rozmawiali zapominając całkowicie o braku jednej towarzyszki.
-Idź za nią ja zagadam resztę- Fred kiwnął i ruszył za dziewczyną.
Przedzierała się prze tłum, mówiąc „Przepraszam” kilka razy straciło go z oczu. Traciła nadzieje, że go zgubiła a on nagle się pojawia. Wyglądało to, że bawili się w kotka i myszkę. Nie wiedziała czy powinna ale krzyknęła:
-Draco!- zaskoczony chłopak odwrócił się.
Widział przed sobą inną dziewczynę. Włosy miała jeszcze krótsze, twarz nabrała kolorów, ciało nie wyglądało mizernie (Molly potrafi bardzo szybko kogoś utuczyć).  Westchnął w duchu, cieszyło go, że Lord Voldemort wysłał go sam na misje. Miał tylko odebrać paczkę. Przedzierał się przez tłum nawet nie przepraszając musiał do niej dotrzeć. Fred, który obserwował tą sytuacje miał ochotę coś rozwalić.
Nie możesz tak myśleć, ty masz dziewczynę.
Padli sobie w ramiona, ona cała w łzach. Nie wiedziała czy jeszcze go zobaczy. To dzięki nie mu żyje ona, jej siostra i brat. Objął ją i obrócił w koło. Roześmiała się. Zapomniała o pocałunku z Fredem, o wszystkich krzywdach jakie jej wyrządzono. Była tylko ona i on. Oparł czoło i jej. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
-Czy to prawda, że będziesz chodzisz do Hogwartu?- kiwnęła głową, westchnął- Posłuchaj mnie uważne. Musisz przestać mnie szukać, przestań. Zapomnij o mnie. Jeśli będziesz blisko mnie, umrzesz- szepnął.
-Ale…

-Lauro to jest niebezpieczne. Nie mam czasu, żegnaj- pocałował ją w usta i odszedł zastawiając ją roztrzęsioną w tłumie.